Tożsamość sprawcy jest znana
Jak nieoficjalnie informuje RMF FM, mężczyzna podejrzewany o zabójstwo sierż. Mateusza Sitka ma ukrywać się na Białorusi. To pierwsze tak konkretne ustalenia dotyczące jego miejsca pobytu od czasu tragedii z maja 2024 roku.
Śledztwo od początku było objęte ścisłą tajemnicą i prowadzone przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie przy współpracy wielu służb. W ramach postępowania przesłuchano ponad 140 osób w kraju i za granicą. Według ustaleń rozgłośni śledczy już od kilkunastu miesięcy znają tożsamość podejrzanego — ma nim być obywatel jednego z państw Afryki Północnej.
W lipcu ubiegłego roku przygotowano postanowienie o przedstawieniu mu zarzutów. Sąd zdecydował o tymczasowym areszcie, a służby rozpoczęły poszukiwania na podstawie listu gończego i Europejskiego Nakazu Aresztowania. RMF FM podaje, że Polska zwróciła się do władz w Mińsku o zatrzymanie i wydanie podejrzanego, jednak do tej pory nie otrzymano odpowiedzi. Z powodu braku reakcji w maju śledztwo zostało zawieszone.
Białoruś go nie wyda
Według nieoficjalnych ustaleń RMF FM szanse na wydanie Polsce mężczyzny podejrzewanego o zabójstwo sierż. Mateusza Sitka są niewielkie. Rozmówcy stacji wskazują, że podczas przesłuchania mógłby ujawnić, w jaki sposób trafił na Białoruś oraz jak znalazł się przy polskiej granicy.
Takie zeznania mogłyby potwierdzić mechanizmy działania reżimu Alaksandra Łukaszenki podczas kryzysu migracyjnego, w tym rolę białoruskich służb i pograniczników w wywieraniu presji migracyjnej na granice państw Unii Europejskiej. Zdaniem źródeł RMF FM byłoby to niewygodne dla władz w Mińsku.
Tragedia na granicy
Szeregowy Mateusz Sitek służył w warszawskiej brygadzie pancernej i został skierowany do ochrony granicy polsko-białoruskiej w czasie kryzysu migracyjnego.
28 maja 2024 roku podczas służby w rejonie Dubicz Cerkiewnych na Podlasiu został zaatakowany przez jednego z migrantów próbujących sforsować graniczną zaporę. Napastnik ugodził żołnierza nożem w klatkę piersiową przez szczelinę w stalowym ogrodzeniu, gdy Sitek zabezpieczał wyłom przy użyciu tarczy ochronnej. W stronę rannego żołnierza i pomagającej mu funkcjonariuszki Straży Granicznej rzucano także kamienie i gałęzie.
21-latek początkowo trafił do szpitala w Hajnówce, a następnie został przewieziony do Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie. 6 czerwca 2024 roku Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało o jego śmierci. Żołnierz został pochowany z honorami wojskowymi w rodzinnej miejscowości Nowy Lubiel w obecności najwyższych przedstawicieli władz państwowych i wojskowych.