Film uwielbia kontrowersje, konflikt, przemoc, brutalny seks, a nie znosi sielanki, pogody ducha, nudy i filozofii. Oczywiście najlepszym reżyserom na świecie udawało się ciekawie sfilmować nudę czy filozofię, ale większość unika tych zjawisk jak ognia i woli nie ryzykować.
Porachunki gangsterskie, napady, włamania, przemytnicy narkotyków czy seryjni mordercy, pospolici bandyci oraz ich podchody z policją to o wiele bezpieczniejsze tematy. Ten wymyślony, bajkowy świat pełen bójek, dużych pieniędzy i morderstw, opakowany w polskie ksywki i wyraziste, pociągające i kuszące swym złem miasta, takie jak Warszawa, Gdynia czy Szczecin, daje końcowy efekt w postaci wielkiej widowni, na którą mogą liczyć twórcy serialu.
I tak się dzieje w siedmioodcinkowym serialu „Morfeusz”, który możemy podziwiać na platformie Prime Video. Oto prawnik Piotr Leyer, grany przez Kamila Szeptyckiego, wygrywa spore odszkodowanie od państwa na rzecz niepełnosprawnego, którego leczenie zaniedbano na skutek błędu lekarskiego. Widzimy go więc jako świetnego prawnika i prawego człowieka.
Leyer ma normalną rodzinę i trzyma się z daleka od krainy zbrodni i narkotyków. Los jednak szybko wikła go w gangsterską historię. Jego brat ginie na skutek gangsterskich porachunków, a jego ojciec, szef grupy przestępczej (w tej roli świetny Andrzej Grabowski), nieoczekiwanie wychodzi na wolność.
Ku zaskoczeniu środowiska prawnik Leyer szybko odnajduje się w gangsterskim środowisku i nie tylko radzi sobie z konkurencją (szefa konkurencyjnego gangu gra jak zawsze pyszny w takich rolach Andrzej Konopka), ale wpada na pomysł nowego biznesu.
Sprawy, jak to zwykle w takim mrocznym światku, zaczynają się komplikować, bo w gangu działa mocno zakonspirowany policyjny agent Moro pracujący pod przykrywką (Mateusz Kmiecik).
W serialu nie brakuje tego, za czym szeroka widownia przepada, czyli przemocy, brutalnego seksu i gry o duże pieniądze. Czasem zawodzi logika scenariusza, ale da się to oglądać. Serial można odczytywać jako ostrzeżenie, że nawet tzw. porządny obywatel, gdy tylko zasmakuje smakołyków z nielegalnego źródła, może stać się potworem.
W sumie ten sprawnie, choć nie bez potknięć zrealizowany kryminał to jednak kolejna, banalna historia o złych gangsterach i upadku porządnego człowieka w obliczu pokus. I naprawdę można by go sobie szczerze darować, gdyby nie jedna rola i jeden aktor: Andrzej Grabowski. Dla niego samego warto zobaczyć ten serial. To absolutne mistrzostwo, bo Grabowski lśni na tle całej obsady. W każdym geście, minie, w każdym zdaniu wierzymy Grabowskiemu i uświadamiamy sobie, że oto mamy przed sobą emerytowanego bossa mafii, który po odsiadce trochę wraca do gry, ale trochę też chce nadrobić rodzinnie czas stracony przez odsiadkę. Bo co tam złotka i sreberka, gdy bliscy całe życie byli przez twoje błędy daleko. Andrzej Grabowski za tę rolę powinien otrzymać ze trzy Oscary, dwa Orły i z pięć Niedźwiedzi.
Ocena: Na pełnej fali