R E K L A M A
R E K L A M A

Tampony na raka. Szarlatan, któremu ufały kobiety

Wszystko zaczęło się od relacji Anny chorej na raka jajnika. Kobieta przekazała dziennikarzom dokumenty i nagrania opisujące jej kilkuletnią drogę przez świat pseudomedycyny. Zastrzegła tylko jedno – materiały mogły zostać ujawnione dopiero po jej śmierci.

Rys. Tomasz Wilczkiewicz

Po diagnozie, szukając nadziei, trafiła do osób oferujących alternatywne metody leczenia. Wśród nich znalazł się Janusz N., który prowadził gabinet naturopatii w Bielsku-Białej, a później w Kozach. Mężczyzna przedstawiał się jako specjalista od biorezonansu. Twierdził, że jego urządzenie potrafi wykrywać raka, pasożyty, choroby serca, a nawet przewidywać przyszłe schorzenia. Po wykonaniu „badania” proponował kosztowne suplementy oraz tzw. perły księżniczki – tampony nasączone chińskimi ziołami. Przekonywał, że oczyszczają organizm, usuwają mięśniaki, a nawet pomagają w walce z nowotworami. Każda wizyta kosztowała od tysiąca do półtora tysiąca złotych. Gdy stan Anny się pogarszał, krwawienia i skrzepy uznawał za dowód skuteczności terapii.

Po śmierci kobiety dziennikarze przeprowadzili prowokację. Do gabinetu zgłosił się podstawiony pacjent, który miał rzekomo szukać pomocy dla chorej siostry. Janusz N. zapewniał, że wiele kobiet wyprowadził z raka, odradzał biopsję, krytykował mammografię, badania obrazowe oraz leczenie onkologiczne. W zamian oferował własne preparaty i kolejne płatne wizyty. Podczas spotkania przyznał, że wykonuje badania ginekologiczne i stosuje akupunkturę macicy u kobiet mających problemy z zajściem w ciążę. Twierdził, że nakłuwa narząd rodny igłami, kontrolując ich położenie za pomocą aparatu USG. Żeby uwiarygodnić swoje zdolności, podstawionego pacjenta zdiagnozował. Wykrył u niego zawał serca, którego nigdy nie przeszedł, i pasożyty. Za samo „badanie” zażądał 350 zł, a następnie zaproponował zakup suplementów za kolejne 820 zł.

Materiały zgromadzone przez dziennikarzy trafiły do prokuratury. Śledczy zabezpieczyli nie tylko dokumentację pacjentów, ale również aparat USG, fotel ginekologiczny oraz sprzęt wykorzystywany do tzw. biorezonansu. 

2026-07-21

(EW) na podst.: Michał Janczura. „Gabinet pseudoginekologa. Kobiety szukały ratunku, trafiały do szarlatana”; magazyn.wp.pl