Rynek tytoniowy pozostaje istotną częścią polskiej gospodarki. Polska jest drugim największym producentem liści tytoniowych w Unii Europejskiej, a około 85 proc. krajowej produkcji trafia na eksport. Znaczenie branży widać również w dochodach państwa. Według danych przedstawionych podczas konferencji w ubiegłym roku sektor przyniósł budżetowi 33,6 mld zł. Problem polega na tym, że kolejne podwyżki podatków nie muszą już przekładać się na równie szybki wzrost wpływów.
Punktem zwrotnym był 2024 rok, kiedy rząd zmienił obowiązującą wcześniej mapę drogową akcyzy. Zakładała ona stabilny wzrost stawek o 10 proc. rocznie, dający producentom, handlowcom i konsumentom możliwość przygotowania się do kolejnych zmian. Zamiast tego zdecydowano się na znacznie gwałtowniejsze podwyżki. Już w pierwszym roku stawka akcyzy wzrosła o 25 proc. w przypadku papierosów, o 38 proc. dla tytoniu do palenia, o 50 proc. dla tytoniu do podgrzewania i aż o 75 proc. dla płynów do e-papierosów.
Ministerstwo Finansów zakładało, że wyższe stawki przełożą się na wyraźny wzrost dochodów państwa. Jeszcze w lipcu 2025 roku resort szacował, że dzięki podwyżkom wpływy do budżetu przekroczą 37 mld zł. Ostatecznie okazały się jednak o około 3,5 mld zł niższe od oczekiwań.
Jeżeli obecna mapa akcyzowa zostanie zrealizowana do końca, ceny papierosów w Polsce mogą zbliżyć się, a w niektórych przypadkach nawet przekroczyć poziomy obserwowane w Niemczech czy Austrii. Uczestnicy konferencji stawiali więc pytanie nie tylko o wpływ polityki podatkowej na konsumpcję, lecz także o konkurencyjność polskiego przemysłu i atrakcyjność eksportową kraju.
Puste paczki pokazują skalę problemu
Jednym z najciekawszych przedstawionych podczas konferencji badań była analiza firmy Almares. Jej przedstawiciel Andrzej Ludek wskazywał, że od 2023 roku udział papierosów pochodzących z zagranicy i trafiających na polski rynek poza legalnym obrotem wzrósł z 4,4 do 9,6 proc.
Badanie opiera się na analizie pustych paczek papierosów zbieranych z ulic i okolic koszy na śmieci w 70 polskich miastach. Wyniki są następnie ważone między innymi z uwzględnieniem liczby palaczy. Metodologia wyklucza miejsca, w których udział osób przyjezdnych mógłby zaburzać rezultat, dlatego opakowań nie zbiera się na przykład na dworcach czy stadionach.
Skala zjawiska oznacza, że szara strefa wróciła do poziomów niewidzianych od lat.
„Podwyżka nie była poparta analizami”
Zdaniem Mariusza Zielonki z Konfederacji Lewiatan problemem była przede wszystkim konstrukcja polityki akcyzowej.
„Zwiększenie akcyzy nie było poparte odpowiednimi analizami. Ministerstwo skupiło się na prostym obliczeniu dodatkowych przychodów, zapominając, że tak duża podwyżka może spowodować wzrost szarej strefy” mówił Zielonka.
Jego zdaniem problem jest szczególnie istotny w sytuacji, w której Polska znajduje się w unijnej procedurze nadmiernego deficytu i musi stopniowo sprowadzać deficyt sektora finansów publicznych do poziomu 3 proc. PKB.
Zielonka zwracał uwagę na różnicę pomiędzy planowaniem wydatków i dochodów państwa. O ile rząd ma stosunkowo dużą kontrolę nad stroną wydatkową budżetu, o tyle prognozowanie dodatkowych wpływów podatkowych jest obarczone znacznie większym ryzykiem. Szczególnie wtedy, gdy zmiana podatku wpływa na zachowania konsumentów.
Powrót do sytuacji sprzed siedmiu lat
Łukasz Bernatowicz z Business Centre Club oceniał, że zbliżenie się udziału szarej strefy do 10 proc. oznacza cofnięcie się o około siedem lat.
„To klasyczny przykład działania krzywej Laffera. Dokręcanie podatkowej śruby nie oznacza, że wpływy będą rosły bez końca. W pewnym momencie zaczyna rozwijać się szara strefa” mówił.
Zwracał też uwagę na nierówną konkurencję pomiędzy legalnie działającymi firmami a podmiotami funkcjonującymi poza systemem.
„Normalni przedsiębiorcy muszą spełniać normy i przestrzegać przepisów, a równolegle rozwija się rynek, który tych obowiązków nie ma. To ostatni dzwonek, żeby zauważyć, że około 3,5 mld zł gdzieś nam zniknęło” podkreślał Bernatowicz.
Zdrowie i podatki ciągną państwo w przeciwnych kierunkach
Na sprzeczność wpisaną w politykę wobec wyrobów tytoniowych wskazywał Robert Draba z Pracodawców RP. Państwo z jednej strony chce ograniczać liczbę palaczy i zachęcać do rezygnacji z tytoniu, z drugiej budżet pozostaje zainteresowany wysokimi wpływami z akcyzy.
„Ministerstwo Zdrowia będzie namawiać Polaków do rzucenia palenia, a jednocześnie państwo chce zwiększać wpływy. Przedsiębiorcy od lat wskazują, że potrzebna jest racjonalność w poborze akcyzy. Nawet dbając o zdrowie Polaków, podnośmy ją w sposób umiarkowany” mówił Draba.
Jak przekonywał, zbyt gwałtowne ruchy podatkowe powodują, że część konsumentów zamiast rezygnować z palenia przenosi swoje zakupy do nielegalnego obrotu.
To jeden z podstawowych argumentów branży przeciwko skokowym podwyżkom. Wysoka cena legalnych papierosów może rzeczywiście zmniejszać ich sprzedaż, ale nie oznacza automatycznie proporcjonalnego zmniejszenia konsumpcji.
Małe sklepy mogą stracić najbardziej
Skutki rozwoju szarej strefy nie ograniczają się do producentów i budżetu państwa. Według Macieja Ptaszyńskiego z Polskiej Izby Handlu szczególnie narażone są małe, niezależne sklepy.
Znaczenie wyrobów tytoniowych rośnie wraz ze zmniejszaniem się powierzchni placówki. W supermarketach odpowiadają one za niewielką część obrotów, natomiast w najmniejszych sklepach ich udział może sięgać nawet 20 proc.
„Jeżeli te pieniądze odpłyną do szarej strefy, część sklepów po prostu upadnie” ostrzegał Ptaszyński.
Sytuacja najmniejszego handlu już teraz jest trudna. Według przywołanych podczas konferencji danych z rynku znikają średnio nawet dwie niezależne placówki dziennie. Utrata kolejnej istotnej kategorii sprzedaży może ten proces przyspieszyć.
Ptaszyński zwracał także uwagę na ryzyka związane z samymi nielegalnymi produktami. Jak mówił, w podrabianych lub pochodzących z niekontrolowanych źródeł papierosach znajdowano zanieczyszczenia, których obecność byłaby niedopuszczalna w legalnym obrocie, w tym drobiny szkła czy zanieczyszczenia pochodzenia zwierzęcego. Przywoływano również przypadki obecności substancji toksycznych.
Gdzie znajduje się granica podwyżek?
Spór o akcyzę na wyroby tytoniowe nie jest więc wyłącznie sporem o wysokość podatku. Dotyczy punktu, w którym dalsze zwiększanie obciążeń zaczyna przynosić efekty odwrotne od zamierzonych.
Państwo ma kilka celów jednocześnie. Chce ograniczać palenie, zwiększać wpływy budżetowe, zmniejszać deficyt i zwalczać nielegalny handel. Problem pojawia się wtedy, gdy narzędzie służące realizacji jednego z nich zaczyna utrudniać osiąganie pozostałych.
Dane przedstawione podczas konferencji pokazują przynajmniej jedno: szara strefa, która przez lata była spychana na margines rynku, ponownie szybko rośnie. Jeśli jej udział rzeczywiście zbliża się już do 10 proc., pytanie o granice skuteczności kolejnych podwyżek akcyzy przestaje być wyłącznie argumentem producentów. Staje się również pytaniem o dochody budżetu, kondycję legalnego handlu i skuteczność całej polityki państwa wobec rynku tytoniowego.