R E K L A M A
R E K L A M A

Z małego warsztatu do obuwniczego imperium. Historia rodziny Konopków

Stanisław Dolny to mająca ponad 7 wieków i licząca 2100 mieszkańców wieś w gminie Kalwaria Zebrzydowska. W całej gminie od pokoleń rozwija się przemysł szewski. Dużych, średnich, małych oraz działających w szarej strefie zakładów jest blisko 100. Największy należy do rodziny Konopków. 

W ofercie firmy jest kilkaset modeli /Fot. archiwum firmy

Przedsiębiorstwo działające pod nazwą Konopka Shoes to grupa kilku firm, z których największą jest Conhpol. – Mój tata Henryk Konopka, tak jak wielu mieszkańców w tych stronach, wybrał zawód szewca – mówi Klaudia Konopka. – Ukończył szkołę zawodową, został czeladnikiem, a potem mistrzem, co w tamtych czasach znaczyło więcej niż dziś. W 1978 r. otworzył niewielką firmę. Największym problemem było wówczas zdobycie surowca. Skór się nie kupowało, tylko załatwiało. Tata jeździł więc po garbarniach. Ale ze zbytem nie miał problemów, bo w sklepach wybór był niewielki, a co bardziej atrakcyjne modele sprzedawano spod lady. 

Prawdziwy przełom nastąpił wraz ze zmianą ustroju. W 1991 r. Pan Henryk zarejestrował nazwę Conhpol. 

Od Mongolii po Ekwador 

– Od samego początku tata miał ambicje, żeby sprzedawać buty nie tylko w kraju, ale i za granicą. Nie było to łatwe, bo w pierwszych latach większość prac wykonywaliśmy ręcznie. W połowie lat dwutysięcznych kupiliśmy wiele nowoczesnych maszyn i Conhpol zyskał nowe możliwości. Z czasem postanowiliśmy sprzedawać buty pod nazwą Konopka Shoes (zachowując nazwę Conhpol dla firmy produkcyjnej). To nawiązanie do przedwojennych tradycji, gdy właściciele sygnowali firmy własnym nazwiskiem, co dla klientów było gwarantem przejrzystości prowadzonej przez nich działalności. 

Większość modeli to buty męskie; ile ich jest, trudno powiedzieć, bo wystarczy, że buty tego samego modelu różnią się kolorem, podeszwą czy wykończeniem, a już jest to kolejna pozycja asortymentowa. Wszystkie są szyte ze skóry. Podstawowym surowcem jest skóra bydlęca, w droższych modelach cielęca. Konopkowie kupują w sprawdzonych garbarniach w kraju oraz we Włoszech. Z Italii sprowadzane są także podszewki, klamerki, a czasem sznurówki. Niektóre modele składają się nawet z 70 elementów. 

– Włoskie skóry są wspaniałe, ale każdą partię trzeba dokładnie obejrzeć, żeby uniknąć niepełnowartościowych.

Z roku na rok produkcja rosła coraz szybciej. W zakładzie, a właściwie zakładach, pracowało 250 osób, które produkowały około 1,5 tys. par butów dziennie – większość na eksport.

– W 2021 r. sprzedawaliśmy nasze buty niemal na cały świat. Praktycznie do wszystkich krajów Europy, a także do Ekwadoru, Kataru, Arabii Saudyjskiej, Kuwejtu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich (gdzie najlepiej sprzedają się ekskluzywne skórzane męskie klapki na grubej podeszwie), Mongolii. Eksport wzrósł do 70 proc. i tyle wynosi dzisiaj. W naszych butach ze skóry krokodyla chodzili arabscy szejkowie (ich cena w zależności od modelu wynosi około 10 tys. zł). Oczywiście egzotyczne skóry, w tym także z pytonów i strusi, pochodzą tylko ze specjalnych zagranicznych hodowli i wszystkie mają odpowiedni certyfikat.

Załamanie przyszło wraz z pandemią, a potem wojną w Ukrainie. Dziś firma powoli dźwiga się po stratach pocovidowych. Zakład zatrudnia niewiele ponad 100 osób, które dzięki mechanizacji produkują około 700 par dziennie.

Jeszcze kilka lat temu Konopkowie mieli 20 stacjonarnych sklepów w całym kraju, od Gdańska przez Łódź do Przemyśla. Dziś został tylko jeden na rogu Wiślnej i Rynku Głównego w Krakowie.

– W firmie odpowiadam za sprzedaż detaliczną. Z bólem serca likwidowaliśmy kolejne sklepy, ale rachunek ekonomiczny był bezlitosny. Zapłaciliśmy też frycowe, gdyż nie mieliśmy takiej wiedzy na temat handlu, jaką mamy dziś. Większość sklepów prowadziliśmy w galeriach handlowych, które żądały bardzo wysokich kosztów najmu. Krakowski sklep jest dziś naszą wizytówką, sprzedajemy w nim także buty zagranicznych znanych marek. To świetna okazja do poznania oczekiwań i gustów kupujących, bo krakowski Rynek, to wyjątkowe miejsce, gdzie można spotkać najbardziej wymagających klientów.

Przez lata Konopkowie ze swoimi butami jeździli na wiele targów – w Düsseldorfie, Mediolanie, Las Vegas. 

Jakość za rozsądną cenę 

– Wykupienie stoiska na renomowanych targach jest bardzo drogie. W ostatnich latach podczas takich wydarzeń nie pozyskuje się już tylu zamówień co kiedyś, a umowy podpisuje się przeważnie bezpośrednio z konkretnym partnerem. Dlatego od jakiegoś czasu przestaliśmy wystawiać tam nasze buty. 

Teraz ogromna większość butów sprzedawana jest przez sklep internetowy. 

– Od wielu lat znaczną część naszej produkcji szyjemy dla zagranicznych marek, pod ich logo. Nie mogę zdradzać nazw, może poza jedną, z którą już nie współpracujemy, bo wycofała się z Polski. To niemiecki Salamander, który dla wielu Polaków był synonimem jakości i luksusu. 

Większość butów kosztuje kilkaset złotych, a ze skóry cielęcej nawet kilka tysięcy. Buty ze skóry pytona kosztują 8 tys. zł, a z krokodyla są jeszcze droższe. – Naszą dewizą jest oferowanie wysokiej jakości za rozsądną cenę. Chcemy wrócić do wielkości produkcji sprzed pandemii, wejść na kolejne rynki, ale nie jest to łatwe. Niezwykle wysokie ceny energii, coraz wyższe koszty pracy sprawiają, że sytuacja polskich producentów z roku na rok jest coraz gorsza. Jestem jednak optymistką – mówi Klaudia Konopka.

– Naszą siłą jest rodzina i mam nadzieję, że tak zostanie. 

Od sandałów po szpilki 

Trudno ustalić, od kiedy ludzie zaczęli chodzić w butach. Najstarsze są sandały plecione z włókien bylicy, a znalezione w jaskini Fort Rock w stanie Oregon (USA) – mają 10 tys. lat. 

W starożytnym Egipcie noszono sandały co najmniej 6 – 5,5 tys. lat temu, ale zapewne nawet wcześniej. Zdobione złotem sandały znalezione w grobowcu faraona Tutanchamona (urodzony ok. 1342 r. p.n.e.) wyglądały tak, jakby zostały zaprojektowane przez współczesnego kreatora mody. Ich kopię można kupić mniej więcej za 2 tys. zł (oczywiście bez zdobień ze złota). Faraon cierpiał na deformację stopy i nosił obuwie, które można uznać za ortopedyczne – ze specjalnymi nakładkami na palce. 

Sandały były też obuwiem starożytnych Greków i Rzymian. Rzymscy legioniści mieli sandały na grubej podeszwie wzmocnionej metalowymi ćwiekami, a to umożliwiało poruszanie się w trudnym terenie ze sprzętem na plecach. 

W chłodniejszym klimacie używano butów bardziej zabudowanych. W średniowieczu dominowały dwa fasony: buty o bardzo długich i ostrych noskach oraz masywnych, ciężkich, o okrągłych noskach. 

W XVIII stuleciu panie wkładały na bal buty z ozdobnego materiału, przeważnie z jedwabiu, ozdobione srebrnymi, a nawet złotymi klamerkami. 

W XIX wieku obcas zaczął przesuwać się ze śródstopia w kierunku pięty, co zapewniało większą stabilność. Wtedy też pojawiły się pierwsze duże firmy obuwnicze. 

W 1894 r. trójka rodzeństwa założyła w czeskiej Zlinie firmę o nazwie T&A Bat’a. Na początku było w niej trzech pracowników. Dziś Bata ma zakłady w 27 państwach, sklepy w blisko 60 i od początku istnienia wyprodukowała ponad 15 miliardów par butów. 

Współcześni znani szewcy, czy raczej kreatorzy mody obuwniczej, to prawdziwe gwiazdy popkultury: George Cleverley, Guseppe Zanotti, Salvadore Ferragamo (nieżyjący już szewc gwiazd Hollywood) i przede wszystkim działający w Paryżu Manuel „Manolo” Blahnik Rodriguez. 

Imelda Marcos, żona byłego prezydenta Filipin, miała 3 tys. par butów. 

Na przeciętnego Polaka przypada tylko 2,34 pary. 

Światowy rynek obuwniczy jest wart około 500 miliardów dolarów rocznie.

Co druga para powstaje w Chinach. 

Polski rynek obuwniczy rośnie z roku na rok i jest już wart ponad 14 miliardów złotych. 

Najdroższe buty w historii to wysadzane diamentami szpilki Moon Star Shoes, zaprojektowane przez Antonia Vieriego – warte są 20 milionów dolarów. 

W 1998 r. za buty noszone przez Michaela Jordana, model Air Jordan 13 „Bred”, zapłacono 2,2 mln dolarów (po uwzględnieniu inflacji to prawie 4,5 mln dolarów); padł wówczas rekord cenowy butów sportowych. 

2026-08-16

Krzysztof Tomaszewski