Poseł PiS pobił rekord nieobecności
Gdyby za nieobecności na głosowaniach rozdawano medale, Marcin Romanowski (50 l.) mógłby już szykować miejsce na złoto. Jak podaje Super Express, poseł PiS opuścił bez usprawiedliwienia 3418 z 4563 głosowań. Tuż za nim jest Zbigniew Ziobro (56 l.) – 2752 absencje. Dystans do reszty jest imponujący. Przemysław Wipler (48 l.) ma „zaledwie” 894 nieusprawiedliwione nieobecności, Mateusz Morawiecki (58 l.) – 863, a Łukasz Mejza (35 l.) – 759. Dane Kancelarii Sejmu uporządkował Jan Strojny, twórca serwisu leniwyposeł.pl. – Ta strona pokazuje te same dane, tylko w ładniejszy i bardziej przejrzysty sposób – tłumaczył. I rzeczywiście: czarno na białym widać, komu najczęściej było nie po drodze do sejmowego przycisku. Ranking dotyczy wyłącznie nieusprawiedliwionych absencji, a nie całej aktywności posłów. Sytuacja Romanowskiego i Ziobry jest szczególna – obaj od dłuższego czasu przebywają poza Polską. Regulamin Sejmu przewiduje za takie nieobecności potrącenia z uposażenia lub diety.
Prezydent w roli trzeciej izby?
Karol Nawrocki (43 l.) najwyraźniej uznał, że Pałac Prezydencki to za mało i przydałaby mu się jeszcze własna izba parlamentu. Tak przynajmniej działania głowy państwa ocenia prof. Andrzej Zoll (84 l.), były prezes Trybunału Konstytucyjnego. – Mamy do czynienia z bardzo niebezpieczną sytuacją, że pan prezydent uważa się za trzecią izbę parlamentu – mówi prawnik na łamach Faktu. Powód? Nawrocki chętnie sięga po weto, a równocześnie wysyła do Sejmu własne projekty. Prof. Zoll uważa, że „wetowanie z politycznych przesłanek jest właściwie niedopuszczalne”. Szczególnie ostro ocenia sprawę tzw. lex szarlatan: prezydent skierował ustawę do TK, a jednocześnie zaproponował własną. – To jest patologia – kwituje. Nawrocki doczekał się również własnej kampanii reklamowej. Tyle że zamiast uśmiechniętego portretu prezydenta Greenpeace rozwiesił w Warszawie i Poznaniu jego karykatury z hasłem „Nie bądź jak Karol”. Aktywiści przypomnieli w ten sposób o rocznicy prezydenckiego weta do tzw. ustawy wiatrakowej i wystawili głowie państwa symboliczny rachunek: 1500 zł rocznie na każdą polską rodzinę. Według organizacji tyle kosztować mają łącznie dopłaty do górnictwa, emisje CO2, import gazu i rynek mocy.
Hołownia może stracić immunitet
Szymon Hołownia (49 l.) może mieć problem znacznie większy niż spadające słupki poparcia. Według ustaleń Faktu śledczy uznali, że zebrali materiał pozwalający wystąpić o uchylenie immunitetu byłemu marszałkowi Sejmu i przedstawić mu zarzuty w śledztwie dotyczącym Collegium Humanum. Projekt wniosku jest już w Prokuraturze Krajowej. Hołownia zapewnia, że studentem słynnej uczelni właściwie nie zdążył zostać. – Złożyłem kwity, podanie, najprawdopodobniej podpisałem być może jakąś immatrykulację. Natomiast nie studiowałem tam. Dokumenty miał dostarczyć Michał Kobosko (58 l.), który również zaprzecza popełnieniu przestępstwa. Na razie nikt immunitetu Hołowni nie uchylił i zarzutów mu nie przedstawiono. Jeśli Prokuratura Krajowa zaakceptuje wniosek, sprawą zajmie się Sejm.
Luksusowy Patek na ręku Piesiewicza
Radosław Piesiewicz (45 l.) ma wyjątkowo kosztowny problem z odmierzaniem czasu. Prezes PKOl miał bowiem otrzymać od Przemysława Krala (46 l.), byłego szefa ZondaCrypto, zegarek Patek Philippe wart około 170 tys. zł. Do tego dochodzić miały inne korzyści dla niego i bliskich. Łącznie około 200 tys. zł – informuje Super Express. Piesiewicz zapewnia, że żadnego prezentu nie było. – Kupiłem zegarek z własnych osobistych środków. Kral miał jedynie pomóc zdobyć trudno dostępny model. A zapłata? Tu robi się jeszcze ciekawiej. – Zapłaciłem mu za niego gotówką – przekonuje, dodając, że robił to „w kilku ratach, podczas naszych spotkań” i że są świadkowie. Zegarek za 170 tysięcy spłacany gotówką na raty podczas spotkań – Patek Philippe na ręku, a system rozliczeń jak pod budką z kebabem.
Raport z pomocą AI i cała masa błędów
Sztuczna inteligencja miała pomóc, ale w tym przypadku zabrakło też tej ludzkiej! Raport prof. Barbary Mróz-Gorgoń (44 l.), pełnomocniczki rządu ds promocji marki Polska, wywołał burzę po tym, jak zaczęto wytykać mu błędy i podejrzewać, że w dużej części powstał przy użyciu AI. Prof. Ziemowit Malecha (47 l.) z Politechniki Wrocławskiej nie owija w bawełnę. – To trochę wygląda tak, jakby ktoś zadał jeden prompt – ocenił dla Super Expressu. I tu zaczynają się schody. Zdaniem naukowca problemem nie jest korzystanie ze sztucznej inteligencji, lecz podpisywanie się pod tym, co maszyna „wypluła”, bez sprawdzenia faktów i źródeł. – No to to jest bardzo, bardzo duża wpadka. Mróz-Gorgoń tłumaczyła, że materiał miał charakter roboczy i nie powinien trafić do przestrzeni publicznej. Prof. Malecha widzi jednak dla niej tylko jedno wyjście: uderzenie się w pierś, przeprosiny i udowodnienie, że inne prace są rzetelnie zweryfikowane. Morał? AI może napisać raport. Wstydu za autora jeszcze nie przejmie. A Mróz- -Gorgoń podała się do dymisji.
Tusk przed trudnym wyborem
Donald Tusk (69 l.) może wygrać wybory, ale to jeszcze nie znaczy, że będzie miał z kim rządzić. Łukasz Pawłowski, prezes Ogólnopolskiej Grupy Badawczej, wskazuje dwa scenariusze, które mogą uratować obecną koalicję przed powrotem prawicy do władzy. – Ten optymizm prawicy jest trochę na wyrost – ocenia ekspert zapytany przez dziennikarzy Faktu. Jego zdaniem wspólna lista całego obozu rządowego mogłaby dać większość w Sejmie. – Byłoby na żyletki. Jedna ze stron mogłaby mieć na przykład 235 mandatów. Druga możliwość? KO rusza do wyborów z obecnymi partnerami, ale bez Lewicy, która wystawia wspólną listę z Razem. – To są dwa scenariusze, które dają w ostateczności nieco ponad połowę mandatów. Bo choć KO prowadzi w sondażach, po drugiej stronie mogą stanąć razem PiS, Konfederacja, Korona i Rozwój Plus.