R E K L A M A
R E K L A M A

„Dzień objawienia” Spielberga. Reżyser znów powrócił do UFO

Reżyser, który każe swoim bohaterom wypatrywać znaków na niebie i drżeć przed tym, co może nadejść z kosmosu, ponownie podgrzał atmo sferę. Powiedział wprost, że nie wierzy, by ludzkość była sama we wszechświecie. A w związku z tym, że zrobił to przed premierą nowego filmu o obcych, jego słowa natychmiast wywołały lawinę komentarzy i spekulacji.

Steven Spielberg znowu odpalił temat, który elektryzuje jego fanów. Legendarny twórca dał do zrozumienia, że człowiek może nie być jedyną inteligentną istotą we wszechświecie. Na festiwalu SXSW twierdził, że ma silne przeczucie, iż nie jesteśmy sami. I choć nie zapewniał, że zna jakieś tajne fakty, jego słowa wystarczyły, by internet natychmiast ruszył z teoriami, domysłami i zachwytem. Spielberg od dekad ma słabość do wszystkiego, co dotyczy obcych, UFO i kosmosu. To przecież twórca „E.T”., „Bliskich spotkań trzeciego stopnia” oraz „Wojny światów” – filmów, które dla milionów widzów były czymś więcej niż fikcją. Były narracją o lęku i zarazem pytaniem, które wraca jak bumerang: co, jeśli naprawdę ktoś tam jest?

Tym razem jego słowa wybrzmiewają w szczególnym momencie. Spielberg przygotowuje się do premiery filmu „Dzień objawienia” („Disclosure Day”), który prowadzi go do tematów obecnych w jego twórczości od dawna. Nowy obraz, z Emily Blunt, Joshem O’Connorem i Colinem Firthem, opowiada o rządowych sekretach, życiu pozaziemskim i manipulowaniu informacją. Już sam tytuł sugeruje moment przełomu, chwilę, w której to, co pozostawało w sferze domysłów, zostaje nazwane i obnażone. Fabuła koncentruje się wokół zagadki, która nurtuje kulturę i naukę: co by się stało, gdyby pojawił się niepodważalny dowód na istnienie życia pozaziemskiego i czy byłby to impuls do poznania, czy źródło globalnego niepokoju?

I właśnie ten motyw Spielberg podkręca najmocniej. Bo w jego wizji kosmici to nie tylko zielone ludziki z filmów klasy B, ale symbol lęku przed nieznanym, rozpadu starego porządku i chwili, w której ludzkość musi spojrzeć prawdzie w oczy. Wokół „Disclosure Day” przed premierą zrobiło się bardzo gorąco. Dla jednych to kino, dla innych sygnał, że Hollywood bawi się tym, o czym ludzie szepczą od lat. Sam reżyser nie ukrywa, że wątek obcych fascynuje go od dzieciństwa. Jako chłopiec patrzył w nocne niebo i miał niemal pewność, że gdzieś tam istnieje życie. Ta dziecięca ciekawość z czasem zamieniła się w ważny motyw jego twórczości. U Spielberga kosmos nigdy nie był pustką, lecz przestrzenią pełną znaków zapytania, sekretów i możliwości, które jednocześnie kuszą i przerażają.

W czasie rozmowy reżyser rzucił żartem, że sam nigdy nie miał bliskiego spotkania z UFO, choć podobno jego znajomi widzieli dziwne obiekty. Taki drobiazg wystarczył, by uruchomić kolejne hipotezy. Bo kiedy o obcych mówi zwykły internauta, to jedno. Ale kiedy mówi o nich Spielberg, człowiek, który karmi kino wyobraźnią i lękami pokoleń, wiele osób zaczyna słuchać uważniej. Nie bez znaczenia jest też to, że filmowiec uparcie wraca do tematów obcych ras, zagrożeń ze strony technologii, tajemnic wszechświata i społecznej paniki. W jego dziełach nieznane zawsze wpada do świata dobrze znanego i burzy spokój. „Disclosure Day” zapowiada się jako kolejna taka opowieść. O przybyszach z kosmosu i o tym, co się stanie, kiedy runie przekonanie, iż człowiek kontroluje wszystko.

W grudniu Spielberg kończy 80 lat, ale w jego przypadku metryka nie oznacza uspokojenia, tylko coraz większą swobodę. Od początku miał talent niemal bezczelny. To, co u innych twórców mogłoby stać się śmieszne, pretensjonalne albo naiwne, on zamieniał w zbiorowe przeżycie. Jego geniusz polega na tym, że to, co niewyobrażalne, sprowadza do elementarnych emocji: dziecięcego strachu, rodzinnego pęknięcia, zbiorowej histerii, nagłego olśnienia. Dlatego oskarżano go o sentymentalizm, a tymczasem to właśnie on rozumiał, że widz nie boi się potwora, statku kosmicznego ani końca świata, tylko tego, co te obrazy uruchamiają w środku.

Dookoła nowego filmu medialny szum będzie narastał. Jedni zgadują, że słowa Spielberga to element promocji i sprytna gra z widzami. Inni są przekonani, że reżyser daje do zrozumienia, iż pytanie o obcych przestało być tylko rozrywką. Zwłaszcza teraz, gdy wątek UFO regularnie wraca w mediach, a opinia publiczna reaguje na niego z mieszaniną fascynacji i niepokoju. Jedno jest pewne: Spielberg znów trafił w czuły punkt, w nasze nadzieje i obsesje. 

Dzień objawienia” wejdzie do polskich kin 12 czerwca.

2026-05-06

(ANS) Na podst.: tg24.sky.it, vanityfair.it, cinema.everyeye.it, shmag.i