Według muzykologów to najstarsza forma polifoniczna, a to, jak piszą autorzy, tę myśl potwierdza. Ich głosy dopełniają się, współbrzmią harmonicznie. Narracje przenikają się wzajem, uzupełniają fakty i emocje. On, jeden z najwybitniejszych aktorów swego pokolenia, o światowej karierze, ona, mądra, uważna, która potrafiła znaleźć miejsce u boku artysty, wcale niepodrzędne. Oboje opisują historie te same
2026-02-01
Mieliśmy szczęście. Do siebie, ludzi i losu
Henryk Martenka