Jest przede wszystkim magazynem energii. Gdy dostarczamy więcej kalorii, niż spalamy, nadwyżka trafia do komórek tłuszczowych. Kiedy pożywienia brakuje, sięgamy do tych zapasów. Dla naszych przodków był to sposób na przetrwanie głodu. Dziś ten mechanizm nadal pozwala nam funkcjonować w okresach niedoboru energii. Przydaje się podczas ciężkiej choroby. Na tym jednak nie kończy się rola tkanki tłuszczowej. Wytwarza ona hormony i przekazuje informacje innym częściom ciała. Jednym z takich posłańców jest leptyna. Daje mózgowi znać, że energii wystarczy. Dzięki temu organizm może przeznaczać ją także na obronę przed infekcjami i funkcje rozrodcze. Gdy rezerwy się kurczą, a leptyny ubywa, ciało zaczyna oszczędzać.
Tłuszcz pomaga też utrzymać prawidłową temperaturę ciała. Jego warstwa pod skórą działa jak izolacja, ograniczając straty ciepła. Z kolei brunatna tkanka tłuszczowa spala energię, aby nas ogrzewać. To kolejny powód, by nie traktować jej jak zbędnego balastu. Skrajne odchudzanie i długotrwałe jedzenie zbyt małych porcji mogą zaburzyć tę równowagę. Organizm zaczyna ograniczać wydatki energetyczne. Może wówczas osłabnąć odporność i zmniejszyć się masa mięśniowa. Kości stają się bardziej podatne na złamania. U kobiet mogą wystąpić nieregularne miesiączki albo ich zanik. U mężczyzn spaść poziom testosteronu. Często brakuje też sił i pogarsza się kondycja fizyczna oraz psychiczna. Nie ma jednak jednej idealnej zawartości tkanki tłuszczowej dla wszystkich. Znaczenie mają między innymi płeć, wiek i indywidualne cechy organizmu. Domowa waga podająca procent tłuszczu daje tylko przybliżony wynik, zależny choćby od nawodnienia. Nie warto więc gonić za coraz niższą liczbą na wyświetlaczu.
Celem powinno być utrzymanie odpowiednich zapasów, a nie ich całkowite wyczerpanie. Potrzebujemy tych rezerw, żeby dobrze funkcjonować!