Jesień upływa mi pod znakiem Porsche, na co absolutnie nie mogę narzekać. Każde spotkanie z pojazdami tej marki pozostawiło po sobie trwały ślad. I różne refleksje. Jedźmy chronologicznie:
Ślad pierwszy: Silesia Ring, królestwo 911
Kilka tygodni temu dni były jeszcze ciepłe, a jeden, spędzony na torze Silesia Ring, wyjątkowo gorący. Przynajmniej z motoryzacyjnego punktu widzenia. Porsche zaprosiło dziennikarzy, żeby przedstawić obowiązującą rozbudowaną gamę modeli. Podobno były tam mniejsze i większe SUV-y, podobno był elektryczny Taycan Turbo S o kosmicznych osiągach, wgniatający aż do bólu w fotele. Piszę „podobno”, bo zupełnie nie potrafiłem się na nich skupić. Imprezę skradła plejada uwielbianych modeli 911. W różnych wersjach, kolorach, stylizacjach. Wszystkie gwarantowały frajdę z jazdy, zwłaszcza na rozbudowanym torze, w asyście doświadczonych instruktorów, którzy dawali żurnalistom niezły wycisk. Najbardziej ekstremalnie było za kierownicą wyczynowego 911 GT3 RS. Najszybciej, najmocniej, ale momentami też najłatwiej, bo ta odmiana jest stworzona do ostrego obchodzenia się z pedałem gazu i błyskawicznego wychodzenia z zakrętów.
Subskrybuj