R E K L A M A
R E K L A M A

Kultowy „Diabeł ubiera się u Prady” wraca na ekrany. Czy rozpali zmysły widzów?

To jeden z tych filmów, o których mówi się „kultowy”. Opowiada o świecie mediów i wielkiej mody, splecionych w silnym, ale nie zawsze serdecznym uścisku. Zarówno prawdziwa redaktorka naczelna, na której wzorowano główną kobiecą rolę, jak i odtwarzająca ją aktorka, to postaci, o których mówi się ikona. Ten słynny film właśnie powraca na ekrany kin, a wraz z nim wszystkie uwielbiane przez widzów postaci.

Fot. kadr z filmu

„Diabeł ubiera się u Prady” swoją premierę miał dwadzieścia lat temu. Historia skromnej początkującej dziennikarki, która trafia do paszczy lwa, czyli redakcji wzorowanej na słynnym amerykańskim magazynie mody „Vogue”, podbiła serca widzów z kilku powodów. Po pierwsze, scenariusz i obsada były znakomite. Meryl Streep (76 l.) wcielająca się w bezkompromisową, wymagającą szefową pisma – postać wzorowaną na Annie Wintour (76 l.) – zagrała, jak to ona: brawurowo. „Uważam, że był to uczciwy portret” – wyznała niedawno była już redaktorka naczelna, która zarządzała kultowym pismem od 1988 roku do czerwca 2025. Aktorzy towarzyszący Streep na ekranie – Anne Hathaway (43 l.) w roli wkraczającej do świata dziennikarstwa modowego młodziutkiej, nieśmiałej dziewczyny i Stanley Tucci (65 l.), który grał postać stylisty i dyrektora artystycznego – też zrobili to po mistrzowsku. Krytycy filmowi przez lata próbowali podkreślać, że to historia o tym, jak pusty, próżny, a nawet okrutny potrafi być świat wielkiej mody. Pisali o tym, że to nie szata zdobi człowieka, a dla pary drogich szpilek czy modnej torebki nie warto tracić własnej godności i zaharowywać się na śmierć. Na próżno. Widzowie pokochali filmową historię i zachwycili się wszystkimi ekranowymi kreacjami. Stroje, które mogliśmy podziwiać w filmie, były przez lata kopiowane pod wszystkimi szerokościami geograficznymi. Każda kobieta chciała wyglądać jak naczelna pisma „Runway” Miranda Priestly, a młode dziewczyny marzyły o ubraniach w stylu początkującej dziennikarki Andrei Sachs. Czarny wełniany płaszcz, długie skórzane botki – powinnaś to zawsze mieć w swojej szafie. Tak pisali styliści po premierze pierwszego filmu.

Długie sznury sztucznych pereł od tamtej pory przeżywają swoją drugą, trzecią, czwartą młodość, właściwie nie wychodząc z mody. Świetne dodatki, klasyczne szpilki wciąż są uważane za najważniejsze w tworzeniu dobrego wizerunku. Skórzane spodnie, takie same, jak nosiła Andrea, to właśnie wtedy weszły na salony. Kiedy więc gruchnęła wieść, że powstaje druga część filmu, świat mody popadł w nieporównywalną z niczym ekscytację. Krawcowe już szykują się do kopiowania najlepszych fasonów, celebrytki głowią się, jak zdobyć ubrania, który zobaczymy na ekranie. Gdy film, podobnie jak pierwsza część, był kręcony na ulicach Nowego Jorku, paparazzi próbowali podejrzeć, w co tym razem zostali ubrani aktorzy. Podobnie jak poprzednio, część intrygi znów przenosi się do Europy, tyle że tym razem nie do Paryża, tylko do włoskiej stolicy mody, czyli Mediolanu. I tam też wścibscy włoscy fotoreporterzy robili, co mogli, by sfotografować aktorów na planie filmowym. Co ciekawe, to nie wybieg tytułowej Prady, tylko innej włoskiej marki – Dolce & Gabbana – stał się tłem do zdjęć kręconych podczas Tygodnia Mody. Z kolei klienci mediolańskiej galerii handlowej Rinacente i fani filmu mogli sobie w tym czasie robić zdjęcia za biurkiem Mirandy lub na tle okładek filmowego pisma „Runway”. Emocje udzieliły się i polskim fanom. W ostatnich tygodniach nie było nic bardziej pożądanego niż zaproszenia na warszawską premierę kultowej produkcji. Disney rozesłał je do naszych największych gwiazd, pozostali musieli obejść się smakiem. Nic dziwnego, że zaproszeni goście starali się swoimi kreacjami zrobić wrażenie równie wielkie, co filmowa obsada.

Królowa polskiego filmu Grażyna Szapołowska (72 l.) wybrała klasyczną, ponadczasową czarną sukienkę, na którą nonszalancko zarzuciła trzymany w dłoni płaszcz w pepitkę. Projektantka Dorota Goldpoint (56 l.), która swego czasu ubierała Agatę Dudę (54 l.), założyła białą garsonkę z długą do ziemi spódnicą i dopasowanym żakietem, spod którego wystawał czarny, koronkowy gorset. Oczy, jak filmowa Miranda, schowała za dużymi okularami słonecznymi. W stylizacji byłej modelki Joanny Horodyńskiej (50 l.) działo się wszystko, co dziać się mogło: była więc i marszczona czarna spódnica, i brudnoróżowy żakiet z krótkimi rękawami, a do tego pomarańczowe rękawiczki. To wszystko okraszone złotawym workiem, podobne do tych, w których wieki temu nosiliśmy do szkoły juniorki. Czy to spodobałoby się naczelnej pisma „Runway”? Trudno powiedzieć, ale w pierwszej części filmu ceniła raczej umiar i klasykę niż stylistyczne fajerwerki. Maja Ostaszewska (53 l.) wybrała sukienkę projektu Gosi Baczyńskiej (60 l.), czarną i koronkową. Sama projektantka powtórzyła w swojej stylizacji motyw koronki w postaci czegoś na kształt asymetrycznego żabotu w kolorze ognistej czerwieni. Co ciekawe, krwistoczerwona koronkowa suknia autorstwa polskiej projektantki miała swoje mocne pięć minut na londyńskiej premierze filmu.

Kreację od Baczyńskiej wybrała bowiem na ten dzień modelka i influencerka Lexi Hughes (20 l.), córka aktorki Amandy Holden (55 l.). Brytyjskie media były wizerunkiem Lexi zachwycone i nie szczędziły jej komplementów w relacjach z premiery. Czyżby zanosiło się na to, że następny film będzie nosić nazwę „Diabeł ubiera się u Baczyńskiej”? 

2026-05-07

Plotkara