R E K L A M A
R E K L A M A

Listy do redakcji Angory (25.01.2025)

Listy nadesłane przez czytelników tygodnika Angora. Za wszystkie wiadomości dziękujemy i zachęcamy do dalszego kontaktu.

Fot. Domena publiczna

„Sto dni itd…” 

Historia musi być prawdziwa! 

BABCIU HELENKO, zbulwersowała mnie Twoja wypowiedź pt. „Sto dni itd.” w ANGORZE nr 50. Zgadzam się z Twoją oceną prezydenta RP Nie Wszystkich Polaków, lecz co do Twej oceny historii Polski, a zwłaszcza króla Polski Bolesława Chrobrego – nie masz racji, Babciu. Nie przeczytałaś zapewne (albo nie chciałaś przeczytać?) kroniki hepackiej albo kroniki Nestora – ruskiego X-wiecznego kronikarza, który wyraźnie powiedział, kto najechał polski Peremyśl i kto odebrał Polsce Grody Czerwieńskie.

Pewnie także nie zapoznałaś się z książkami prof. dr. hab. Edwarda Prusa i prof. dr. Wiktora Poliszczuka, uczciwego Ukraińca, który dokładnie znał i oceniał obecnych „bohaterów”, którym stawia się pomniki na Ukrainie: Szuchewycza i innych pomniejszych watażków. Podobne zagadnienia można znaleźć w książkach ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego (Ormianina) oraz prof. dr. hab. Stanisława Sławomira Niciei z serii „Kresowa Atlantyda”, mówiących o setkach polskich miast kresowych, które utraciliśmy bezpowrotnie. Bandera, Szuchewycz, Kłym Sawur i inni im podobni są splamieni niewinną krwią polskiej ludności cywilnej (w tym kobiet ciężarnych, dzieci i niedołężnych starców) na Wołyniu, w Tarnopolu, Stanisławowie i we Lwowie.

Warto zapoznać się także z biografią śp. biskupa greckokatolickiego Grzegorza Chomyszyna ze Stanisławowa (obecnie Iwanofrankowsk), który gromił nacjonalistów ukraińskich z ambony cerkiewnej, jak i Tarasa Borowcia (Bulbie), prawdziwego nacjonalisty ukraińskiego (…). Banderowcy to byli zbrodniarze typu Hitler, opętani ślepą nienawiścią do wszystkiego co polskie, z którym ściśle współpracowali w niecnych zamiarach usunięcia Polaków z ziem, które od wieków wspólnie z innymi narodami zasiedlali. Czyżbyś zapomniała, że Stalin zamorzył głodem kilka milionów Ukraińców (w tym też i Polaków) w celu wprowadzenia gospodarki kołchozowej w miejsce indywidualnej?

A co z faktem, że Hans Frank, gubernator GG, powiedział, iż Niemcy hitlerowskie wykorzystają do współpracy militarnej 600 tys. sprzyjających im Ukraińców w celu rozwiązania kwestii żydowskiej i polskiej na Kresach Wschodnich II RP? Co się, niestety, stało! Historia jest historią – to niezbita prawda, ale nie może być fałszowana i zakłamana. Nikt nie stawia pomników Hitlerowi, bo każdy wie dobrze, kim on był i na co sobie zasłużył. Tym bardziej Niemcy dobrze wiedzą, że był ścigany przez międzynarodowe organy sądownicze w Norymberdze (…). A przestępstwa wojenne, zwłaszcza ludobójstwo, nigdy nie podlegają przedawnieniu, tak jak nie ulegną przedawnieniu zbrodnie putinowskie w Ukrainie.

Ukraińcy mają swoją upragnioną „samostijną”, tylko że splamioną krwią tysięcy ofiar putinowskiej agresji. A w Polsce Ukraińcy znaleźli bratnie serca, zrozumienie oraz pomoc finansową i militarną, jakiej inny kraj by im nigdy nie użyczył. Tu znaleźli swoją drugą Ojczyznę. Niech więc nie zapominają o naszym bólu i cierpieniu po stracie najbliższych, po zbrodniczym ludobójstwie na niewinnej ludności polskiej (od oseska do starca) na Kresach Wschodnich II RP, która trwała zaledwie 20 lat, pomijając 123-letni okres zaborczy. Cóż więc miała zrobić ta Polska osaczona zewsząd i od środka przez wrogów? Jak się bronić? Jak niwelować wpływy nacjonalistycznego zła napływającego bez pardonu do naszego kraju zarówno ze strony hitlerowskich Niemiec, jak i sowieckiej Rosji? Sytuacja wybitnie sprzyjała rozwijaniu się integralnego, zbrodniczego szowinizmu ukraińskich nacjonalistów, którzy wykorzystali go z premedytacją. 90-letni DZIADEK ZE ZŁOTOWA

„Wykończyli rok” 

Gdy nie wiadomo, o co chodzi… 

W felietonie Michała Ogórka (który przeczyta wszystko) „Wykończyli rok” (ANGORA nr 51) Autor napisał: „Cały system wyliczeń, na co nas stać albo nie stać w leczeniu, oparty jest na fikcji. Dlaczego bowiem cały stojący w szpitalach sprzęt oraz zatrudniony i tak personel ma kosztować mniej wtedy, kiedy nie służy do niczego i nie pracuje? Jednym z pomysłów na obniżenie kosztów leczenia ma być jeszcze większe ograniczenie pacjentom dostępu do tomografów komputerowych, w które szpitale wyposażone są już dość licznie.

Dzieje się tak tylko dlatego, że prace aparatów wyceniono na jakąś kwotę z powodów, jakich one same by nie prześwietliły, bo są wzięte z sufitu, w który pacjent podczas badania wlepia oczy. Nie wykonując żadnej pracy, aparat dalej przecież stoi w tym samym miejscu, tylko bezczynnie. Kiedy ostatnio w warszawskim prestiżowym Narodowym Centrum Onkologii zepsuł się sprzęt do wykonywania badań USG, lekarze przez dłuższy czas musieli przestać je zlecać, ale odnotowano na papierze z tego tytułu wielkie oszczędności!

Widać z tego jasno, że NFZ i zepsucie się sprzętu dają takie same efekty, chociaż samoistne zepsucie się jest jeszcze lepsze, bo w ogóle całkowicie bezkosztowe. Przy takim systemie rozliczeń osoby zdrowe powinny oszacować, ile system zaoszczędził na tym, że nie musi ich leczyć, i wystąpić o rekompensatę za swoje niewykonania zdrowotne. A może mimo wszystko pochopnie pogodziliśmy się z tym, że nie można znaleźć ani dokonać żadnych oszczędności, ponieważ jednak by się znalazły”. 

I teraz do „adremu”. Badania obrazowe wszelkiego rodzaju (usg., tomografia komputerowa, rezonans magnetyczny) dzielą się na prywatne i państwowe, tj. finansowane przez NFZ. Kiedyś badania rezonansem (MR) musiały być opisywane w ciągu 10 dni roboczych. Ostatnio miałem potrzebę wykonania MR dwóch dużych stawów w pracowni pozaszpitalnej. Na opis jednego czekałem 5, a drugiego 7 tygodni. A dlaczego tak się dzieje? Otóż dlatego, że NFZ na to pozwala. 

Pracownie MR obsadzone radiologami – krewnymi i znajomymi królika – działają w ten sposób, że istnieje wąska grupa lekarzy opisujących ww. badania obrazowe i siłą rzeczy nie wyrabiają się w czasie, bo pracują w kilku miejscach. Gdyby NFZ, któremu ciągle mało pieniędzy, uzależnił funkcjonowanie danej pracowni od zachowania rozsądnych terminów, to w mig okazałoby się, że jednak można. Po prostu wymusiłby na pracowniach zatrudnienie większej liczby opisywaczy, bo inaczej nie podpisze kontraktu. Czyli te same pieniądze, ale do podziału na więcej osób. I pacjent nie czekałby w kolejce w nieskończoność, i za te same pieniądze standard diagnostyki znacznie by się podniósł. NFZ głupio się tłumaczy, że duża liczba pracowni pozwala na szybsze wykonanie badania.

I co z tego? Badanie szybko, a opis wręcz przeciwnie, bo obecnie pacjent, u którego opisano podejrzenie nowotworu lub jego potwierdzenie, dowie się o tym dopiero po 2 miesiącach od badania. Ale wtedy opisywacze nie kasowaliby gigantycznej kasy. Ale za to pacjent z pewnością na tym by skorzystał. Ciekawe, dlaczego NFZ na to pozwala? Czyżby wchodziła w grę starożytna maksyma, że „jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze?”. Pozdrawiam, PACJENT

„Stan wojenny” 

Dokumenty zaprzeczają 

Nie zgadzam się z opinią pana Władysława Górnego, autora listu „Stan wojenny” (ANGORA nr 50), że Wojciech Jaruzelski był bohaterem, a Ryszard Kukliński zdrajcą. Pan Górny napisał m.in.: „Gdyby Jaruzelski był takim łajdakiem (…), to mając do dyspozycji wojsko i cały aparat policyjno-ubecki, mógłby sobie spokojnie rządzić do śmierci…” i „Nie zrobił tego, tylko uzgodnił z opozycją przekazanie władzy (…)”. A także: „… Jaruzelski zgodził się na wolne wybory, doskonale wiedząc, jaki będzie ich wynik”. Panie Władysławie, to nie była dobra wola Jaruzelskiego o przekazaniu władzy w 1989 r. Zmusiły go do tego zarówno fatalna sytuacja gospodarcza w kraju, jak i warunki geopolityczne.

W marcu 1985 r. pierwszym sekretarzem generalnym ZSRR został Michaił Gorbaczow. To on, po wybuchu elektrowni atomowej w Czarnobylu w 1986 r., wprowadził w ZSRR politykę głasnosti (jawności) oraz pieriestrojki (przebudowy). Jaruzelski i jego ekipa uważnie śledzili i analizowali zmiany zachodzące w ZSRR. Pogarszająca się sytuacja gospodarcza sprawiła, że Kreml nie był w stanie finansować oraz wspierać państw satelickich, w tym Polski. To zmusiło Jaruzelskiego do poszukiwania nowych rozwiązań i dialogu z opozycją.

Choć Jaruzelski dążył do reform na własnych warunkach, to ostateczna decyzja rozmów Okrągłego Stołu z „Solidarnością” była możliwa tylko w atmosferze braku zagrożenia interwencją z Moskwy. Jaruzelski kontaktował się z Gorbaczowem, który wyraził zrozumienie dla polskich dążeń do transformacji. Reasumując – polityka Gorbaczowa była jedną z przyczyn zawarcia porozumienia przez Jaruzelskiego z opozycją, a wolne wybory były tego konsekwencją. W innym miejscu Pan Górny napisał: „…a przecież do tego przyjaciele szykowali się do interwencji jak w Czechach w 1968”. Ujawnione po latach (m.in. przez Władimira Bukowskiego) radzieckie dokumenty, w tym protokoły z posiedzeń Biura Politycznego KPZR, sugerują, że władze ZSRR nie planowały zbrojnej interwencji w Polsce w grudniu 1981 r. Związek Radziecki prowadził w tym czasie zbrojną interwencję w Afganistanie i towarzysze radzieccy nie chcieli się narażać na dodatkowe koszty związane z inwazją w Polsce i woleli, żeby władze PRL same poradziły sobie z opozycją, wprowadzając stan wojenny.

Potwierdzeniem faktu, że ZSRR nie planował interwencji w Polsce, są odtajnione częściowo w 2011 r. dokumenty NATO. Z dokumentów radzieckich wynika również, że Jaruzelski domagał się od towarzyszy radzieckich interwencji w Polsce, ale, jak już wyżej wspomniałem, oni woleli, by generał sam stłumił kontrrewolucję, za co zresztą otrzymał Order Lenina. Na końcu swojego listu Pan Górny napisał: „Bez względu na pobudki, człowiek wojskowy, który zdradził swój naród, jest zdrajcą i łajdakiem…”. Domyślam się, że chodzi o Ryszarda Kuklińskiego. Panie Władysławie, Ryszard Kukliński nie zdradził swojego narodu. Przekazał na Zachód m.in. plany wprowadzenia stanu wojennego w Polsce, który właśnie był wymierzony przeciwko narodowi polskiemu! Z poważaniem SŁAWOMIR

Akcja i reakcje

Nie jestem historykiem, nie jestem też nawet jakimś wielkim fanem historii, jednak bez większego trudu potrafiłbym wymienić nazwiska kilkunastu szaleńców, którzy wywarli duży – negatywny – wpływ na losy świata – od średniowiecza po współczesność. Do grona tych szaleńców dołącza coraz wyraźniej Donald Trump, który w swoich poczynaniach nie liczy się z nikim i z niczym. Pewnie gdyby Putinowi w 2022 roku udała się „operacja specjalna”, czyli porwanie prezydenta Ukrainy i obsadzenie w Kijowie swojego „wysłannika”, świat – z Trumpem jako prezydentem USA – też by nie zareagował.

Na szczęście dla Zełenskiego i dla Ukrainy prezydentem był wówczas Biden. A jakie są dziś reakcje na świecie? Odnoszę wrażenie, że świat obudził się w rzeczywistości, która jeszcze niedawno wydawała się political fiction. Zatrzymanie urzędującego prezydenta Wenezueli przez administrację Donalda Trumpa uruchomiło lawinę komentarzy. Nie chodzi jednak wyłącznie o los Nicolása Maduro. Chodzi o to, co to wydarzenie mówi o stanie świata. Amerykańskie media sprzyjające Trumpowi opisują operację w tonie triumfalnym: jako dowód siły USA, skuteczności w walce z dyktaturą i przestępczością międzynarodową.

Zatrzymanie Maduro ma być symbolem przywracania „porządku” na zachodniej półkuli. Ale równocześnie słychać jednak głosy alarmowe – że był to akt jednostronny, prawnie wątpliwy, podjęty z pominięciem Kongresu i niebezpiecznie zbliżający Stany Zjednoczone do logiki, którą dotąd same potępiały u innych. 

Poza USA ton reakcji jest znacznie bardziej jednoznaczny. Chińska prasa widzi w tym wydarzeniu potwierdzenie amerykańskiej hegemonii i pogardy dla suwerenności państw. Pekin nie broni Maduro jako polityka, lecz zasady: dziś Wenezuela, jutro każdy, kto nie wpisze się w interesy mocarstwa. Rosja mówi wprost o agresji i łamaniu prawa międzynarodowego, chętnie wskazując hipokryzję Zachodu, który jedną ręką poucza o normach, a drugą je unieważnia. Iran wpisuje zatrzymanie w znaną narrację o imperializmie USA i konieczności oporu wobec „dyktatu siły”. Reakcje Europy są ostrożne, pełne dyplomatycznych formuł i wezwań do dialogu. Problem w tym, że dialog odbywa się już po fakcie. Unia Europejska, przywiązana do zasad, znów musi tłumaczyć, dlaczego świat nie działa tak, jak zapisano w traktatach, które uznaje za fundament ładu międzynarodowego. Najbardziej przegrana w tej historii wydaje się jednak ONZ. Organizacja powołana do strzeżenia pokoju i suwerenności państw reaguje przewidywalnie: zaniepokojeniem, apelem, nadzwyczajnym posiedzeniem. Jednak bez realnych narzędzi egzekwowania zasad.

Jeśli zatrzymanie głowy państwa przez inne państwo staje się faktem dokonanym, a nie punktem granicznym, to znaczy, że system oparty na prawie międzynarodowym rozpada się na naszych oczach. To wydarzenie nie jest więc tylko epizodem w konflikcie z Wenezuelą. Jest sygnałem, że świat coraz wyraźniej przechodzi od reguł do precedensów, od instytucji do siły, od prawa do decyzji najsilniejszych. A w takim świecie nikt – poza tymi, którzy dziś rozdają karty – nie może czuć się naprawdę bezpieczny. Nie mówiąc już o tym, jak mogą czuć się ludzie, wobec których Trump mniej lub bardziej otwarcie formułował określone oczekiwania. Nie mam tu na myśli przywódców kubańskich, którym wprost zapowiedziano los Maduro, ale co ma myśleć na przykład premier Danii czy Grenlandii? Choć Nawrocki nie jest moim prezydentem, gdyby miał podzielić los Maduro, broniłbym go w imię zasad. ALEKSANDER POPOWSKI

Kluczowa data

Awanturę Trumpa w Wenezueli 3 stycznia podsumowuję pięcioma znanymi słowami: Zamienił stryjek siekierkę na kijek. Uprowadził zbrojnie prezydenta Maduro, ale zostawił jego zastępczynię Delcy Rodriguez – bo tak chciał albo mu tak podpowiedziano. Stawiam na to drugie. Wsadzono już dawno agentów CIA do rządu tego kraju, a nawet do resortów siłowych, kupiono przychylność takich, którzy CIA byli potrzebni, aby łatwo, bez strat własnych, wykonać brudną robotę. Narkobiznes był tylko przykrywką, gdyż faktycznie chodzi o ropę naftową, której tam jest najwięcej na świecie.

Putinowi i Xi powiedział: „To moja strefa wpływów, a wy róbta, co chceta” – nie obrażając Jurka Owsiaka. No i jeśli myśli, że oni od razu rzucą się – jeden dalej na Kijów, a drugi na Tajwan – to jest głupszy niż najmądrzejsza świnka z książki Orwella „Rok 1984”. Dlaczego? Oni czekają do kluczowej daty – o tym niżej. Tymczasem 6 stycznia w Paryżu zbiera się tzw. koalicja chętnych, aby ogłosić słownie Deklarację paryską, bo nigdzie nie jest zapisana i przez nikogo niepodpisana, z wieloma znakami zapytania co do losów Ukrainy po zawieszeniu broni. Wszyscy tam obecni zapomnieli chyba o jednym. Rosja nigdy nie wyrazi zgody na obecność wojsk NATO, choć nawet nasz premier przyznał, że wiele ustaleń miało charakter poufności. Czyżby?

Dla mnie te deklaracje i senne marzenia są kompletnie nic niewarte. To takie polityczne bicie piany dla ludzi i mediów. Mediów, które już na drugi dzień spekulowały, kto i gdzie rozmieści swoje wojska w Europie i na terenie Ukrainy. Byli i tacy, którzy pisali, że na terenie Ukrainy będzie wojsko spoza NATO. Wojna i tak będzie trwała, Ukraina będzie traciła kolejne terytoria i ludzi. Nie przeszkodzi Rosji nawet nowy 35-letni minister obrony Mychajło Fedorow, zafascynowany cyfryzacją i rozbudową sił dronowych. Może to i dobry ruch Zełenskiego, bo tam, bliżej linii frontu, i tak decydują generałowie i miejscowi oligarchowie wspierający ich finansowo. Oby transparentnie, czysto i bez politycznych podtekstów w przyszłości. My i (na razie) Niemcy deklarujemy, że żołnierzy do Ukrainy nie wyślemy, ale weźmiemy na siebie tyły, ochronne dla innych krajów pilnujących rozejmu. Dla nas zmieni się tylko to, że będziemy jeszcze mocniej atakowani dywersantami, nawet swoimi, bo Putin nauczył już Trumpa, za ile i kogo przekupić, aby coś tam fizycznie zmajstrować do zrobienia bum lub odpowiednio zagłosować w wyborach. A gdyby Putin chciał sobie postrzelać ponad strefę rozjemczą, to i tak to zrobi. Ma czym i nas nie oszczędzi. Odcięcie dostaw to połowa sukcesu nie tylko na wojnie. 

I teraz przechodzę do kluczowej daty, na którą czekają dwaj pozostali chętni na wschodniej półkuli – Putin i Xi. Ta data to 15 kwietnia br., będąca ostatnim dniem rozliczeń podatkowych w USA. To, co zapowiadał i nawyprawiał D. Trump swoimi i E. Muska posunięciami w stosunku do swoich obywateli oraz imigrantów, właśnie wtedy, 15 kwietnia, a nawet dużo wcześniej, zacznie wychodzić na wierzch. Nikt nie chce w mediach nawet wspomnieć o fatalnych nastrojach wśród zwykłych ludzi w Ameryce. Żaden z prezydentów USA od 20 lat nie miał tak niskich notowań wśród społeczeństwa, nawet wśród dobrze zarabiających. 

Czy to przełoży się na jego decyzje i jakieś zmiany? Wątpię. Prędzej użyje siły Gwardii Narodowej lub wojska, co już wypróbował. W żadnym wystąpieniu nie użył słów demokracja, poszanowanie prawa, wartości demokratyczne – to obce mu pojęcia. Jeśli zaczną się jakieś rozruchy, a zaczną, wtedy do głosu mogą (ale nie muszą) dojść Putin i Xi. Czy w tym samym czasie? Nie sądzę, ale najgorzej dla nas byłoby, gdyby to Xi rozpoczął inwazję na Tajwan. Gdyby USA ruszyły od razu z pomocą Tajwanowi, to o wsparciu np. rozpoznawczym, satelitarnym możemy zapomnieć – a wtedy może uderzyć Putin. Kto straci, a kto zyska? Straci ta trójca globalnych bandytów, a skorzystają Indie, Brazylia, a nawet RPA, które wybiły się na samodzielność i nie mają zamiaru znaleźć się w czyjejkolwiek strefie wpływów. Czy my na tym skorzystamy? Jeśli zdeprawujemy skutecznie „braunowców”, pomocników Putina od myśli, aby cokolwiek u nas znaczyć, i utrzymamy przewidywalnego dla nas „zbawcę narodu” w roli spoiwa PiS, to szansa jest. Powinno się tylko wszystkim chcieć. A nie wszystkim się chce. KORDIAN 

2026-01-21

Angora