R E K L A M A
R E K L A M A

Herosi biznesu. Polski sen włoskiej rodziny

Historia rodziny Cechini zaczyna się od włoskiego przodka. Franco przyjechał do Polski w latach 70. XIX wieku. Osiadł na południu kraju. Utrzymywał się z rzemiosła i handlu. Nie prowadził dużych interesów, ale był znany z solidności, a potomkowie kontynuowali jego drogę, działając w branży usługowej oraz budowlanej. Aż nadszedł czas na dwóch braci – Józefa i Stanisława, prawnuków Franco.

Rys. Tomasz Wilczkiewicz

Początki ich przygody tak opisuje syn Józefa, Marcin, obecny dyrektor generalny holdingu Cechini: – Mój tata (…) był w PRL-u kierownikiem budowy w dużej państwowej firmie i kiedy tylko można było już działać „na swoim”, zwolnił się i razem ze stryjem Stanisławem (…), też budowlańcem, zaczęli robić remonty na swój rachunek.

Specjalizowali się w drobnych zleceniach, często wykonując wszystko własnymi rękami. Wtedy nie mieli jeszcze wielkich planów, tylko potrzebę zarabiania na rodzinę. Jednak, zamierzony czy nie, chciany czy niechciany, rozwój postępował, więc przyszedł czas na inwestowanie zarobionych pieniędzy. Konsekwentnie wracali z biznesem na Sądecczyznę, gdzie interesowały ich zaniedbane budynki uzdrowiskowe i hotelowe. Podejmowali się trudnych inwestycji, wymagających kompleksowej renowacji. Później Józef wpadł na pomysł produkcji wód mineralnych: – Mieszkając w tak pięknym, ale i bogatym w najlepsze wody mineralne regionie jak Muszyna i okolice, pomyśleliśmy, że to będzie znakomity i prosty biznes: nalać i sprzedać (…). Ale szybko okazało się, że to nie takie proste.

Odbiorcy chętnie brali towar, niechętnie płacili. Na szczęście biznes w Polsce szybko się ucywilizował. Dziś woda daje firmie przychody sięgające 39 mln zł rocznie, a Cechini urósł do rozmiarów holdingu liczącego kilkanaście spółek. Należy do nich m.in. Przedsiębiorstwo Robót Budowlanych i Transportowych, które buduje, odbudowuje, remontuje słynne obiekty, jak aquapark w Bukowinie Tatrzańskiej, Muzeum Miasta Krakowa czy uzdrowisko w Żegiestowie-Zdroju. Żegiestów jest ich ulubionym miejscem. Wkładają w niego mnóstwo pracy i pieniędzy. Zdaniem złośliwców, tam do Cechinich należy już wszystko. Poza kościołem. Ale przecież w Żegiestowie są rodzinne wspomnienia. – Ja się tu urodziłem, pamiętam, że jako dziecko chodziłem na spacery i jeździłem na rowerze do tego uzdrowiska – opowiada Marcin. – Potem przyszedł kryzys i uzdrowisko doprowadzono do ruiny (…). Przykro było na to patrzeć. 

2026-04-15

Wybrała i oprac. E.W. na podst. „Forbes” nr 3/2026