Pod koniec 2018 roku mieszkanka jednego z województw środkowej części kraju zaszła w kolejną ciążę. Od tego czasu znajdowała się pod stałą opieką ginekologa-położnika. Ciąża przebiegała wzorcowo, nie było potrzeby przeprowadzenia poszerzonych badań ani hospitalizacji.
W związku z wystąpieniem czynności skurczowej w 40. tygodniu ciąży kobieta zgłosiła się do szpitala w celu odbycia planowanego porodu siłami natury. Podczas badania wstępnego ustalono, że wody płodowe są zachowane.
Opiekę nad kobietą sprawowała doświadczona położna, która z uwagi na wcześniej przebyte przez pacjentkę cięcie cesarskie nakłoniła rodzącą, żeby pod koniec drugiego okresu porodu przyjęła pozycję kolankowo-łokciową w celu zminimalizowania ryzyka rozejścia się blizny.
Położna nie wezwała do porodu lekarza dyżurnego z oddziału położniczego, nie powiadomiła zespołu noworodkowego, aby przy porodzie byli obecni lekarz pediatra i pielęgniarka oddziału noworodkowego. Wezwała tylko położną z bloku porodowego.
Subskrybuj