To nie sabotaż, to już dywersja
– Polskie, czeskie i niemieckie służby podejrzewają, że za większością tych aktów sabotażu stoi Rosja.
– Wbrew temu, co mówi wielu polityków, z pewnością nie były to akty sabotażu – od francuskiego słowa sabotage – który z definicji polega na umyślnym niewypełnianiu albo wadliwym wypełnianiu przez pracowników swoich obowiązków z zamiarem wyrządzenia szkód. Istnieje nawet pochodząca z lat 60. instrukcja na ten temat, którą polecam rządowi. W tych przypadkach mamy do czynienia z dywersją. Nie mam wątpliwości, że jest to kolejny element eskalacji wojny hybrydowej, która toczy się na naszych oczach. Rosja prowadzi wojnę z Ukrainą, ale nie ukrywa, że jej wrogami są także państwa NATO. Większość z nich nie przyjmuje tego jednak do wiadomości. Politycy Zachodu, podobnie jak nasi, zachowują się tak, jakby wojna hybrydowa nas nie dotyczyła. Niemal codziennie słyszymy: „To nie jest nasza wojna”. Oprócz wymienionych przez pana przykładów trzeba przypomnieć o całej fali zamachów na tory kolejowe, zakłóceniach sygnału GPS, podpaleniach obiektów cywilnych (między innymi centrum handlowego przy ulicy Marywilskiej w Warszawie – przyp. autora) oraz o werbowaniu agentów i dywersantów. Teraz Rosja nasila ataki w Niemczech, gdzie ma ułatwione zadanie, ponieważ mieszka tam liczna mniejszość rosyjska (szacowana nawet na 3,5 miliona osób – przyp. autora), przez co silna jest rosyjska piąta kolumna.
– Czy nie jest dziwne, że Rosja tak intensyfikuje działania w Niemczech, z którymi przez lata łączyły ją dobre relacje i świetne interesy?
– Putin na pewno chciałby powrotu do relacji z czasów paktu Ribbentrop – Mołotow, ale na szczęście mu się to nie uda. Na początku wojny Niemcy niezbyt mocno wspierały Ukrainę. Teraz to się zmieniło. Panuje tam dość powszechne przekonanie, że Rosja stanowi dla nich poważne zagrożenie. Berlin angażuje się również w budowę NATO 3.0 (koncepcji strategicznej Stanów Zjednoczonych zakładającej, że europejscy członkowie sojuszu przejmą główny ciężar konwencjonalnej obrony i odstraszania – przyp. autora).
Subskrybuj