R E K L A M A
R E K L A M A

Fajbusiewicz: Sprawa zabójstwa małżeństwa emerytów w Zwierzyńcu wraca po 40 latach

„Lubelskie Archiwum X zajmuje się sprawą podwójnego zabójstwa, do którego doszło w 1986 roku w Zwierzyńcu. Motywem zbrodni były pieniądze, które małżeństwo emerytów uzyskało ze sprzedaży domu. Sprawcy ich jednak nie znaleźli i upozorowali samobójstwo 61-latka i jego żony. Obecnie, dzięki zastosowaniu nowoczesnych metod badawczych, zabezpieczone 40 lat temu dowody będą poddane szczegółowej analizie. Pomocna w rozwikłaniu tej zbrodni może być również każda przekazana informacja. Osoby posiadające wiedzę na temat tego zdarzenia prosimy o kontakt z policjantami z Archiwum X KWP w Lublinie” – niedawno na portalu Policja.pl ukazał się komunikat powyższej treści.

Fot. Freerange Stock

Sprawę tę prezentowałem dwukrotnie w telewizji, a pierwszą publikację o dramacie w Zwierzyńcu przygotowałem w 2013 roku. Dziś chcę państwu przypomnieć najważniejsze fakty związane z tą zbrodnią.

Cofnijmy się do 1986 roku. Zwierzyniec koło Zamościa. Przy ul. Parkowej od lat mieszkali Czesława i Ryszard – małżeństwo niewiele po sześćdziesiątce, emeryci, znani w okolicy jako ludzie ostrożni i zasadniczy. Wieczorami nie otwierali drzwi nawet znajomym. W małej miejscowości wszyscy ich kojarzyli. Byli spokojni, bezkonfliktowi, lubiani.

Ponieważ mieszkali sami – czterej synowie dawno opuścili dom – rok wcześniej postanowili sprzedać niewielką posiadłość i przenieść się do syna. Po ogłoszeniu w prasie pojawiło się wielu chętnych i jesienią 1986 roku rozpoczęto finalizowanie transakcji. Ostatecznie dom kupił pan Kazimierz, ale zanim do tego doszło, przez mieszkanie przewinęła się nieokreślona liczba potencjalnych nabywców. Co gorsza, nigdy nie udało się ustalić ich personaliów.

4 listopada 1986 roku. Czesława i Ryszard sprzedali dom za około 3 mln zł, zastrzegając sobie możliwość mieszkania w nim do końca roku. Gotówkę ukryli w domowym schowku. W niewielkim Zwierzyńcu taka transakcja szybko stała się tajemnicą poliszynela – wiele osób wiedziało, że starsze małżeństwo ma w domu sporą sumę.

Tego samego dnia pan Ryszard wrócił z Zamościa, odwiedził jednego z synów i po krótkiej rozmowie dał się odprowadzić na autobus. Do domu dotarł ok. 10.10. Co wydarzyło się później, nie wiadomo.

Nazajutrz, 5 listopada 1986 roku, ok. 19.10 do sprzedanego już domu zajrzał brat pana Ryszarda. Zaniepokoiły go otwarte drzwi. Wszedł do środka i tuż za progiem natknął się na ciało gospodarza. Przerażony wybiegł, wezwał milicję i poprosił o pomoc żonę.

Oględziny trwały kilka godzin. Ustalono, że Ryszard został uduszony poprzedniego wieczoru. Już na pierwszy rzut oka widać było, że chodzi o rabunek – w całym domu panował chaos: powyrzucane rzeczy, porozrzucane szuflady, ślady plądrowania.

W jednym z pokoi ekipa dochodzeniowo- śledcza znalazła ciało pani Czesławy – uduszonej tak jak jej mąż. Obok leżał breloczek z kluczami, najpewniej zgubiony przez jednego ze sprawców. Na brązowej skórze widniały powtórzone litery „LV”, poniżej przerobiony napis „KARO” i grubo wycięta litera odczytana jako „I”, a pod spodem ciąg znaków: 431 lub 43P.

Sekcja wykazała, że małżeństwo było przed śmiercią maltretowane. Wszystko wskazywało na to, że napastnicy chcieli wydobyć informację o miejscu ukrycia pieniędzy. Gospodarze najpewniej znali sprawców – wpuścili ich do domu – ale mimo tortur nie zdradzili skrytki. Milicja odnalazła w niej całą sumę ze sprzedaży.

Jedynym realnym tropem pozostał breloczek. Pokazywałem go dwukrotnie w „Magazynie Kryminalnym 997”.

Po emisji rekonstrukcji zabójstwa małżeństwa ze Zwierzyńca do zamojskiej policji napłynęło kilkanaście wiadomości dotyczących możliwych właścicieli breloczka. Żadna z informacji się nie potwierdziła.

Jakiś czas później dostałem list z Piotrkowa Trybunalskiego, podpisany „stary glina”. Autor zwracał uwagę, że oznaczenia na breloczku mogły zostać błędnie odczytane. Jego zdaniem litera uznana za „I” bardziej przypominała „L”, a powtórzone „LV” mogło być w rzeczywistości „LW” lub „LN”, być może nawet inicjałami dwóch osób. Podważał też odczyt napisu „KARO”, sugerując, że mógł to być zupełnie inny wyraz – a nawet ksywa, np. „RABO” albo „RAHBO” bądź nieudolnie napisane „RAMBO”. Wątpliwości budziły również cyfry umieszczone pod spodem oraz to, czy klucze na pewno należały do samochodu. Według autora listu błędna interpretacja tych znaków mogła utrudnić śledztwo.

Może „stary glina” ma rację, ale od zbrodni upłynęło tyle lat, że mordercy mogą już nawet nie żyć. Sprawą po 40 latach od zbrodni ponownie zajęło się Lubelskie Archiwum X. Jest niewielka nadzieja, że poznamy sprawców tego dramatu.

Wiesz coś o tej zbrodni – dzwoń:

47 811 54 47 lub 47 811 42 80 

2026-04-26

Michał Fajbusiewicz