R E K L A M A
R E K L A M A

Pisał dwuznaczne wiadomości do 17-latki. Gdyński radny zwolniony dyscyplinarnie

Zygmunt Zmuda-Trzebiatowski, należący do najbliższego otoczenia prezydent Gdyni, stracił stanowisko po ujawnieniu, że wysyłał niejednoznaczne wiadomości do pracownic urzędu miasta. Portal Trojmiasto.pl opublikował także treść korespondencji kierowanej do 17-letniej członkini Młodzieżowej Rady Miasta, w której były radny miał sugerować wspólne wyjście do sauny.

Fot. YouTube

Sprawa sprzed lat

Kobieta, z którą rozmawiał lokalny portal, opisała wiadomości otrzymywane od Zygmunta Zmudy-Trzebiatowskiego. W 2012 roku, gdy miała 17 lat i działała w Młodzieżowej Radzie Miasta w Gdyni, 38-letni wówczas radny zaproponował jej wsparcie. Oferował m.in. szkolenia z wystąpień publicznych oraz bezpłatne bilety na mecze, a także zasugerował wspólne skorzystanie z sauny. Jak relacjonowała, jego sposób wypowiedzi wydawał jej się zbyt śmiały, lecz nie podejrzewała złych intencji, traktując to raczej jako żarty i reagując na nie z dużą naiwnością.

Wraz z rozwojem korespondencji radny miał coraz częściej wysyłać treści o podtekście seksualnym. Trójmiejski portal opublikował fragmenty tych wiadomości, z których wynika, że Zmuda-Trzebiatowski poszukiwał osoby „dyskretnej” i zaznaczał, że nie chodzi mu o kogoś, kto w saunie pojawi się w dresie. Gdy pani dziewczyna zasugerowała udział starszego brata, miał zareagować negatywnie, argumentując, że obecność krewnego wprawiłaby ją w zakłopotanie.

W korespondencji pojawiło się również zdanie „Ty chyba lubisz się rozbierać”. Radny miał także zachęcać dziewczynę do sttriptizu. Po jednej z imprez radny miał też wysłać do niej wiadomość o obraźliwym i seksualnym charakterze. Do planowanego spotkania w saunie ostatecznie nie doszło. Mimo to Zygmunt Zmuda-Trzebiatowski jeszcze kilkukrotnie kontaktował się z kobietą, zapraszając ją m.in. na spotkanie o charakterze religijnym, jednak dziewczyna za każdym razem stanowczo odmawiała.

Jest też inna ofiara

Nie była to jedyna kobieta, która skarżyła się na zachowanie byłego radnego. „Gazeta Wyborcza” opisała relację pani Marty, której dane zostały zmienione, a która od stycznia 2024 roku pracowała w gdyńskim magistracie. Ona również otrzymywała propozycje prywatnych spotkań, w tym sugestie wspólnego wyjścia do sauny.

Kobieta relacjonowała, że starała się odmawiać w sposób nienarażający jej na konflikt, czasem obracając sytuację w żart, mimo że odbierała te wiadomości jako bardzo krępujące. Podkreślała, że życzliwość w pracy nie oznacza zgody na zachowania o charakterze seksualnym. Przyznawała, że czytanie wiadomości wywoływało u niej silny stres, jednak obawiała się sprzeciwić wprost, ponieważ nie chciała stracić zatrudnienia. W tym czasie znajdowała się w trudnej sytuacji osobistej związanej z rozwodem.

Z relacji wynika, że Zmuda-Trzebiatowski miał z czasem zachowywać się coraz bardziej natarczywie, prosząc m.in. o przesyłanie zdjęć w piżamie oraz sugerując wysyłanie nagrań o charakterze erotycznym. Miał także kierować podobne wiadomości do jej koleżanki z pracy.

Oficjalne oświadczenie i zwolnienie dyscyplinarne

Po tym, jak Gazeta Wyborcza, opublikowała swój tekst, prawniczka byłego radnego wystosowała oświadczenie. Napisała w nim:

Pan Zygmunt Zmuda-Trzebiatowski nie zgadza się z powodami zwolnienia dyscyplinarnego i podważa wszelkie twierdzenia zawarte w oświadczeniu pracodawcy. Wskazujemy jednocześnie, że w sprawie doszło do naruszenia przepisów w zakresie ochrony danych osobowych, zaś nieprawdziwe informacje pojawiające się w sferze medialnej stanowią naruszenie dobrego imienia naszego Klienta. Od zwolnienia dyscyplinarnego przysługuje odwołanie do sądu pracy i sprawa znajdzie swój finał w sądzie.

Sam były radny bezpośrednio nie odniósł się do sprawy, wiadomo natomiast, że został zwolniony dyscyplinarnie z pracy w Urzędzie Miasta Gdyni przez prezydent Aleksandrę Kosiorek. Zygmunt Zmuda-Trzebiatowski zaskarżył jednak tę decyzję do Sądu Pracy w Gdyni, domagając się cofnięcia zwolnienia oraz wypłaty odszkodowania w wysokości jednomiesięcznego wynagrodzenia.

Jak poinformowało Radio Gdańsk, postępowanie zakończyło się dla niego niekorzystnie. Sąd uznał, że rozwiązanie umowy w trybie dyscyplinarnym było zgodne z obowiązującym prawem. Aleksandra Kosiorek postanowiła wówczas skomentować całą sprawę:

Nie mieliśmy wątpliwości, bardzo się cieszę, że sąd też się przychylił do tej oceny zachowania pracownika. Natomiast wyrok jest nieprawomocny, jeszcze nie wiemy, czy pan Trzebiatowski zdecyduje się na wniesienie odwołania.

2026-01-05

SJS na podst. o2, Radio Gdańsk, Trójmiasto.pl