R E K L A M A
R E K L A M A

Herosi biznesu. Kelnerka milionerka!

Miała 19 lat, w kieszeni 400 funtów i bilet na tygodniową wycieczkę do Londynu. Plan był prosty – zobaczyć świat i wrócić na studia. Rzeczywistość napisała jednak zupełnie inny scenariusz. Edyta Tadeusiak nie wsiadła do autobusu powrotnego. Została.

Rys. Mirosław Stankiewicz

Wiedziałam, że jeśli wrócę, zawsze będę się zastanawiać: co by było, gdybym spróbowała – wspomina dziś. Początki nie miały nic wspólnego z luksusem, który dziś ją otacza. Brak znajomości języka, kontaktów, praca w barze, ulotki roznoszone godzinami. Pokój z materacem na podłodze. Szybko jednak zrozumiała, że przetrwanie to za mało – trzeba zacząć grać o coś więcej. Zaryzykowała. Wynajęła całe mieszkanie, wyremontowała je własnymi rękami i podnajęła pokoje. To był pierwszy krok do świata nieruchomości. – Wtedy wszystko zaczęło się układać. Nie było łatwo. Bank odmówił jej kredytu. Kelnerka nie była dla systemu wiarygodnym klientem. Pomogła determinacja i spryt – zmiana stanowiska w dokumentach wystarczyła, by drzwi się uchyliły. A ona weszła przez nie pewnym krokiem. Kolejne lata to konsekwentna budowa pozycji. Praca w agencji nieruchomości, a później własna firma. Zakup domu za domem. Równolegle studia i ciągłe podróże. Hiszpania pojawiła się najpierw jako kierunek wakacyjny. Słońce, przestrzeń, natura. Coś, czego brakowało w uporządkowanym, ale intensywnym londyńskim życiu. – Zawsze ciągnęło mnie do ziemi, do drzew. To coś, co wynosi się z dzieciństwa. Pierwsza inwestycja była niewielka: mieszkanie blisko morza. Kupione za 70 tys. euro, po latach warte ponad trzy razy więcej. Prawdziwa zmiana przyszła w czasie pandemii. Spakowała córki i przeniosła się do Hiszpanii. –

Pomyślałam: jeśli nie teraz, to kiedy? Chciałam, żeby moje dzieci zobaczyły inny świat. To właśnie wtedy narodził się nowy rozdział biznesu. Samaya Estates – butikowa agencja, która sprzedaje nie tylko nieruchomości, ale styl życia. Dziś jej najnowsza inwestycja robi wrażenie nawet na doświadczonych graczach rynku. Ponad 100 hektarów ziemi w Murcji. Historyczna posiadłość, gaje oliwne, migdałowce, przestrzeń, która bardziej przypomina prywatny świat niż inwestycję. – To nie jest zwykła lokata kapitału. To poczucie bezpieczeństwa. Miejsce, gdzie wiem, że poradzimy sobie niezależnie od tego, co dzieje się na świecie. W czasach niepewności – wojny, kryzysów energetycznych, rosnących cen – coraz więcej osób myśli podobnie. Szuka ziemi i niezależności.

Klienci pytają dziś nie tylko o apartamenty. Chcą przestrzeni, wody, możliwości uprawy. Chcą mieć plan B. Jej farma ma być czymś więcej niż inwestycją. To miejsce spotkań, sztuki i życia bliżej natury. Warsztaty, wspólne gotowanie, flamenco na patio. Biznes spleciony z emocjami.

Nie miałam idealnego planu. Miałam odwagę, żeby zacząć. 

2026-05-23

Wybrała i oprac. E.W. na podst. Forbes.pl, invest-mazury.com