Pojawiły się, co prawda, zeznania anonimowego świadka, że Marek M. został porwany i zamordowany. Miał uczestniczyć wraz z innymi ludźmi w wyłudzaniu z banku pieniędzy na podstawie czeków bez pokrycia. Dwaj z nich, w obawie, że zacznie współpracować z policją, zdecydowali – według świadka – o tym, że ma „zniknąć raz na zawsze”. Śledczy mieli jednak wówczas na to zbyt mało dowodów i po ponad dwóch latach śledztwo zostało umorzone. Jednak we wrześniu 2012 roku je wznowiono.
Chwalił się zabójstwem?
Stało się tak po przesłuchaniu Sylwestry K., ps. Aśka, która była w związku z Piotrem K., ps. Krzywy – kolegą zaginionego (zmieni on później nazwisko na Piotr Z.). Kobieta zeznała, że jej partner zajmował się kradzieżami samochodów i okradaniem sklepów. Miała się także dowiedzieć od „Krzywego”, że zaginiony Marek M. został zabity.
– Piotr opowiadał mi, że wspólnie ze swoim kolegą Maciejem P. wywieźli tego człowieka małym Fiatem do lasu w okolice Kowanówka, niedaleko Obornik, i tam Piotr osobiście „skręcił mu kark”. Jego kolega stał obok i się temu przyglądał. Mówił też, że Marek M. miał na sobie długi, ciemny płaszcz, który sprawcy zdjęli z niego, okryli nim jego głowę i uderzali w nią lewarkiem samochodowym.
Subskrybuj