R E K L A M A
R E K L A M A

Smutek tropików. Czekając na błysk zielony

Zmiana planów. Tak bywa nawet na lądzie, a co dopiero na oceanie. Powód błahy, skutek tragiczny, który sięgnął Poky Tane Haoa Heya. U jego krewnych z Wężu mieszkamy. Czekamy – co dalej?... Mija tydzień, jak z Rapa Nui (Wyspa Wielkanocna) mieliśmy wypłynąć na oddaloną o dwa tysiące kilometrów wyspę Pitcairn. Zamiast więc być na oceanie, na lądzie przeglądam dziennik pokładowy holenderskiego komandora Jacoba Roggeveena.

Fot. Leszek Turkiewicz

„Popołudniowa wachta na Afrikaansche Galei (jeden z trzech statków przez niego dowodzonych). Pogoda niestabilna. Pioruny, błyskawice, deszcz. Płyniemy pod wiatr. Ląd! Ląd na horyzoncie. Niska, płaska wyspa. Nadaliśmy jej nazwę Paasch Eyland, bo w dzień Wielkiej Nocy ją odkryliśmy. Rankiem z odległego brzegu podpłynęła do nas kanoe z zupełnie nagim wyspiarzem, który wydawał się zadowolony z naszego widoku. Złożyliśmy krótką wizytę na wyspie. Wieczorem rozpalali ognie przed kamiennymi wizerunkami, z czcią pochylali głowy, a rankiem, leżąc na ziemi, oddawali cześć wschodzącemu słońcu. Nie mogliśmy zrozumieć, jak nie mając drewnianych bali do budowy jakichkolwiek machin ani narzędzi czy mocnych lin, ustawili tak masywne posągi wysokie na 30 stóp”.

 

Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.


Już od
22,00 zł/mies




2026-04-26

Leszek Turkiewicz