Łatwo ulec tej narracji. Łatwo uwierzyć, że technologia to powolny zmierzch człowieczeństwa, a młodzi ludzie staną się jedynie biernymi konsumentami treści generowanych przez maszyny.
A potem przychodzi 9 i 10 października 2026 roku. W hali ENEA Radomskiego Centrum Sportu rusza pierwsza edycja HackTYwathonu, a wniesiona tam energia w ułamku sekundy rozbija te czarnowidztwa w pył.
Przez 40 godzin intensywnych działań i 24 godziny ciągłego, twórczego maratonu, Radom stał się miejscem, gdzie teoria zderzyła się z praktyką, a strach ustąpił miejsca kreacji. 11 zespołów – młodzi ludzie, licealiści, debiutanci – zasiadło do komputerów nie po to, by bezmyślnie scrollować mediami społecznościowymi, ale by rozwiązywać realne wyzwania z zakresu technologii Dual-Use (podwójnego zastosowania). Zadania zdefiniowane przez Resort Obrony Narodowej czy Georad3D – takie jak zintegrowane platformy bezpieczeństwa (PRO RP) czy systemy geolokalizacji infrastruktury ratunkowej (Gdzie jest schron?) – wymagały od nich czegoś więcej niż znajomości linijek kodu. Wymagały wyobraźni, empatii i odwagi.
I tu docieramy do sedna. Sztuczna inteligencja może przetwarzać gigabajty danych w ułamki sekund. Może generować schematy, podpowiadać algorytmy czy rysować wykresy. Ale AI nie czuje odpowiedzialności za drugiego człowieka. Nie ma intencji chronienia obywateli w sytuacjach kryzysowych. Nie ma w sobie pasji, skromności ani tej iskry, którą można było dostrzec w oczach uczestników.
Gdy patrzyło się na Zespół „Rozwiązania Inżynierskie”, który po cichu, z pełną pokorą i niezwykłym błyskiem w oku sięgał po zwycięstwo, albo na chłopaków z „Bractwa Lazarusa” z radomskiego Elektronika, którzy w ciągu roku zrobili tak spektakularny postęp, czuło się jedno: to nie technologie wypaczają młodych. To brak przestrzeni i braki w zaufaniu ze strony dorosłych bywają ograniczeniem. Młodzi ludzie w Radomiu okazali się być prawdziwymi diamentami – surowymi, ale pełnymi blasku, gotowymi do oszlifowania pod okiem doświadczonych mentorów i inżynierów.
Hackathon zorganizowany przez Fundację SIMBIOSIS udowodnił coś fundamentalnego. Technologia – nieokiełznana, szybka i czasem przerażająca – jest tylko i wyłącznie narzędziem. Wyznacznikiem tego, czym stanie się jutro, nie są algorytmy, lecz intencje ludzi, którzy po te narzędzia sięgają.
Na końcu każdego kodu, każdej zaawansowanej aplikacji i każdego cyfrowego systemu i tak zawsze stoi człowiek. Jego wrażliwość, jego wartości i jego chęć zrobienia czegoś dobrego dla innych.
Po tym wydarzeniu można patrzeć w przyszłość z o wiele większym spokojem. Bo jeśli to właśnie tacy młodzi ludzie mają tworzyć technologie jutra, to o nasze bezpieczeństwo i o nasze człowieczeństwo możemy być naprawdę spokojni. Radom ma moc, a tą mocą są właśnie oni.