Dlaczego orzeł stał się symbolem, a nie na przykład kura, też ptak i też pożyteczny, nawet bardziej niż orzeł, którego jaja jadalne znosi w zastępstwie emu? (Tu warto przytoczyć australijską anegdotę o jadalności mięsa strusia opowiadaną Amerykanom: Czy jest jadalne? Owszem. Wkłada się je do garnka, dokłada kamień i gotuje. Jak kamień jest miękki, można wyjąć i zjeść). Więc kura jest jadalna, a orzeł nie. Orzeł fruwa, a kura nie. Rosjanie mówili: „kurica nie ptica, Polsza nie zagranica”. Wraz z orłem mamy całą ornitologię imienną: Orłowski, Jastrzębski, Sokołowski, Skowroński, Gołębiowski, Wroński, Jaskulski, Kukulski, Wróblewski, Sowiński, Dzięciołowski, Sikorski, Słowikowski, Kosiński (nie od kosy)… Poza orłem karierę w świecie symboli zrobił gołąb. Nie dość, że odkrył Amerykę (za sprawą Kolumba, czyli kapitana o nazwisku hiszpańsko- -włoskim Colon), to jeszcze za sprawą Pabla Picassa stał się gołąbkiem pokoju. A było to tak. Paul Éluard przygotowywał lewicę paryską do pochodu pierwszomajowego. Potrzebny mu był plakat. Poszedł do pracowni przyjaciela na Montmartre i poprosił o odpowiedni rysunek. Po parapecie spacerowały z hałasem gołębie, których malarz nienawidził, bo uważał, że są to kłótliwe, agresywne ptaszyska. Jednego naszkicował, ze złością rzucił na podłogę i podeptał. Gdzie plakat? – spytał poeta. Picasso o zamówionym projekcie zapomniał. Nagle spojrzał na podłogę i podniósł rysunek. – Oto, masz, proszę: gołąbek pokoju.
Subskrybuj