Teraz a propos tytułu: co łączy argentyńskiego piłkarza Leo Messiego z naszą Igą Świątek. Dość sporo – oboje to wybitni sportowcy. Ale ostatnio o wiele więcej ich dzieli. Najbardziej to, że światowa organizacja piłki nożnej, FIFA, pilnuje, żeby Messi nie przegrał i zdobył mistrzostwo. Messi, krótko mówiąc, nie ma prawa przegrać, Iga zaś nie ma sił, żeby wygrać. Dlaczego – o tym dalej.
FIFA dość ostentacyjnie robi wszystko, żeby Argentyna doszła do finału i go wygrała. Ktoś powie, że jako zdeklarowany kibic Realu Madryt po prostu źle życzę Messiemu, największej gwieździe w historii Barcelony. Oczywiście, mam z Leo swoje porachunki, wydałem sporo pieniędzy na wyjazdy do Madrytu i mecze Real – Barcelona, gdzie regularnie, zwykle boleśnie, upokarzał mój ukochany klub. Ale za bardzo kocham piłkę, by odmawiać Messiemu oczywistej wielkości. Poza tym od 40 lat i tryumfu największego według mnie piłkarza w historii, Diego Maradony, kibicuję Argentynie. Lubię tę poskromioną przez europejski pomysł na grę latynoską pasję. Do tego już w czasie mistrzostw islamiści różnej maści zaczęli kampanię przeciw Messiemu, nazywając go syjonistą, miłośnikiem Izraela i premiera Netanjahu, co moje wsparcie dla Argentyny wyłącznie wzmocniło. I nie jest to tylko konstrukt na potrzeby tego tekstu. Można zerknąć na moim kanale na YouTubie na mój komentarz w przeddzień mistrzostw, który wręcz demonstracyjnie wygłaszam w koszulce reprezentacji Argentyny i jasno deklaruję, że właśnie jej i Messiemu kibicuję. Więc tu sprawa jest jasna, ale to nie tylko i nie przede wszystkim kwestia sympatii. Jak mówił Arystoteles: „Amicus Plato, sed magia amica veritas (Platon jest moim przyjacielem, ale większym przyjacielem jest prawda). Czyli mogę sobie kibicować Argentynie i Messiemu, co nie znaczy, że nie widzę, jak bezwstydnie są holowani w walce o tytuł. W drodze do półfinału – absolutny ewenement – nie zagrali z żadnym rywalem z pierwszej dziesiątki rankingu FIFA, a sędziowie co rusz dawali Argentynie, a więc Messiemu, karne nawet za wątpliwe faule, a jego niewątpliwe faule, nawet te, po których z czerwoną kartką powinien wylecieć z boiska, po prostu ignorowali.
Subskrybuj