Gdańszczanin Tomasz J. (miesiąc temu skończył 48 lat) liczył, że drugi paszport i zmieniony wygląd pomogą mu pozostać nieuchwytnym. Gdy we wtorek 9 czerwca do jego willi w stolicy Ekwadoru Quito weszli policjanci i powiedzieli: „Jesteś aresztowany”, nie krył zdziwienia. Oficjalnie był przecież obywatelem ich kraju i nie przypominał mężczyzny z czerwonej noty Interpolu. Wyraźnie przytył, zapuścił wąsy i brodę, zaczął też nosić ubrania i kapelusz charakterystyczne dla mieszkańców Ameryki Południowej. Ta konspiracja nie pomogła. J. trafił do prokuratury, a w środę 10 czerwca stanął przed sędzią, który zdecydował, że na koniec procesu Polak poczeka w areszcie. Dla J. – przyzwyczajonego do luksusu – pobyt w celi (więzienia w Ekwadorze słyną z bardzo złych warunków sanitarnych) będzie dodatkową udręką. Nic nie wskazuje na to, żeby szybko wyszedł. Za udział w zorganizowanej grupie przestępczej grozi mu do 10 lat więzienia.
Kryptonim „Varsovia”
Zatrzymanie Tomasza J. na początku utrzymywano w tajemnicy. Miesiąc później prokuratura rozszerzyła mu zarzut o handel narkotykami na skalę międzynarodową. Z tego powodu zagrożenie karą wzrosło do 13 lat. Choć zatrzymanie J. zbiegło się w czasie z ważnymi meczami piłkarskich mistrzostw świata, policja Ekwadoru zorganizowała specjalną konferencję prasową, aby pochwalić się sukcesem. – Zatrzymaliśmy 18 osób podejrzewanych o stworzenie grupy przestępczej przemycającej kolumbijskie narkotyki przez porty Ekwadoru do USA i Europy – mówił do dziennikarzy John Reimberg, minister spraw wewnętrznych Ekwadoru (nadzoruje policję). – Wśród zatrzymanych są cudzoziemcy: obywatel Polski Tomasz J. i obywatel Albanii Dacii P. – dodał. Polityk ujawnił też ciekawy szczegół. J. używający pseudonimu „El Polacu” (nawiązanie do jego narodowości) był główną osobą rozpracowywaną przez ekwadorskie organa ścigania. I z jego powodu operacji nadano kryptonim „Varsovia”, co po hiszpańsku oznacza „Warszawa”.
Subskrybuj