Funkcjonariuszom z gliwickiego komisariatu prokuratura postawiła łącznie 32 zarzuty. Jak wynika z ustaleń śledztwa, typując swoje ofiary, policjanci analizowali dane w Systemie Wspomagania Dowodzenia Policji. Szukali ludzi starszych i schorowanych: najlepiej z demencją. Później – jak ustaliła prokuratura – wchodzili do mieszkań pod pretekstem zainteresowania, czy mają leki, jedzenie w lodówce, czy nie potrzebują pomocy w codziennych sprawach, na przykład naprawienia kranu. Na miejscu jeden lub dwóch funkcjonariuszy rozmawiało z pokrzywdzonymi, odwracając ich uwagę, tak by trzeci mógł swobodnie poruszać się po mieszkaniu i je okraść. Zabierali nie tylko gotówkę, ale także biżuterię czy kolekcję płyt winylowych, i oddawali to później do lombardu.
Jak informowała prasę Karina Spruś, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gliwicach – przyszłe ofiary nazywano w notatkach dementorami, od słowa demencja. Sprawcy byli tak bezczelni, że do kradzieży dochodziło również w komisariacie podczas wykonywania czynności służbowych. Tak okradziono jedną kobietę, która miała sporo gotówki w reklamówce.
Teraz oskarżonym grozi nawet 10 lat pozbawienia wolności.
Pijany pozostawiony w lesie
Tego dnia sierżantowi z podpoznańskich Pobiedzisk od rana nie za bardzo chciało się pracować. Pełnił dyżur z posterunkową. Pierwsze zadanie otrzymali już po szóstej rano. Mieli zatrzymać i doprowadzić do sądu świadka, który nie reagował na wezwania. Filip S. i Karolina F. podjechali do jego miejsca zamieszkania, ale mężczyzny nie było w domu. Dowiedzieli się jednak od siostry, że pracuje dorywczo kilkadziesiąt metrów dalej.
Subskrybuj