Mistrzami partyjnej błazenady okazali się Kaczyński z Błaszczakiem, jak Flip i Flap śmieszni, a oczekujący pobłażliwości. Pierwszy, ciągle uważający się za lidera prawicy, uznał, że nie ma co sięgać po pieniądze z SAFE, a chodzi o 44 mld euro, czyli niemal drugi budżet obronny Rzeczypospolitej, bo: – Proponowana nam jest Polska pod niemieckim butem. My ten niemiecki but odrzucamy! – mówił Kaczyński. Szewskie myślenie wypychanego z polityki staruszka bezskutecznie budzi demony sprzed wieków. Ale Kaczyński argumentacji nie zmienia, SAFE jest nic niewart, uważa dziadzia, i będzie nas drogo kosztował! To nic, że Błaszczak brał, jak leci, kredyty koreańskie dwa razy droższe. Wtedy byliśmy niepodlegli… Dziś Błaszczak wieszczy, że Unia – choćby poprzez SAFE – weźmie nas na łańcuch i ostatecznie pogrąży…
Kaczyńskiemu odpór dał Sikorski, odsyłając do egzorcysty i bez litości nazywając czubkiem. Racjonalnie za to podszedł do sprawy Tusk, który stojąc w hali Huty Stalowa Wola, która „łyknie” najwięcej kasy z SAFE, pytał przebiegle a retorycznie: Czego nie rozumiecie, zakute łby? Wywołany poczuł się europoseł Buda, którego prawda zabolała, więc zapowiedział wniosek do Komisji Etyki. Czyżby Tuskowi chodziło o PiS? Ten sam PiS, który karnie głosował w Sejmie przeciw ustawie o SAFE, choć jego posłowie nie zajrzeli do jej treści? Bez żenady przyznawali potem, że nie czytali, ale głosowali…
Subskrybuj