Trump pierwszy raz był w Moskwie w roku 1987. Na konkursie piękności. Okazja w sam raz dla niego. Zamieszkał w hotelowym apartamencie, w którym wystąpiły w tańcu dla niego dwie prostytutki. Wziąłem to z „Collusion” Luke’a Hardinga (London 2017). W pierwszej kampanii prezydenckiej atakował brutalnie ręka w rękę z Rosją wszystkich swoich przeciwników, z Meryl Streep włącznie. Putina nie ruszył choćby słowem. Radzieccy organizatorzy imprezy Miss nie kryli, że ma ona charakter inwestycji, która spłaci się prędzej czy później. Trump był wtedy gospodarzem programu telewizyjnego Fox i zgodnie ze zwyczajami medialnymi owego czasu i państwa zachowywał się po chamsku. A takich prowadzących było wtedy w USA tysiące. Zakładać, że jeden z nich może zostać w przyszłości prezydentem, było nonsensem. Ale przyjąć, że Trump jest postacią, którą warto mieć na oku, bo jest obiecujący – to zasada postępowania KGB – Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego.
Subskrybuj