R E K L A M A
R E K L A M A

Według Mroziewicza. Ujednolicanie świata…

...to mrzonka dręcząca polityków od zawsze. Chodzi o to, aby świat miał jedno lico, wspólną twarz. Donald Trump, jeden z prezydentów USA o najwyższym ponoć ilorazie inteligencji (nie zawsze idzie ona w parze z mądrością), przemyśliwał niedawno o odbiciu Kanału Panamskiego oraz przyłączeniu Kanady i Grenlandii do USA. Tymczasem bywa z cicha przyłączany przez Putina do Rosji.

Fot. Wikimedia

Świat przygląda się podobnym próbom od niepamiętnych czasów. Zawsze były związane z podbojem, a najczęściej z wojnami. Towarzyszył im zabór mienia i niewola pokonanych. Pokojowych aliansów, jak w czasach Ariów i Drawidów, a teraz w Europie, i negocjowanych rozpadów, jak w przypadku Czechosłowacji, prawie nie ma. Każdy kraj był kiedyś mocarstwem, często imperialnym. Mongołowie dziś zamieszkują obszary śródlądowe. Kiedyś dysponowali flotą, która zagrażała Japonii. Przegnał ich stamtąd kamikadze (boski wiatr). Chiny kolonizowały same siebie do wewnątrz, ale chinatowns znane są w Indonezji, Malezji i we wszystkich trzech Amerykach. Zaczynają powstawać w Europie – w Neapolu i Budapeszcie. Na co stać Japonię? Wiemy dzięki drugiej wojnie. Hindusi zdominowali Azję Południową, Afrykę Południowo-Wschodnią i są potęgą zarówno w Londynie, jak i w kalifornijskiej Silicon Valley. Arabowie zajęli połowę Afryki i Bliski Wschód. Handlowali niewolnikami. Każdy skądś przyszedł. Prawie nikt nie jest u siebie od narodzin. Europejczycy przybyli z północy kontynentu i z Azji, Latynosi i biali Amerykanie z Europy, Indianie z Tybetu. Jedynie Afrykanie są od swych początków ludem Czarnego Lądu.

 

Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.


Już od
22,00 zł/mies




2026-01-03

Krzysztof Mroziewicz