– Po trzech latach pracy w korporacji uznałem, że to nie jest to, co chcę robić, i wróciłem do Lublina – wspomina pan Hubert. – Moi rodzice zajmują się sadownictwem, ale mają też lodziarnię w Kazimierzu Dolnym, więc ta branża była mi znana. Postanowiłem spróbować w Lublinie. W 2015 r. otworzyłem lodziarnię „Bosko”, w najbardziej reprezentacyjnym punkcie miasta przy Krakowskim Przedmieściu. Od razu założyłem, że muszę robić lody najwyższej jakości, z naturalnych składników, w jak najszerszej gamie smaków, bo tylko tak można osiągnąć sukces. Nazwa „Bosko”, może trochę nieskromnie, nawiązuje do jakości, smaku, lekkości, wystroju lokali. W tamtych latach w mieście nie było wielkiej konkurencji. Teraz przy Krakowskim Przedmieściu łatwiej jest powiedzieć, w ilu lokalach nie ma lodów, niż w których są.
Przepis na dobre, rzemieślnicze lody jest prosty: naturalne mleko pasteryzowane, nie żadne UHT, prawdziwa śmietanka, naturalne jajka, których większość konkurencji nie stosuje, cukier (lodziarnia oferuje także lody dla diabetyków bez cukru), owoce. W zimie i na początku wiosny mrożone, w pozostałe pory roku – świeże. Lubelszczyzna słynie z plantacji owoców, więc z zaopatrzeniem u lokalnych, sprawdzonych dostawców nie ma problemu.
Lodziarnia w swoich zasobach ma receptury na ponad 400 smaków. W stałej ofercie serwowanych jest kilkadziesiąt. Co roku wprowadza się kilkanaście nowych. – Receptury opracowuję sam. Przeważnie zimą, gdy jest więcej czasu. Testuję smak na pracownikach (śmiech), robię poprawki, i dopiero gdy nie ma żadnych zastrzeżeń, nowy smak trafia do klienta. Lody można zrobić praktycznie ze wszystkiego. Mamy ogórkowe, buraczane, cebulowe; najważniejsze jest zbilansowanie smaków.
W ostatnim czasie najlepiej sprzedają się orzechowe, od laskowych i włoskich po pistacjowe, a także czekoladowe, śmietankowe oraz sorbety: cytrynowy, malinowy, truskawkowy i słony karmel, który pan Hubert wprowadził do oferty jako jeden z pierwszych. I nie tylko w Lublinie. Do lodów można zamówić polewy, posypki, świeże owoce i deserowe sosy własnej produkcji.
W polskich lodziarniach lody podaje się zwykle w temperaturze od -12 do -16 stopni, podczas gdy we Włoszech mają one -8 – -9 stopni. Lody „Bosko” mają średnio -12 stopni.
Jakość w dobrej cenie
Cena porcji (gałki) wynosi od 8,50 do 9 zł (w zależności od lokalizacji). To konkurencyjna cena, gdyż porcja waży 120 g, jest więc o połowę cięższa od standardowych lodów rzemieślniczych w stolicy. – Żeby zachować najwyższą jakość, cena nie może być niższa, bo inaczej musieli byśmy pracować na zerowej marży. W tym roku w kraju widziałem lody nawet po 20 zł za porcję, ale jeżeli chce się zdobywać nowych klientów i utrzymać dotychczasowych, nie można przesadzać ze zbyt wysoką marżą.
Pan Hubert ma 11 własnych lodziarni. 10 znajduje się w Lublinie, jedna w Świdniku. Do tego dochodzą lodziarnie franczyzowe. To model biznesowy, w którym właściciel marki udziela licencji na prowadzenie działalności pod jego szyldem. W zamian za opłaty oferuje swoje produkty, wsparcie marketingowe, logistyczne, szkolenia. Działają już 32 takie franczyzowe lodziarnie, m. in. w Warszawie, Trójmieście, Siedlcach, Radomiu, Kielcach, Zamościu.
Codzienne dowożenie lodów na drugi koniec kraju byłoby trudne. Dlatego każda franczyzowa lodziarnia ma własny niewielki zakład produkcyjny. Właściciel dba, żeby smak i skład tych lodów były takie same jak w Lublinie.
– Przeprowadzamy regularne audyty we wszystkich punktach w kraju i śledzimy opinie klientów. Na początku wydawało mi się, że uruchomienie franczyzy będzie dużo łatwiejsze. Tymczasem okazało się bardziej wymagające i mniej opłacalne. Jednak z roku na rok idzie nam to lepiej, co zapewnia rozwój i rozpoznawalność marki.
Od niedawna Hubert Adaszewski rozwija także franczyzę Bosko friends. Dotyczy to tylko lokali znajdujących się w województwie lubelskim, które nie muszą otwierać własnego zakładu produkcyjnego, gdyż ze względu na bliską odległość od centrali firmy lody są tam dowożone.
W ciepłe dni liczba klientów robi wrażenie. Pod koniec maja, gdy temperatura znacznie przekraczała 20 stopni, każdego dnia w lokalu przy Krakowskim Przedmieściu sprzedawano około 900 porcji lodów.
– W Lublinie znam wszystkie lodziarnie, ale gdy jestem gdzieś w Polsce, służbowo czy prywatnie, i widzę lokal z lodami, to zawsze je kupuję, porównuję z moimi, podpatruję różne rozwiązania.
Firma jest spółką komandytową, w której tzw. aktywny wspólnik zarządza spółką, reprezentuje ją na zewnątrz i odpowiada za jej zobowiązania całym swoim majątkiem. Komandytariusz z reguły nie ma prawa samodzielnie reprezentować spółki i ponosi odpowiedzialność do wysokości wniesionego wkładu.
– Lodziarnie rzemieślnicze, nawet tak duże jak moje, pod względem marketingowym zawsze przegrają z wielkimi zagranicznymi korporacjami i polskimi firmami, które produkują lody na skalę przemysłową. Nie stać mnie na wielkie kampanie reklamowe. Gdy mój pięcioletni synek zobaczył kiedyś, że jego „idol” promuje w telewizji jakieś lody, natychmiast chciał ich skosztować. Oczywiście je kupiłem, ale po pierwszym liźnięciu nie chciał już ich jeść. Promocję lodów opieram na mediach społecznościowych, co jest bardziej precyzyjne i zdecydowanie tańsze niż reklama w telewizji, radiu czy prasie.
Lodziarnia cały czas rośnie w siłę. Dziś pracuje w niej już 150 pracowników. Wiele wskazuje na to, że za kilkanaście lat „Bosko” będzie największym graczem wśród producentów lodów rzemieślniczych, nie tylko w kraju, ale w tej części Europy.