R E K L A M A
R E K L A M A

Herosi biznesu. Ciężkie życie przedsiębiorcy

Karierę Adama Tunikowskiego zapoczątkowała fotografia z kultowego serialu.

Rys. Tomasz Wilczkiewicz

– Nie byłoby tego wszystkiego, gdybym nie zobaczył, jak kolega mojego starszego brata przerobił w Photoshopie zdjęcie, doklejając się do agentki Scully z „Archiwum X”. Dzisiaj pewnie zauważyłbym, że to przeróbka, ale wtedy wydawała się bardzo realistyczna. Chwilę później sam wciągnąłem się w zabawę Photoshopem.

Zrobił okładkę płyty. Świetna – uznali znajomi. – Wtedy zrozumiałem, że właśnie odnalazłem swoje powołanie. Miał 15 lat, kiedy zaczął zarabiać. W latach 90. w Polsce grafików komputerowych było niewielu, a ponieważ przyjmował zamówienia przez internet, zleceniodawcy nie wiedzieli, że jest dzieckiem. Pewnego razu poznana w sieci graficzka poleciła go jakiejś firmie. Na rozmowie kwalifikacyjnej znów nikt się nie zorientował, że ma do czynienia z nieletnim, bo Adam wyglądał dorośle. – Pracowałem po szkole i wieczorami. I dopiero gdy trzeba było mi wypłacić pensję, okazało się, że nie mam dowodu osobistego.

Później poznał Piotra Sikorę, polskiego grafika mieszkającego w Nowym Jorku. Okoliczności spotkania nie były miłe. Adam – nieświadomy, że łamie prawa autorskie – przerobił zdjęcie Piotra i trafił do niego na dywanik. Jednak wpadka pomogła w karierze. Sikorze spodobały się prace nastolatka. Zaprosił go do USA.

Tunikowski zdobywał doświadczenie w wielu amerykańskich przedsiębiorstwach. – Po kilku latach (…) zrozumiałem, że już nigdy nie będę musiał szukać pracy, bo zawsze będą do mnie spływały zlecenia artystyczne. W wieku mniej więcej dwudziestu lat zaspokoiłem swoje ego. Niestety, przed wyjazdem, starając się o wizę do Stanów, skłamał, że ma wykształcenie wyższe. – W końcu ktoś zorientował się, że to niemożliwe. Wizę cofnięto. Wrócił do Europy.

– Zacząłem tułać się po kontynencie: Londyn, Sztokholm, Paryż, Wiedeń. W końcu – rodzinny Wrocław, gdzie w 2006 roku założył Juice. Projektowali grafiki i okładki książek, później stali się studiem postprodukcyjnym. Firma liczy kilkadziesiąt osób, jej projekty trafiają do milionów klientów z branży filmowej i reklamowej, mimo to Adam mówi przekornie: – Zniechęcam do przedsiębiorczości w pełni świadomie, ponieważ wiem, ile kosztuje budowanie własnego biznesu. I wiem, o ile prostsze byłoby moje życie, gdybym dalej robił projekty i palił jointy, zamiast brać na barki chaos i stres (…). No ale 20 lat temu tego nie wiedziałem 

2026-04-06

Wybrała i oprac. E.W. na podst. Forbes nr 2/2026