Oko w oko z rzeczniczką
W połowie sierpnia Monika Horna-Cieślak przebywała na warszawskiej Białołęce, gdzie miała być świadkiem niepokojącego zdarzenia. Według relacji jedna z kobiet podnosiła głos na swoje dziecko, na co Rzeczniczka Praw Dziecka zdecydowała się zareagować. Matka miała odebrać zwrócenie jej uwagi jako bezpodstawny atak i odpowiedzieć urzędniczce obraźliwymi słowami.
Jak ustalił Kanał Zero, Horna-Cieślak postanowiła powiadomić o zdarzeniu policję. Funkcjonariusze mieli następnie sprawdzić sytuację rodziny, jednak nie stwierdzili podstaw do podjęcia interwencji. Warunki, w jakich dzieci były wychowywane, analizował również sąd rodzinny. Po przekazaniu mu dokumentacji przedstawiciel wymiaru sprawiedliwości miał skontaktować się z pracownikiem Biura Rzeczniczki Praw Dziecka. Według ustaleń medium podczas rozmowy sędzia miał być nakłaniany do podjęcia decyzji o odebraniu dzieci rodzinie. Już następnego dnia po zdarzeniu kurator zajmujący się sprawą przeprowadził wywiad środowiskowy. Z jego ustaleń miało wynikać, że nie zachodziły przesłanki do umieszczenia dzieci w pieczy zastępczej.
Następnie Rzeczniczka Praw Dziecka miała zorganizować spotkanie w siedzibie policji, w którym uczestniczyć miał między innymi komendant jednostki. Po spotkaniu podjęto decyzję o zastosowaniu wobec rodziców zakazu kontaktowania się z dziećmi, które trafiły do placówki opiekuńczej. W późniejszym czasie sąd zdecydował jednak o powrocie małoletnich pod opiekę ich prawnych opiekunów.
Dobro dzieci czy prywatny zatarg?
Stanowisko Zero.pl jest jasne. Całą sytuacja miała być wyłącznie podyktowana prywatną utarczką słowną pomiędzy rzeczniczką a napotkaną kobietą. Horna-Cieślak przedstawia jednak swoją wersję:
Byłam świadkiem stosowania przemocy fizycznej i psychicznej wobec kilkuletnich dzieci w miejscu publicznym. Poza stosowaniem przemocy fizycznej, Matka wyzywała dziecko w wulgarny sposób w tym m.in. 'ty k**** – napisała na portalu X.
Rzeczniczka Praw Dziecka podkreśliła, że jako świadek przemocy wobec dzieci powiadomiła o sprawie policję. Zaznaczyła również, że nie zamierza bagatelizować przypadków przemocy wobec małoletnich i w każdym takim przypadku będzie stanowczo reagować. Jak wskazała, Biuro Rzeczniczki dysponuje kompletną dokumentacją oraz materiałami dotyczącymi rodziny, w tym informacjami o wcześniejszych przypadkach przemocy wobec dzieci. Wśród nich znajdują się m.in. dokumenty związane z procedurą „Niebieskiej Karty” oraz sygnały przekazywane przez sąsiadów. Materiały dotyczące przemocy miały zostać zgromadzone w 2025 roku przez różne instytucje.
Horna-Cieślak zaznaczyła, że zarówno jej biuro, jak i inne właściwe służby podejmowały oraz nadal podejmują niezależne działania mające zapewnić dzieciom bezpieczeństwo, ponieważ ich sytuacja wciąż wymaga ochrony.
Niebieska Karta
Do publikacji portalu Zero odniosła się również Komenda Stołeczna Policji, która wydała w tej sprawie oświadczenie. KSP potwierdziła, że 15 sierpnia odbyło się spotkanie robocze poświęcone sytuacji rodziny oraz bezpieczeństwu małoletnich. Jednocześnie zaznaczono, że spotkanie miało charakter wyłącznie konsultacyjny i nie wiązało się z podejmowaniem decyzji. Policja podkreśliła także, że w spotkaniu nie uczestniczył Komendant Stołeczny Policji.
Policja wyjaśniła, że przy ocenie sytuacji i stopnia zagrożenia dla bezpieczeństwa dzieci brano pod uwagę również wcześniejsze informacje dotyczące rodziny, w tym działania podejmowane przez odpowiednie służby i instytucje w miejscach, w których wcześniej mieszkała.
Z ustaleń funkcjonariuszy wynika, że rodzina była już wcześniej objęta procedurą „Niebieskiej Karty”, działaniami o charakterze interdyscyplinarnym oraz nadzorem sądu. Wsparcie rodzinie zapewniał także Ośrodek Pomocy Społecznej. Nadzór nad jej sytuacją sprawowały ponadto zespoły interdyscyplinarne działające w dwóch dzielnicach, w których rodzina wcześniej zamieszkiwała.
Kozioł ofiarny
Dr Marcin Kędzierski zwraca uwagę, że istnieje ryzyko, iż cała sprawa zostanie ograniczona do poszukiwania jednej osoby odpowiedzialnej za sytuację – w tym przypadku Rzeczniczki Praw Dziecka – oraz krytyki instytucji publicznych, które, jak zakłada ekspert, działają w dobrej wierze na rzecz ochrony dzieci.
Jego zdaniem takie podejście może odsunąć na dalszy plan istotniejsze kwestie, przede wszystkim dotyczące dobrostanu najmłodszych oraz systemu wsparcia rodzin i rodziców w procesie wychowywania dzieci. Kędzierski wskazuje również, że RPD może nie dysponować wystarczającymi kompetencjami i narzędziami, aby skutecznie wspierać rodziców i zapobiegać sytuacjom prowadzącym do odebrania dzieci. Podkreśla przy tym, że umieszczenie dzieci poza rodziną powinno być traktowane jako rozwiązanie stosowane w ostateczności.
Dr Kędzierski nie ma jednak wątpliwości co do tego, iż Monika Horna-Cieślak powinna podać się do dymisji.