R E K L A M A
R E K L A M A

FAJBUSIEWICZ: Morderca zostawił ślad…

Po każdej zbrodni najważniejsze są oględziny – wtedy śledczy ustalają okoliczności i zabezpieczają dowody. Często jednak miejsce znalezienia zwłok nie jest miejscem zabójstwa. Mordercy przenoszą ciała, ukrywają je, a te odnajdywane są po latach. Dzisiejsza technika kryminalistyczna potrafi z drobnego śladu zbudować mocny materiał dowodowy, ale bywa i tak, że mimo zabezpieczenia krwi czy włosa sprawcy przez lata nie udaje się ustalić, kto zabił. Z taką sytuacją mamy do czynienia w sprawie puławskiej z 1994 r.

Wygenerowane przez ChatGPT

11 października 1994 r. około godz. 15 pan Ryszard, zbierając grzyby w lesie przy Zakładach Azotowych, zauważył wystające spod gałęzi nogi w zamszowych kozakach. Pod cienką warstwą gałęzi leżały zakrwawione zwłoki kobiety. Krzyk mężczyzny ściągnął innych grzybiarzy; po kilkunastu minutach na miejscu były policja i pogotowie. Lekarz stwierdził zgon kobiety.

Ciało ubrane było w brązową kurtkę skóropodobną, sweter podciągnięty do brody, opuszczone rajstopy. Okoliczności wskazywały na możliwy motyw seksualny, choć nie doszło do stosunku. Zwłoki mogły leżeć tam kilkanaście godzin. W kieszeni znaleziono banknot 50 zł, obok paczkę papierosów zabezpieczoną do badań osmologicznych. Na kurtce ujawniono krew ofiary oraz drugiej osoby, prawdopodobnie sprawcy. Znaleziony włos nie należał do zamordowanej. Na ciele stwierdzono liczne rany cięte i kłute; narzędzia zbrodni nie odnaleziono.

Ze względu na rozległy teren sprowadzono przewodnika z psem tropiącym. Pies podjął ślad i poprowadził leśną drogą około 1,5 kilometra, do uczęszczanej trasy – tam trop się urwał.

Zastanawiające było to, że ofiara miała wiele mocno krwawiących ran, a na miejscu znalezienia zwłok zabezpieczono jedynie śladowe ilości krwi. Policja uznała więc, że nie tam doszło do zabójstwa. Nie odnaleziono też śladów pojazdu, którym ciało mogło zostać przywiezione. Sprawca mógł je przynieść, co potwierdzał trop podjęty przez psa.

Brak dokumentów utrudniał identyfikację. Przez pierwsze dni nie wiedziano, kim jest kobieta, której wiek określono na 35 – 40 lat.

Dwa dni później, 13 października, do puławskiej policji zgłosił się pan Andrzej, właściciel baru „Pod Złotym Kurem” w Kurowie, zaniepokojony nieobecnością żony. Z niewiadomych powodów nie powiązano tego zgłoszenia ze znalezieniem zwłok. Kilka godzin później mężczyzna dowiedział się od znajomego o odkryciu ciała kobiety w lesie przy Zakładach Azotowych. Wrócił do komendy i zażądał informacji. Zawieziono go do prosektorium, gdzie rozpoznał ciało małżonki.

Zamordowaną była 34-letnia Helena H. – mężatka, matka kilkuletniego syna. Z ustaleń policji wynikało, że od lat nadużywała alkoholu. Państwo H. mieszkali w Puławach, ale większość dnia spędzali w Kurowie, prowadząc bar „Pod Złotym Kurem”. Małżeństwo funkcjonowało źle, dochodziło do częstych awantur i przemocy, zwłaszcza gdy pani Helena była pijana. Lokal miał złą opinię – był zapuszczony, z trudną klientelą, a właścicielka rzadko pojawiała się tam trzeźwa. Policja podejrzewała też, że mąż Andrzej wraz z kolegą zaopatrywali bar w alkohol pochodzący z kradzieży, być może z dokonywanych przez siebie włamań. Jeździli Żukiem.

Pierwszym podejrzanym był oczywiście mąż – awantura z pijaną żoną mogła być motywem. Jednak krew zabezpieczona na kurtce ofiary nie pasowała do jego próbek, a znaleziony na zwłokach włos również nie należał do niego. Eksperyment osmologiczny wykazał jedynie, że na paczce papierosów znajdowały się jego ślady zapachowe.

Prowadzone przez policję działania pozwoliły odtworzyć ostatnie dni życia ofiary. Z zeznań 8-letniego syna wynikało, że widział matkę po raz ostatni 10 października, około godz. 22 – przyszła mocno pijana, a ojciec próbował ją wygonić. Mąż twierdził natomiast, że widział żonę 8 października, również około godz. 22. Przywiózł ją pod dom i tam zostawił. Wcześ niej odwiózł ją z baru do rodziców, którzy – jak później potwierdzili – nie zgodzili się, by została.

Ustalono też, że 9 października Helena była u koleżanki w Puławach. Przyszła około godz. 19, nietrzeźwa, prosząc o pieniądze na alkohol. Dostała je i wyszła. Około godz. 22 wróciła, prosząc o kolejną kwotę, ale tym razem spotkała się z odmową. Potem jej losy pozostają nieznane aż do momentu odnalezienia zwłok.

W chwili śmierci miała 2,8 promila alkoholu we krwi. Do dziś nie ustalono, z kim piła tamtego wieczoru. Można jedynie domniemywać, że osoba, z którą spożywała alkohol, była sprawcą zabójstwa.

PS Kiedy przed laty próbowałem ustalić, gdzie przebywa mąż ofiary, by porozmawiać o okolicznościach sprawy, policja poinformowała mnie, że ukrywa się w rejonie Opola Lubelskiego – jest poszukiwany przez licznych wierzycieli. Bar „Pod Złotym Kurem” już nie istnieje; w jego miejscu działa dziś Biedronka.

Wiesz coś o tej zbrodni? – pisz: rzecznik@lu.policja.gov.pl 

2026-09-05

Michał Fajbusiewicz