Zbliżało się Boże Narodzenie i wykonawca bardzo potrzebował tych pieniędzy. W rezultacie naciski z jego strony były coraz ostrzejsze. Pisał SMS-y, które z czasem przybierały coraz bardziej obelżywy charakter. Zleceniodawca/ dłużnik wniósł oskarżenie o nękanie i obrazę. W uzasadnieniu podał, że wykonawca pracy groził, że powiadomi urzędy w Niemczech, gdzie zleceniodawca miał zarejestrowana firmę. Uznał nawet, że zapowiedź dochodzenia należności na drodze prawnej stanowiła niedopuszczalną groźbę.
Jednak najbardziej kuriozalna była skarga partnerki przedsiębiorcy. Twierdziła, że pan Tomek groził jej wizytą u szeptunki, która rzuci na nią urok. Według kobiety taki urok, osłabiając organizm, mógł nawet doprowadzić do śmierci.
Pan Tomek nie był na rozprawie i nie zdążył złożyć podania o uzasadnienie wyroku 10 miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności. Nie wiemy więc, czy groźba powiadomienia organów w Niemczech, czy groźba rzucenia uroku stały u podstaw tak surowego wyroku. Fachowiec nie był karany i domagał się zapłaty, której druga strona nawet nie kwestionowała, a jednak wyrażała złość, że „śmie” domagać się pieniędzy.
W polskim prawie jest przepis przewidujący karę więzienia za niewypłacanie należnego wynagrodzenia. Niestety, prawie nieużywany. Teraz mamy do czynienia z sytuacją odwrotną, z karą więzienia za domaganie się należnej zapłaty. Zachowanie pana Tomka było naganne. Mógł on nawet przekroczyć normy prawne, obrażając niewypłacającego zleceniodawcę. Ale to przekroczenie nie powinno było spowodować tak surowego wyroku. Nie chcemy przecież żyć w kraju, w którym można bezkarnie nie zapłacić za wykonaną pracę, a człowieka zbyt stanowczo domagającego się należnych mu pieniędzy wsadzić do więzienia. Strach przed szeptunką niczego nie tłumaczy, bo sądy w takie rzeczy nie powinny wierzyć. Czary przecież nie istnieją. O wiele lepiej by się to skończyło, gdyby pan Tomek skierował sprawę do sądu, ale jemu się spieszyło…