R E K L A M A
R E K L A M A

Muzyka bez muzyków, klony zespołów i utwory pisane przez… zmarłych. Co się dzieje ze Spotify?

Fot. Wikimedia

Globalny lider serwisów streamingowych tonie w kontrowersjach i kryzysach wizerunkowych, podczas gdy jego CEO beztrosko inwestuje w sprzęt wojskowy.

Zeszły rok okazał się dla Spotify przełomowy, choć nie w taki sposób, jakiego można by było oczekiwać od streamingowego giganta. W 2025 roku serwis pobił rekord pod względem ilości wygenerowanej przez sztuczną inteligencję, niskiej jakości muzyki, która dosłownie zalała platformę. Zjawisko to doczekało się nawet własnego terminu: „AI slop” lub „AI sludge”.

W teorii serwis walczy z problemem, w rzeczywistości jednak przypomina to gaszenie pożaru kroplą wody. W ciągu ostatniego roku Spotify usunęło aż 75 milionów utworów uznawanych za spam. Skala tego zjawiska jest ogromna, biorąc pod uwagę, że cały oficjalny katalog platformy liczy około 100 milionów utworów.

Problem nie tylko etyczny, czyli do kogo trafią pieniądze z wygenerowanych przez AI utworów?

Można by pomyśleć, że Spotify nie jest jedyną firmą, która próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości pisanej pod dyktando AI. Jednak największym problemem jest co innego – pieniądze.

Każde odtworzenie trwające powyżej 30 sekund generuje tantiemy, które w przypadku utworów AI trafiają do oszustów, zamiast do prawdziwych twórców. Przy globalnym rynku streamingowym wartym 20,4 mld USD, szacuje się, że setki milionów dolarów są rocznie „odsysane” przez nieuczciwych operatorów.

Według raportów przygotowanych przez hiszpańskie stowarzyszenie SGAE oraz duńskie KODA, rozwój sztucznej inteligencji może sprawić, że do lat 2028–2030 nawet 25% przychodów autorów tekstów i wydawców muzycznych będzie zagrożonych. Dane te korelują z wcześniejszymi analizami międzynarodowej konfederacji CISAC oraz niemieckiej organizacji GEMA

Jakim cudem piosenki AI zyskują tyle kliknięć, aby przynosić wymierne zyski? Osoby odpowiedzialne za masowe generowanie utworów wykorzystują farmy kliknięć, boty lub opłacanych pracowników (głównie z Indii, Wietnamu i Europy Wschodniej) do masowego nabijania odtworzeń.
Działania te stają się coraz trudniejsze do wykrycia. Według Spotify obecnie większość nadużyć nie polega na gwałtownym nabijaniu tysięcy odtworzeń dla jednego utworu, lecz na rozpraszaniu mniejszych wzrostów na wiele utworów, by uniknąć wykrycia przez algorytmy.

Nie uciekniesz przed AI

Spotify nie radzi sobie z własnymi funkcjami, co świetnie pokazuje program „Perfect Fit Content”. W teorii algorytm ma podsyłać słuchaczom nieznane przez nich utwory, które najlepiej oddają ich gust. W praktyce jednak to kolejny wytrych dla zalewania playlist sztucznie utworzonymi piosenkami. Na playlistach takich jak Deep Focus czy Jazz for Sleep (a więc tych tworzonych do z myślą do „grania w tle”), pojawia się mnóstwo piosenek „artystów-widm”.

Śledztwo dziennikarskie Liz Pelly dla „Harper’s Magazine” oraz dochodzenie szwedzkiego dziennika „Dagens Nyheter” ujawniły, że zaledwie około 20 autorów tekstów i kompozytorów stoi za twórczością ponad 500 fikcyjnych „artystów” na Spotify. Ich utwory generują miliony wyświetleń, co pozwala platformie minimalizować koszty tantiem płaconych zewnętrznym muzykom. Przykładem takiego AI-bota jest „Aventhis”, który zdobywa ponad milion słuchaczy miesięcznie.

Zespoły-klony i piosenki zesłane zza światów

Ogromnym gwoździem do trumny dla wizerunku firmy był „zespół-klon”. W lipcu 2024 roku australijski, rockowy zespół King Gizzard & The Lizard Wizard wycofał swoją muzykę ze Spotify w ramach protestu dla kontrowersyjnych decyzji biznesowych Daniela Eka. Wkrótce potem na platformie pojawiła się grupa o nazwie „King Lizard Wizard”, która w rzeczywistości była sztucznie wygenerowaną kopią popularnej formacji. King Lizard Wizard plagiatował oryginalne tytuły piosenek i teksty zespołu, gromadząc dziesiątki tysięcy odtworzeń. Projekt zniknął ze Spotify dopiero po nagłośnieniu problemu przez fanów. Podobny incydent dotyczył zespołu Volcano Choir Justina Vernona (znanego z grupy Bon Iver), pod którego marką opublikowano fałszywy utwór „Silkymoon Light”.

Niedługo później na platformie odnotowano przypadki, w których profile zmarłych artystów były uzupełniane nowymi utworami wygenerowanymi przez AI.

Jak to w ogóle możliwe? Oszuści wykorzystują sztuczną inteligencję do generowania utworów naśladujących styl znanych muzyków. Celowo wybierają artystów zmarłych lub od dawna nieaktywnych, ponieważ ich profile są rzadziej monitorowane przez menedżerów czy spadkobierców. Pozwala to fałszywym utworom pozostać na platformie wystarczająco długo, by zgromadzić znaczną liczbę odtworzeń, a co za tym idzie, przynieść także konkretny zysk.

Podrobiony utwór pojawia się na profilu znanego artysty przez luki w systemie dystrybucji treści. Następnie algorytmy Spotify automatycznie polecają go tysiącom fanów, którzy wierzą, że słuchają nowo odkrytego nagrania swojego idola.

System, który premiuje gigantów

Coraz więcej muzyków zauważa, że streaming faworyzuje największych graczy i utwory popowe, utrudniając odkrywanie niszowej i ambitniejszej muzyki. Automatyczne playlisty promują muzykę z „natychmiastowym hookiem”. Prowadzi to do dominacji powtarzalnej „muzyki do słuchania w tle”, która wypiera bardziej złożone gatunki, takie jak jazz czy muzyka klasyczna, które nie pasują do krótkich formatów preferowanych przez algorytm.

Artyści, którzy chcą zarabiać na muzyce, są zmuszeni do nagrywania wykalkulowanych utworów podążających za tym trendem, zamiast eksplorowania swoich artystycznych horyzontów. Ci, którzy nie chcą poddać się algorytmowi, tracą szansę na komercyjny sukces.

Nie ma funduszy na wypłaty, ale są na wojsko

Z każdym rokiem rośnie liczba muzyków niezadowolonych z niskich wypłat oferowanych przez Spotify, które średnio wynoszą od 0,003 do 0,005 USD za stream. Dodatkowe kontrowersje wzbudziła wprowadzona w 2023 roku zasada, że utwór musi zostać odtworzony co najmniej 1000 razy, zanim zacznie przynosić jakiekolwiek pieniądze.

Tymczasem Daniel Ek zainwestował 600 mln euro w firmę Helsing, która zajmuje się wykorzystaniem sztucznej inteligencji w celach obronnych (np. w dronach i łodziach podwodnych). Artyści wyrażają oburzenie, że zyski generowane przez ich twórczość są pośrednio wykorzystywane do finansowania technologii wojennych. Zespół Deerhoof stwierdził wprost:

Nie chcemy, aby nasza muzyka zabijała ludzi.

Oliwy do ognia dolała także pogardliwa wypowiedź Eka z 2024 roku. W poście opublikowanym na platformie X stwierdził on, że „tworzenie treści kosztuje dziś blisko zera”, podważając tym samym cały wysiłek wkładany przez muzyków w tworzenie sztuki.

Sytuacje te bezpośrednio doprowadziły do rezygnacji mnóstwa artystów ze współpracy ze Spotify. O ile duzi gracze z solidną siatką fanów, jak Massive Attack, Deerhoff czy Bjork prawdopodobnie nie odczują dotkliwych zmian, o tyle mniejsi artyści, którzy do tej pory mogli promować swoją twórczość poprzez playlisty na Spotify, muszą liczyć na szczęście na niezależnych platformach, takich jak Bandcamp.

Platforma bez kontroli

Źródła sugerują, że Spotify ma ogromne trudności z moderacją treści. Choć firma wciąż wdraża nowe systemy mające wykrywać oszustów, fałszywe utwory wciąż przenikają do automatycznie tworzonych playlist, takich jak Release Radar czy Discover Weekly. Te systemy detekcji, które platformie uda się zastosować, działają z kolei zbyt agresywnie, a to często prowadzi do omyłkowego usunięcia muzyki prawdziwych, niezależnych artystów.

Globalny lider serwisów streamingowych od miesięcy tonie w kontrowersjach.
Z platformy znikają prawdziwi muzycy, a mimo to użytkowników nie ubywa. Pojawia się zatem pytanie: jak długo platforma będzie w stanie istnieć w obecnej formie? I może ważniejsze — czy Spotify jest jeszcze w stanie kontrolować to, co samo umożliwiło?

2026-02-19

Angora