Kręcą bicze z piasku na premiera Tuska, udowadniając, że z pustego Salomon nie nalał, ale Glapińskiemu ma się to udać, a wszystko po to, by prezydent mógł powiedzieć premierowi: Moja ustawa na górze. SAFE zero jest lepszy od tego z Brukseli. W życiu tak bywa, że gdzie dwóch toczy spór lub się bije, tam trzeci korzysta. Marszałek Czarzasty prezydencką ustawę SAFE odstawił do poczekalni. Byłoby to zabawne, gdyby nie chodziło o bezpieczeństwo Polaków i wielkie pieniądze na dozbrojenie polskiej armii. Opinia publiczna jest zdezorientowana, żeby nie powiedzieć skołowana. Nie tylko za sprawą dwóch ośrodków władzy: Kancelarii Prezydenta i Kancelarii Premiera. Mętlik w głowach Polaków powodują także eksperci. Mam nadzieję, że redaktor Antoni Szpak wybaczy moje zainteresowanie ekspertami, wszak on pisał przed tygodniem na temat roli ekspertów przy tworzeniu prawa. Moje zainteresowanie zmierza w innym kierunku. Jak eksperci wpływają na kształtowanie opinii publicznej. SAFE razy dwa jest doskonałym poligonem do prześledzenia eksperckich opinii i komentarzy. Ekspert to „specjalista powoływany do wydawania orzeczeń lub opinii w sprawach spornych…” – zauważa redaktor Szpak. SAFE jest niewątpliwie sprawą sporną, a więc redakcje „powołują” ekspertów, by przedstawić odbiorcom stanowiska w tej kwestii.
W TVN prof. Witold Orłowski w sposób zrozumiały dla przeciętnego widza wyjaśnił różnice między prezydenckim SAFE a SAFE unijnym. Wykazał zalety jednego i drugiego, obiektywnie nie twierdząc, który jest lepszy lub gorszy. Można skorzystać z obu dla dobra sprawy, jaką jest bezpieczeństwo. Od eksperta oczekuje się bezstronności oraz uczciwości i tymi cechami wykazał się nie po raz pierwszy prof. Orłowski.
Inaczej zaprezentował się dr Artur Bartoszewicz „powołany” do programu „Mówimy, jak jest”. Żaden SAFE, proszę państwa, tylko węgiel i stal, a dopiero potem zbrojenie. W międzyczasie pan doktor opowiedział kilka dowcipów, zacytował mądrości z książek, Tuska (nie premiera) nazwał geszefciarzem, bo wszystko załatwi w Brukseli. Na zakończenie zaapelował do prezydenta Nawrockiego, by ustawy SAFE nie podpisywał. W sumie doktor ekspert dostosował się do żenującego poziomu audycji „Mówimy, jak jest” – z tym jednak, że doktor mówił, jak nie jest. Czego widz dowiedział się o SAFE, trudno powiedzieć, raczej niewiele.
Profesor Marian Noga, były członek Rady Polityki Pieniężnej, wyjaśnił w Polsacie, że SAFE uchwalony przez polski parlament jest tak dobry, nawet bardzo dobry, że w Kancelarii Prezydenta to zrozumiano i wymyślono coś, co mogłoby być lepsze, a nie jest. SAFE prezydencki nie jest zero procent, a de facto 3,75, czyli mniej więcej o 0,75 procent wyższy niż unijny SAFE. Gdyby przyjąć prezydencki SAFE, to jego wdrożenie nastąpiłoby w czerwcu 2027 roku. A my potrzebujemy funduszy na zbrojenie już dzisiaj i to gwarantuje SAFE unijny.
Różni eksperci, różne opinie. Widz może wybrać, ale prawda jest jedna.