50 tysięcy euro – grzywnę w takiej wysokości zapłacić musi Jerzy W., polski kierowca, którego francuska policja przyłapała na przewozie narkotyków. Sędzia uwzględnił jego współpracę z wymiarem sprawiedliwości, wyrażoną skruchę i to, że ujawnił wiele okoliczności narkobiznesu. Dlatego też wymierzył mu najniższą możliwą karę pozbawienia wolności – 18 miesięcy w więzieniu o łagodnym rygorze. W. jednak nie wyjdzie na wolność, jak inni skazani. Gdy jego odsiadka dobiegnie końca, spod bramy aresztu zabiorą go policjanci i deportują do Polski. Wszystko dlatego, że sąd zakazał W. wjazdu na teren Francji przez 10 lat od dnia skazania. Niefortunny Polak może i tak mówić o dużym szczęściu. Za przemyt narkotyków prawo Republiki przewiduje nawet do 12 lat pozbawienia wolności.
Rutynowa kontrola
Była środa 22 kwietnia 2026 roku. Autostradą A7 łączącą południe Francji z miastem Lyon (trzecie co do wielkości w kraju) jechała na północ ciężarówka na polskich numerach rejestracyjnych. Około godziny 9.30 kierowca dojechał do punktu poboru opłat w miejscowości Reventin Vaugris. Musiał się zatrzymać, aby w okienku uiścić opłatę. Gdy tylko otworzył się przed nim szlaban i ciężarówka powoli zaczęła ruszać, z pobocza wyszedł umundurowany policjant. Nakazał kierowcy zjechać do ustawionego przy drodze punktu kontroli. W. skierował więc TIR-a na bok autostrady. Potem wszystko poszło rutynowo. Policjant przedstawił się, pokazał legitymację, poprosił o dokumenty i tachograf (powodem kontroli było sprawdzenie zgodności z przepisami czasu pracy kierowcy).
Subskrybuj