– Mieliśmy ze sobą bardzo dobre relacje, często się widywaliśmy i wędrowaliśmy wspólnie po Tatrach. Brat był bardzo kreatywnym człowiekiem: budował świątynię i plebanię, ale nie prosił kurii o żadne dotacje. Potrafił bowiem zjednywać sobie ludzi i znajdował sponsorów. Mało tego, wszystkie swoje oszczędności wkładał w to swoje dzieło życia. Teraz społeczność mu się za to odpłaciła, bo postawili mu piękny pomnik na cmentarzu. Ale co z tego, mojego brata już nie ma wśród nas. Oskarżony wyrządził straszną krzywdę też naszej mamie, która ma 92 lata. Brat się nią opiekował, mieszkała u niego przez 27 lat. Teraz jest cały czas na lekach antydepresyjnych, była też w szpitalu. To trauma dla całej naszej rodziny i nikt do końca życia tego z nas nie wymaże – zeznawał Andrzej D.
Nie było wcześniej prośby o wybaczenie
Świadek był zdziwiony słowami oskarżonego, że pokrzywdzony się na niego rzucił i go szarpał.
Subskrybuj