Bank Światowy ostrzega, że do końca dekady zapotrzebowanie na słodką wodę przewyższy jej podaż nawet o 40 procent. Już teraz całe regiony tracą wzrost gospodarczy, bo bez wody nie działa przemysł, rolnictwo, energetyka. Trwa mobilizacja. Powstają globalne programy i porozumienia, które mają „uratować miliard ludzi do 2030 roku”. Rządy i instytucje finansowe próbują tworzyć nowe systemy zarządzania wodą, wdrażać inwestycje i reformy. Jest to jednak walka z problemem, który dawno wymknął się spod kontroli. Susze są coraz dłuższe, częstsze i bardziej niszczycielskie.
Od 2000 roku ich skala wzrosła niemal o jedną trzecią. W latach 2023 – 2025 dotknęły miliony ludzi na kilku kontynentach jednocześnie. Znikają jeziora, wysychają mokradła, a warstwy wodonośne – te, które miały być rezerwą – są drenowane szybciej, niż można je odbudować. ONZ mówi o „bankructwie wodnym świata”. Europa nie jest wyjątkiem. Kontynent, który najszybciej się nagrzewa, doświadcza upałów i ekstremów pogodowych, jakich wcześniej nie notowano. Również w Polsce sytuacja robi się alarmująca. Według Danych Europejskiego Obserwatorium Suszy, w początkach kwietnia tego roku prawie 80 proc. powierzchni naszego kraju objęto stanem ostrzegawczym przed suszą. Ponad 70 procent stacji hydrologicznych pokazuje niski stan wód. Rzeki, do niedawna stabilne, dziś, już w środku wiosny, mają widoczne koryta.
Zdaniem hydrologów, takie poziomy mogą występować pod koniec lata, ale nie wiosną. Niepokojący jest kolejny etap tego kryzysu – geopolityka wody. Na Bliskim Wschodzie niedobór zasobów wpływa na strategię państw i wywołuje konflikty. Instalacje odsalania stają się celami ataków, a dostęp do wody pitnej jest ważniejszy niż do ropy. Woda staje się powodem starć, sabotażu i presji politycznej.
Świat, który przez dekady traktował ją jako coś oczywistego i nieskończonego, odkrywa właśnie, że jej brak może być bardziej destabilizujący niż kryzysy energetyczne czy finansowe.