„Mikrokawalerki”
Nie poddaję się
– Szanowni Państwo, chciałabym odnieść się do tekstu o minikawalerkach w moim ulubionym tygodniku. Artykuł pana Macieja Woldana (ANGORA nr 6) nieco mnie zabolał…
– Pracuję w Warszawie od siedmiu lat jako nauczycielka. Niestety, w mojej okolicy nie ma pracy albo jest tylko dla samych swoich. Na początku wynajmowałam pokój, ale inni lokatorzy byli problematyczni. Zbyt głośno, za dużo ludzi, kolejki do łazienki… Potem zdecydowałam się na minikawalerkę, spałam na materacu na podłodze, ale miałam swobodny dostęp do łazienki i upragnioną ciszę. Gdy pojawili się bracia ze Wschodu, nie było mnie stać nawet na nią. I dlatego dojeżdżam do Warszawy pociągiem.
– Wstaję o 4 rano i codziennie dojazd zajmuje mi 7 (słownie: siedem) godzin. Nie każdy ma bogatych rodziców, którzy dadzą mu na wkład własny. Do wszystkiego dochodzę sama, ale się nie skarżę. Z pensji nauczyciela nie odłożę za szybko, ale się nie poddaję. Robię to, co lubię. Bycie nauczycielem nie jest może szczytem marzeń wielu ludzi, ale ja to lubię. Panie Macieju, łatwo jest oceniać mieszkańców takich miejsc, ale nie każdy może sobie pozwolić na wynajem za 3000 zł… NAUCZYCIELKA
Brawo, panie Czarzasty!
– Pan Czarzasty, jedyna osoba głośno mówiąca to, co myśli większość Europy: Trumpowi Nobel się NIE NALEŻY, bo: niszczy bezpieczeństwo świata, uprawia światowy bandytyzm, popiera kacyków takich jak Netanjahu, Putin itd. A wszystko to dla „sławy”, jak „prof. Kupelwaiser”, Gagarin, Herostrates, Mussolini. Jako miłośnik pokoju zmienił Departament Obrony w Departament Wojny.
– Czy to był powód, by p. Rose z USA się obraził? A On to kto? Delegat państwa, które powstało przez podbój, ludobójstwo, upodlenie naturalnych ludów USA (do 1924 brak praw); które ma 405 lat (RP 1176). W USA dużo żołnierzy, atomówek, ale i bandyckich ataków oraz wpływu na wartość dolara. Ale to nie powód, by zwykły szanujący się Polak miał klękać przed kimś takim jak D. Trump (…)! Usunięcie wpisu było według mnie tchórzostwem IV RP wobec USA. Nawet za Stalina Polska potrafiła się postawić! To samoponiżenie jest bez sensu, bo rola USA dla bezpieczeństwa Polski okazuje się mitem. Wystarczy spojrzeć na mapy półkuli północnej, od Pacyfiku do Uralu, i na mapy Europy „Od Atlantyku po Ural”. Geograficznie i politycznie Europa jest jednością. Czy knujący z Putinem Trump może być jej przyjacielem? Według niego świat to paru kacyków: on, Putin, otoczony mniejszymi, jak Fico, Orbán plus, dla ozdoby, politycy prawicy, jak Nawrocki czy Meloni. Mitem jest przekonanie, że bez USA nie będzie wolnego Zachodu. Po 1945 r. ani Zachód, ani Wschód nie chciały na siebie napadać. Ład jałtańsko-teherański idealnie pasował Moskwie i Waszyngtonowi. Małe interwencje go nie psuły. I dobrze dyscyplinowały aliantów z Białego Domu i Kremla, bez Paryża i Warszawy. Dla Polski Ludowej główną kwestią było uznanie przez RFN i Watykan polskiej granicy północno-zachodniej (V 1972 r.).
– Bill Clinton mówił: „Gospodarka, głupcze”, ja mówię: „Mapa ci wszystko powie”. Bezpieczeństwo Europy zależy od zupełnej klęski Rosji Putina (totalny zawał ekonomii, przywrócenie granic z 2013 r.) i od przetrwania zreformowanej Unii! To muszą zrozumieć i uzmysłowić ludziom politycy z Paryża, Berlina, Rzymu, Londynu, Brukseli itd. Dziś nie idzie o wyborcze procenty, lecz o Europę pokoju lub chaosu! Mapa mówi też: kto w IV RP podąża za niszczącym Europę (Unię) Trumpem, ten jest wrogiem Polski. Nawet jeśli czyni to nieświadomie, z braku wiedzy. Napady na cudzoziemców, niszczenie aut na „obcych blachach”, sianie nienawiści to nie patriotyzm, ale zwykły bandytyzm kiboli. Czas skończyć z mitami i wziąć się za politykę przez duże P. Bezpieczeństwo i suwerenność Polski zależy od podanych czynników, a nie humoru USA. NATO może zastąpić Armia Europejska. Ale klucz odbudowy prestiżu Europy to upadek Rosji Putina i głęboka reforma Unii, przywracająca jej potęgę produkcyjną i naukowo-techniczną. Donald Trump sprzeciwia się temu, bo na Zachodzie nie może być dwóch gwiazd: jego i (jakiejś tam) Europy. Zachód ma przestać się bać, że może działać bez pytania USA o zgodę. Ale przedtem należy rozbić Rosję Putina. Do tego Europa jest zdolna. Ale, niestety, oprócz poczynań Trumpa paraliżuje ją STRACH przed samodzielnym myśleniem i działaniem. PIOTR
Rada Bezradności Jego Osoby
– Często się zastanawiam, czy jest jakaś miara nierozsądku myślenia ludzi głosujących na Jego Osobę, który to raczył sobie 11 lutego zwołać organ doradczy, nazwany oficjalnie w konstytucji w art. 135 jako Rada Bezpieczeństwa Narodowego. Mierzalny jest poziom inteligencji – skalą IQ, jednak miary upadku ponad dziesięciu milionów zwolenników Jego Osoby z czerwca ubiegłego roku nie ma. Na Ring Bokserski Nawrockiego to nie wyglądało z jednego powodu. Po wydukaniu tego, co mu napisał jego przyboczny kasztelan Bogucki – pismaków wygonił. Pamiętał bowiem, jaki łomot dostał na jedynym dotąd ringu z ich udziałem w czasie Rady Gabinetowej. Z relacji w następnych dniach wyglądało to raczej na jakąś Radę Bezradności Nawrockiego.
Nie wykluczam, że Jego Osobę wprawił w zakłopotanie zaoceaniczny posłaniec króla Trumpa T. Rose, który w południe podjechał do Pałacu Jego Osoby, przekazując być może polecenie szefa, aby ustawy o SAFE nie podpisywał. Czy tak było? Nie wiem. Czas pokaże, bo ktoś w końcu chlapnie. Rządzący faktycznie krajem premier D. Tusk w tym samym czasie co Rose u Jego Osoby – czyli jeszcze przed RBN i na drugi dzień rano przed odlotem na spotkanie z szefami rządów Europy – inteligentnie i z właściwym sobie wdziękiem sprowadził Jego Osobę do właściwego poziomu w kwestii udziału kraju w prywatnym przedsięwzięciu Rady Pokoju D. Trumpa. Zapowiedział, że owszem, może Ona (znaczy ta Osoba) pojechać sobie na pomarańczową konferencję za ocean, ale tylko w charakterze obserwatora.
No, ale gdyby jednak Jego Osoba zechciała tam zabrać głos, to może jedynie wygłosić agendę naszego rządu, która to agenda zostanie Jego Osobie dostarczona przez umyślnego tuż przed wyjazdem z Pałacu. Natomiast o żadnym tam wpisowym miliardzie dolców w gotówce na tę imprezę nie może być mowy. Historykiem nie jestem, ale dobrze obeznany z Targowicą analityk historii potrafi postaci i wydarzenia z tamtych lat, skutkujące rozbiorami i upadkiem Ojczyzny, porównać do czasów dzisiejszych. Jego Osoba wyobraził sobie, że jego będzie na wierzchu, jeśli wyprosi pismaków i nie udzieli głosu tym, których zaprosił (…).
A tak na koniec na poważnie: po tej nasiadówce RBN widać, że destrukcja prezydenta próbującego rozpychać się łokciami umacnia się coraz bardziej. Jedyne, co może zrobić, i robi to, to sypać piach w tryby rządu, łajać go byle czym, za byle co i seryjnie wetować ustawy. Czy zawetuje tę o SAFE? Oby nie. A może chociaż jego koszulki i czapki z napisem Nowrocky dobrze się sprzedają? Nie wiem, ale i tak nie wezmę od nikogo, nawet gdyby dawał za darmo. JAN
„ICE po polsku?!”, „Cztery małpy”
Trump potrafi wszystko!
– W światowych mediach mamy natłok publikacji krytykujących, a wręcz ośmieszających przywódcę najpotężniejszego kraju świata. Nie inaczej jest w ANGORZE. W listach do redakcji niemal każdy chce „przyłożyć” prezydentowi USA, co jest wyraźnym wskaźnikiem naszego stosunku do poczynań Donalda Trumpa. W ANGORZE nr 8 Kordian, schładzając entuzjastyczne podejście red. Różyckiego do Rady Pokoju, „dziecka” Trumpa, uważa, że redaktor nie wie, co pisze, bowiem nie czytał dokumentu ujawnionego w Davos. Przy okazji oberwało się prezydentowi USA, którego stosunek i uległość wobec Putina prowadzą do unicestwienia Ukrainy – tylko po to, by skonfiskować jej bogactwa naturalne. Janusz („Cztery małpy”, ANGORA nr 8) kpi z samochwalstwa Trumpa, który przypisuje sobie zakończenie ośmiu wojen na świecie i sam sobie przyznaje Nagrodę Nobla.
A co do Strefy Gazy, to rola Ameryki polegała na wyposażeniu Izraela w broń, za pomocą której zabili ponad 72 tys. Palestyńczyków. I co, skończył Trump wojnę na Bliskim Wschodzie, skoro codziennie giną dziesiątki Palestyńczyków? Dla wyrażenia poprawności publicystycznej red. Różycki przy każdej okazji obstaje przy poczynaniach prezydenta Trumpa, wychwalając przy okazji polskich prawicowych klakierów. Krzysztof Różycki dosadniej niż prezes Kaczyński krytykuje rezygnację rządu polskiego z wejścia do Rady Pokoju, która nic nie kosztuje, a byłaby dobra okazja do „pogadania” z Trumpem. Redaktor twardo obstaje przy swoim, pisząc: „Kontestowanie pomysłu prezydenta USA to dowód braku elementarnych umiejętności dyplomatycznych… a publiczna krytyka tego pomysłu to tylko dowód braku rozsądku”. Przy okazji dostało się marszałkowi Sejmu, który śmiał powiedzieć, że prezydent USA na Nagrodę Nobla nie zasługuje. Powiedzieć, że to skrajna głupota, to nic nie powiedzieć…
A poseł Trela, chwalący Czarzastego, to zwykły cham… Nie mnie polemizować z będącym w wysokiej formie red. Różyckim, dlatego lepiej, by głos zabrał prof. Kołodko, ekonomista i polityk najczęściej cytowany na świecie: „Jeśli Amerykanie potrafili wybrać krętacza podatkowego, mizogina, bufona, rasistę, militarystę i imperialistę, człowieka, który jest osądzony i skazany wyrokiem prawomocnym, na swojego prezydenta, to świadczy o kondycji społeczeństwa amerykańskiego… Trump 2.0 to zakała Stanów Zjednoczonych… To jest polityczny hochsztapler i medialny showman, który bez żenady kłamie” (z wywiadu z prof. Grzegorzem Kołodko „Uciec do przodu przed Trumpem 2.0”).
Zwolennicy prezydenta Trumpa powiedzą, że te oceny są krzywdzące dla niego. Fakty jednak są dla Trumpa takie, że rozsadza porządek polityczno- gospodarczy na świecie. Napadł i uprowadził prezydenta Wenezueli tylko w celu dysponowania wenezuelską ropą naftową, dobija gospodarkę kubańską, wyciąga ręce po Grenlandię itd., itp. Aż strach pomyśleć, co będzie z polskim Przesmykiem Suwalskim, którego może sobie zażyczyć Putin, a Trump uczyni zadość jego prośbie? Niemożliwe? Prezydent USA pokazuje, że dla niego nie ma rzeczy niemożliwych. UFF. Z poważaniem HENRYK KIN z Białegostoku
Klapki na Giewoncie
W naszych górach coraz więcej ludzi. Ruch jak na Marszałkowskiej, a niektórzy ubrani tak, jakby szli na zakupy albo na randkę. Gdy jest ciepło, to pół biedy, i niedźwiadka jakiegoś spotkać można, ale zimą, gdy misie śpią w gawrach, żartów nie ma, bo budzą się lawiny. Ludzie oszołomieni widokiem nagich skał i turni strzelistych pokrytych czapami śniegu idą pojedynczo i stadnie nawet wtedy, gdy pierwszy raz widzą góry z bliska i nie wiedzą, co ich tam czeka. Idą jak na bal, bywa, że nawaleni i naćpani, a gdy zapada noc, to strach zagląda im w oczy. Rozpaczliwie wzywają wtedy pomocy i drżą ze strachu na nieznanej grani, gdzie każdy ruch grozi kalectwem lub śmiercią.
Bez względu na porę roku i pogodę zmienną w górach bardzo, czy dzień to, czy noc czarna, idą ratownicy i znajdują tych straceńców. Otrzepie się taki ze śniegu i wrażeń, powie „dziękuję” lub nie powie, potem pójdzie do karczmy na grzańca lub coś mocniejszego, by uczcić ocalenie, a rano znowu ruszy w góry, wiedząc, że ktoś czuwa i w razie czego go uratuje. Głupota, niewiedza, nieodpowiedzialność i szpan powinny mieć cenę! Każdy taki chojrak powinien odczuć fakt uratowania życia boleśniej niż strach, który go obleciał. Niech wie, że za takie przygody trzeba słono płacić, by potem nie płakać słonymi łzami.
Wypadek wypadkowi nierówny, więc i ceny mogą być różne. Jeśli ktoś w klapkach idzie na Giewont, to znaczy, że ma klapki na oczach, jak te biedne zakopiańskie konie, tyle że one znają tam każdy kamień i każdy zakręt i same potrafią wrócić do domu. Niejeden turysta tego nie potrafi, a jeśli uda mu się szczęśliwie wrócić, pochwali się wyczynem, który chwały mu nie przyniesie. Wszyscy, których trzeba znosić, ściągać, wciągać lub zwozić (niepotrzebne skreślić), powinni płacić za taką usługę.
Tegoroczna zima ujawniła również na nizinach lekkomyślność, głupotę i skrajną nieodpowiedzialność. Naród ruszył na zamarznięte akweny pieszo i na kółkach. Za samo wchodzenie na lód karać nie wypada, choć już za wjeżdżanie bym karał. Jeśli lód pod kimś się załamie i delikwent nie da rady wydostać się sam z lodowej matni bez pomocy służb, to uratowanie go powinno mieć cenę mrożącą krew w żyłach, jeśli kara okaże się konieczna i zasadna. Tylko dzieci trzeba ratować bezwarunkowo. Dorośli niech płacą. L.C.
Rozmowa z kierowcą zabroniona…
W CZASIE JAZDY ROZMOWA Z KIEROWCĄ ZABRONIONA – taki napis bywa umieszczany w autobusach. Czyli świadomość – że rozmowa przeszkadza – jest. Zakaz dotyczy jednak tylko pasażera, nie kierowcy. Ostatnio mnożą się przykłady, kiedy taka rozmowa jest przyczyną nieuwagi i potencjalnego zagrożenia: „samochodowy wywiad” ministra Żurka czy śmierć 4-latka przytrzaśniętego drzwiami tramwaju (właśnie zapadł wyrok). W tym drugim przypadku rozmowa nie była bezpośrednią przyczyną zdarzenia, ale śledztwo wykazało, że motorniczemu zdarzało się godzinami rozmawiać przez telefon w trakcie jazdy.
Kierowcy wprawdzie nie trzymają telefonu w ręce, ale często prowadzą długie rozmowy przez komunikatory. Nagminne jest, że gdy do autobusu wsiada pracownik tej samej firmy, staje przy kierowcy i ucina sobie z nim pogawędkę. Przez kilka lat co 2 tygodnie jeździłam do sąsiedniego miasteczka (ok. 30 km). Na pierwszym siedzeniu zawsze siadał ten sam gadatliwy pasażer i przez całą drogę opowiadał kierowcy dyrdymały, a ten co chwilę odwracał w jego kierunku głowę i z nim dyskutował. (Minister Żurek też odwracał głowę w prawo, w kierunku dziennikarza, dlatego nie zauważył pieszych wchodzących na jezdnię z lewej strony.) Jest to niekontrolowany odruch.
Gdy któregoś zimowego dnia (na jezdni ślizgawka) zwróciłam kierowcy uwagę, wyśmiał mnie i bezczelnie stwierdził, że to nie moja sprawa: jak zechce, to może nawet śpiewać, a ja mogę sobie zadzwonić ze skargą do dyrektora. Tak też zrobiłam. Podczas następnej podróży pasażer naburmuszony i milczący siedział dalej, a kierowca skupiony był na prowadzeniu autobusu, więc na szczęście jakaś interwencja była. Pozostają pytania: kto jest winien takich nieodpowiedzialnych zachowań? Ten, kto wymyślił debilną formę prowadzenia wywiadu, czy kierowca, który na taką formułę się zgodził? Chyba dla każdego jest oczywiste, a w szczególności powinno być oczywiste dla ministra sprawiedliwości – sędziego, że udzielanie wywiadu w trakcie jazdy jest rozpraszające, kierowca skupia się na odpowiedzi, a nie na prowadzeniu auta.
Kierowca ma zabronione trzymanie telefonu w ręce, ale już każdą inną formę rozmowy może prowadzić bez ograniczeń. Napis ROZMOWA Z KIEROWCĄ ZABRONIONA obciąża pasażera. A kierowca autobusu/tramwaju? Czy dbanie o bezpieczeństwo nie jest jego obowiązkiem? To on powinien wiedzieć, że w czasie jazdy ma skupić się na prowadzeniu pojazdu, a nie na pogaduszkach. Może na tabliczce w autobusie powinien być napis: W CZASIE JAZDY ZABRANIA SIĘ KIEROWCY PROWADZENIA ROZMÓW, z wyjątkiem niezbędnych związanych z wykonywaną pracą. I może warto to jakoś ująć w przepisach, panie ministrze Waldemarze Żurku? Wtedy wiedziałby Pan, że na poranny wywiad bezpieczniej jest umówić się w kafejce. PASAŻERKA
Potańcówki zabite prawem
Badania socjologiczne, przedstawione między innymi w pracy dr. Łakomego, pokazują, że największym problemem w demografii i w tym, że dzieci się nie rodzą, jest drastycznie malejąca liczba związków wśród młodych ludzi i jednocześnie druga strona tej samej monety – gigantyczna samotność. Ponad 44 proc. dorosłych ludzi poniżej 30. roku życia nie jest w ogóle w związku, a jedynie 12 proc. (!) jest w związku małżeńskim. A bez związków, zwłaszcza stabilnych, nie ma dzieci. Należy sobie zadać pytanie: dlaczego tak jest? Jedni tłumaczą to rosnącymi oczekiwaniami w stosunku do partnera. Inni – wygodnictwem, jeszcze inni – naturalnymi procesami cywilizacyjnymi. Jednak wzrost samotności w ostatniej dekadzie w Polsce przyspieszył. I nie tylko wskutek covidu.
Młodzi ludzie (na przykład moi synowie, lat 20 i 21) narzekają, że nie mają gdzie spotkać partnerki. I muszę im przyznać rację. Nie ma miejsc, gdzie nasze dzieci mogłyby się bawić i tańczyć, a potem wchodzić w związki. Zwłaszcza jeśli dzieciak żyje na wsi lub w małej miejscowości. Dawniej, jeszcze 15 lat temu, było inaczej. Były i dyskoteki, i wiejskie potańcówki, zwane zabawami, pozwalające zbliżać młodzież, cieszyć się, tańczyć, łączyć w pary, przeciwdziałać samotności.
Ale to zniknęło i polska prowincja dla młodzieży stała się siedliskiem samotności i marazmu. Raz, może dwa razy do roku, władze organizują jakieś imprezy z okazji np. dożynek i wtedy widać ten głód zabaw. U wszystkich. Zapytałem znajomych strażaków, którzy jeszcze 15 lat temu organizowali zabawy: co się stało? Dlaczego wiejskie potańcówki, które były za PRL, a nawet za okupacji, nagle zniknęły? Odpowiedź – to wina prawa i wymagań wprowadzonych w ustawie o imprezach masowych. Konieczne stało się zatrudnienie ochrony, pojawiły się poważne obostrzenia dotyczące sprzedaży alkoholu, finalnie sprawiając, że takie imprezy stały się albo niemożliwe do przeprowadzenia (znajdź licencjonowaną ochronę na wsi), albo trzeba by było do nich dopłacać z własnej kieszeni. A tego nikt nie zrobi.
I wspaniały fenomen potańcówek zdechł. A raczej został ubity przez PO z PSL, które w roku 2009 wprowadziły ustawę o imprezach masowych, by walczyć z młodzieżą. Głównie na stadionach – ale udało się uderzyć za jednym zamachem we wszystkie dzieciaki na prowincji – zabierając im miejsca do zabawy. PiS, o dziwo, wykazał się odrobiną rozsądku i zobaczył problem, w 2023 r. wprowadził zmiany pozwalające Ochotniczym Strażom Pożarnym na organizację imprez z pominięciem wymagań ustawowych. Jednak wprowadzono to za późno i nikt o tych zmianach nie usłyszał. A PiS przegrał wybory i temat się skończył. Szkoda.
Teraz mamy zadanie – zwłaszcza OSP na wsiach – musimy pomóc dzieciakom, musimy przywrócić imprezy, nauczyć dzieci bawić się razem, spędzać czas na imprezach, integrować się, tańczyć, a nie siedzieć w domu przed smartfonem. Aby nasze dzieci były szczęśliwe, w związkach, a nie samotne! Państwo, zwłaszcza premier, powinno naprawić szkodę, którą spowodowało, usunąć przeszkody prawne w organizowaniu dyskotek/imprez, a nawet zachęcać do zabaw. Pozdrawiam, KRZYSZTOF, stały czytelnik