Nożownik w klasztorze
Do ataku doszło w czwartek rano na terenie opactwa Benedyktynów w Jarosławiu. Według ustaleń napastnik, 31-letni Ukrainiec, miał sięgnąć po nóż, prawdopodobnie zabrany z klasztornej kuchni, a następnie zaatakować osoby znajdujące się w pobliżu. Rannych zostało pięć osób – trzech duchownych oraz dwoje świeckich: kobieta i mężczyzna. Zdarzenie potwierdziła siostra Barbara Dendor, przełożona miejscowego klasztoru benedyktynek.
Jak wyjaśniła siostra Barbara, przy jarosławskim opactwie benedyktynów działa Ośrodek Formacyjny Kultury Chrześcijańskiej, w którym znajduje się niewielka kawiarnia. To właśnie tam około godziny 9 rano doszło do ataku.
Siostra Barbara Dendor relacjonuje, że napastnik miał zaatakować z zamiarem wyrządzenia krzywdy, a następnie uciec w kierunku kościoła. Według jej relacji zaatakowanych zostało czterech księży. Jeden z duchownych miał zginąć na miejscu, a drugi pozostawać w ciężkim stanie. Dwaj pozostali odnieśli obrażenia, które nie miały zagrażać ich życiu. Siostra podkreśliła, że księża stanęli w obronie wiernych, dzięki czemu pozostali oni bezpieczni. Żadna z zakonnic ani dzieci z prowadzonego przy klasztorze przedszkola nie ucierpiały.
Sprawca próbować uciec na Ukrainę
Według nieoficjalnych informacji Radia ESKA Ihor M., podejrzewany o atak, miał posiadać ukraiński i niemiecki paszport oraz polski numer PESEL, co może wskazywać na wcześniejszy pobyt w Polsce. Z ustaleń dziennikarzy wynika również, że w przeszłości miał służyć w ukraińskiej armii i uczestniczyć w walkach na froncie. Prokuratura nie potwierdziła dotąd oficjalnie tych informacji.
W nocy z 23 na 24 września 31-latek przyjechał do Polski z Niemiec, co potwierdziła prokuratura. Mężczyzna miał następnie kierować się w stronę przejścia granicznego w Korczowej. Według nieoficjalnych informacji Radia ESKA nie przekroczył granicy z Ukrainą z powodu problemów z ubezpieczeniem samochodu. Śledczy wyjaśniają teraz, jak po nieudanej próbie wyjazdu z Polski trafił do Jarosławia.
Według nieoficjalnych doniesień po zatrzymaniu mężczyzna miał powiedzieć policjantom, że nie pamięta przebiegu zdarzenia.