R E K L A M A
R E K L A M A

Chciałem go tylko uspokoić… 30 lat od uduszenia cz. I

Młody Wielkopolanin Marek M. zniknął nagle w kwietniu 1998 roku. Poszukiwała go rodzina, policja, a nawet szukał go jasnowidz. Przesłuchano także wielu świadków, ale nie przyniosło to żadnych rezultatów.

Rys. Mirosław Stankiewicz

Pojawiły się, co prawda, zeznania anonimowego świadka, że Marek M. został porwany i zamordowany. Miał uczestniczyć wraz z innymi ludźmi w wyłudzaniu z banku pieniędzy na podstawie czeków bez pokrycia. Dwaj z nich, w obawie, że zacznie współpracować z policją, zdecydowali – według świadka – o tym, że ma „zniknąć raz na zawsze”. Śledczy mieli jednak wówczas na to zbyt mało dowodów i po ponad dwóch latach śledztwo zostało umorzone. Jednak we wrześniu 2012 roku je wznowiono.

Chwalił się zabójstwem?

Stało się tak po przesłuchaniu Sylwestry K., ps. Aśka, która była w związku z Piotrem K., ps. Krzywy – kolegą zaginionego (zmieni on później nazwisko na Piotr Z.). Kobieta zeznała, że jej partner zajmował się kradzieżami samochodów i okradaniem sklepów. Miała się także dowiedzieć od „Krzywego”, że zaginiony Marek M. został zabity.

– Piotr opowiadał mi, że wspólnie ze swoim kolegą Maciejem P. wywieźli tego człowieka małym Fiatem do lasu w okolice Kowanówka, niedaleko Obornik, i tam Piotr osobiście „skręcił mu kark”. Jego kolega stał obok i się temu przyglądał. Mówił też, że Marek M. miał na sobie długi, ciemny płaszcz, który sprawcy zdjęli z niego, okryli nim jego głowę i uderzali w nią lewarkiem samochodowym.

 

Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.


Już od
22,00 zł/mies




2026-05-24

Jacek Binkowski