Marcin Prokop (48 l.) gości na ekranach naszych telewizorów już niemal od trzech dekad. Jest jednym z najbardziej lubianych dziennikarzy i prezenterów. Także cenionym prowadzącym wszelkie gale, premiery, ważne wydarzenia. Nikt tak jak on nie potrafi błysnąć spontaniczną puentą i zapanować nad często nieprzewidywalną publicznością. Ma błyskotliwe poczucie humoru i autentyczny, sceniczny wdzięk. Mimo ciągłej obecności w szołbiznesie udało mu się własne życie zachować dla siebie.
Oczywiście wiadomo było, że w 2011 roku wziął ślub ze swoją partnerką życiową Marią Prażuch, a wcześniej, bo w 2006 roku, przyszła na świat ich jedyna córka. I tyle. Tylko tyle. W wywiadzie dla portalu Polki Maria tak wspominała narodziny Zofii: „Przyznam, że ja od początku naszego związku chciałam mieć z Marcinem dziecko. Wiedziałam, że albo ten facet, albo żaden”. Z kolei Marcin na początku znajomości zwierzył się w Fakcie, że Marię poznał na imprezie u znajomych. „Moja połówka jest moja właśnie dlatego, że jest inna niż reszta połówek” – opowiadał dziennikarzowi, ale potem już bardzo mało mówił o swoim związku. Jeśli już – to z zachwytem wobec swojej towarzyszki życia.
Bardzo rzadko publikował prywatne zdjęcia, czasem z żoną pojawiali się na warszawskich imprezach, gdzie paparazzi mogli sfotografować ich razem. „Są sytuacje, w których chciałbym mieć święty spokój” – mówił kilka lat temu w jednym z wywiadów. – „W pracy muszę być fajny na zawołanie. Moją rolą jest bycie publicznym kumplem na akord. Osobą, którą tak naprawdę na co dzień nie zawsze mam ochotę być. Nie jest też tak, że wychodzę z telewizji i nagle znikam z życia publicznego. Często mam więc dużą potrzebę ucieczki do swojej skorupy”. Przyznawał, że w kwestiach obyczajowych czuje się konserwatystą: „Oczywiście łatwo jest wygłaszać różne deklaracje, które potem rzeczywistość boleśnie weryfikuje. Mam jednak przekonanie, że jeśli pewnych drzwi się nie uchyla, to nie ma takiej siły, która byłaby w stanie je wyważyć. Takim zamknięciem drzwi jest decyzja o byciu z jedną kobietą. Staram się nie oceniać postępowania innych, ale wydaje mi się dość obrzydliwe, że wiele osób, które aspirują do rangi stróżów moralności, żyje w hipokryzji. Tęsknię za konserwatyzmem, który trzymał w ryzach naszych dziadków i pradziadków” – opowiadał dziennikarz.
Subskrybuj