R E K L A M A
R E K L A M A

Czas po polsku. Renesans rodzimych zegarków mechanicznych

Zegarki mechaniczne to nie tylko symbol statusu. To także ostatni element męskiej biżuterii, której w najnowszych czasach pozbawiły nas kobiety. 

To nie Rolex, Patek Philippe ani Audemars Piguet, tylko Zenith, Nebula i Skieleton – modele krakowskiej firmy Celesti Watches /Fot. archiwum firmy

Balticus, Błonie, Copernicus, G. Gerlach, Polpora, Leon Prokop, Xicorr, Vratislavia Conceptum to polskie manufaktury zegarkowe, które powstały w ostatnich 20 latach (o czterech pisaliśmy w tym cyklu). I co najważniejsze – utrzymały się na rynku, gdzie z jednej strony dominują produkowane w milionach egzemplarzy tanie zegarki elektroniczne z Dalekiego Wschodu, a z drugiej luksusowe szwajcarskie (i niemieckie) prestiżowe czasomierze, których cena często przekracza wartość luksusowej limuzyny. 

Większość tych niszowych polskich marek jest dostępna już w luksusowych salonach. Balticus zaskoczył emisją akcji, Polpora cenami, które w przypadku limitowanych modeli ze złota dochodzą do 40 tys. zł. 

W tym roku na rodzimym rynku pojawiła się kolejna firma, która przyjęła zupełnie inną formę działalności. 

To krakowska manufaktura Celesti Watches założona przez dwudziestolatka Michała Wielgusa. 

Mimo młodego wieku pan Michał szybko zaczął przygodę z biznesem. Jako nastolatek, zaraz po ukończeniu 18 lat, z sukcesami zaczął grać na giełdzie. Jednak jego prawdziwą pasją są zegarki. 

– Praktycznie od zawsze interesowałem się zegarkami i chociaż nie mam wykształcenia związanego z produkcją czy naprawą zegarków, to mam niezłą wiedzę i rozeznanie rynku – zapewnia właściciel. – Już trzy lata temu miałem plan, żeby założyć własną manufakturę zegarkową. Jednak musiałem się do tego dobrze przygotować. Odpowiedzieć na pytanie, jakie zegarki chcę produkować, czym mają różnić się od tych konkurencji i kto pomoże mi je produkować, bo fachowych zegarmistrzów, nawet w tak dużym mieście jak Kraków, nie ma zbyt wielu. 

Niebiański brzmi dobrze 

Dobra nazwa to połowa sukcesu. Celesti dobrze brzmi. Pochodzi od łacińskiego „caelestis” i oznacza niebiański, z nieba, często jest też tłumaczone jako błękitny. 

W świecie czasomierzy wymyślono już chyba wszystko, dlatego niektóre modele, nawet najbardziej prestiżowych marek, na pierwszy rzut oka są do siebie bardzo podobne. Rolex Daytona i Submariner, podobnie jak Patek Philippe Complications czy Omega Seamaster Aqua Terra, znajdują naśladowców zarówno wśród producentów tanich, jak i bardzo drogich zegarków. I trudno mówić tu o niedozwolonym kopiowaniu, a raczej inspiracji. Wystarczy bowiem nieznacznie zmienić układ tarczy, lunetę czy koronkę, żeby nie można było mówić o kopiowaniu patentu czy chronionego prawem wzoru użytkowego. 

– Przystępując do projektowania, oczywiście inspirowałem się znanymi, cenionymi, topowymi markami, bo trzeba równać do najlepszych. Nasze modele nie są jednak żadną kopią. Robię takie, które sam chciałbym nosić. 

Większość części: bransolety, szkiełka kryształowe z powłoką antyrefleksyjną, koperty, tarcze, koronki, lunety, szkło powiększające nad datownikiem, dekle firma sprowadza ze Szwajcarii. Mechanizmy z Japonii. Wszystkie modele pracują na mechanizmach Seiko. 

Ten japoński gigant, który ma już 144 lata, produkuje zegarki na każdą kieszeń. Korzysta z własnych mechanizmów i tak jak szwajcarscy konkurenci jest synonimem niezawodności, innowacyjności (jako pierwsi wprowadzili do sprzedaży modele z mechanizmem kwarcowym), a od pewnego czasu także prestiżu, gdyż ich topowe zegarki kosztują kilkaset tysięcy złotych. 

W ofercie Celesti Watches jest aż osiem modeli i 70 tzw. pozycji asortymentowych. 

Siedem z nich, oprócz wskazań godzin, minut i sekund, ma również datownik. Większość wyposażona jest w pierścień tachometru, jeden model ma stoper. W Krakowie zegarmistrzowie ręcznie składają wszystkie zamówione części, a potem następuje kilkustopniowa kontrola jakości. 

To, co wyróżnia całą ofertę, to wodoszczelność, która w zależności od modelu wynosi od 100 do 300 metrów. To oznacza, że można z nimi pływać, a w przypadku modeli o wodoszczelności 300 metrów nurkować, nawet na znaczną głębokość. 

– Nasze modele mające wodoszczelność 300 metrów sprawdzaliśmy w specjalistycznym basenie i nic się z nimi nie działo – zapewnia pan Michał. 

Mimo bardzo szerokiej oferty Cetesti Watches nie przekroczył jeszcze liczby 100 sprzedanych czasomierzy. To jednak celowa polityka, bo właściciel pierwsze miesiące działalności traktuje jak rozeznanie rynku. 

Ceny będą rosnąć 

Najtańsze modele kosztują 525 zł, najdroższe 1420 zł. 

– Jesteśmy młodą firmą, więc nie możemy narzucać wysokich cen. W przypadku topowych światowych, drogich marek cena kilka, a nawet kilkanaście razy przekracza koszty produkcji, my na razie zadowalamy się rentownością na poziomie około 30 proc. Jednak gdy będziemy bardziej rozpoznawalni, podniesiemy ceny. Już niedługo wypuścimy nowy, limitowany model z kilkoma komplikacjami i on na pewno będzie dużo droższy. 

Na razie zegarki są dostępne w sklepie internetowym firmy, ale prawdopodobnie będzie je można także kupić w kilku stacjonarnych salonach. 

Z manufakturą związanych jest siedem osób. Większość to zegarmistrze, reszta osoby zajmujące się dystrybucją, PR i reklamą. 

To, co jeszcze wyróżnia Celesti Watches, nie tylko spośród polskich marek, to konfiguracja przypominająca konfigurację samochodów, jaką oferuje większość światowych potentatów branży motoryzacyjnej. Wypełniając formularz, klient może wybrać model, kolor tarczy, kolor i materiał lunety, indeksy (rzymskie lub arabskie), rodzaj wskazówek. Ten program na razie startuje, z czasem prawdopodobnie będzie można skonfigurować zegarek także w wybranych salonach. 

– W kraju jest zaledwie kilka polskich manufaktur zegarkowych. Nie konkurujemy z nimi. Uważam, że mamy wspólny interes, pracując w myśl zasady: dobre, bo polskie. Produkcja zegarków to na razie moja pasja i hobby. Chciałbym, żeby kiedyś było to także moje główne źródło utrzymania, a jeszcze lepiej, gdybym stworzył firmę rodzinną na pokolenia. Moim marzeniem jest zbudowanie kiedyś prawdziwej fabryki, gdzie większość podzespołów robilibyśmy sami, może nawet mechanizmy. Ale to daleka przyszłość. Na razie muszę dbać o jakość i promocję, sprawić, żeby ludzie wiedzieli, że noszenie na ręku naszych zegarków świadczy o wysokiej pozycji właściciela. 

2026-01-03

Krzysztof Tomaszewski