R E K L A M A
R E K L A M A

Według Mroziewicza. Alternatywa

Jeśli wygrana w wyborach lokalnych, w Saksonii Górnej, jest zagrożeniem, to dla kogo? Po pierwsze dla samych wyborców, którzy mogą znaleźć się pod takimi samymi rządami, jakie mieli tam sto lat temu. Były to rządy faszystowskie, a z początku prekomunistyczne. Po drugie – dla Niemiec. Przyzwalająca reakcja pozostałych landów na zwycięstwo Alternatywy w ważnej części byłej NRD może spowodować upodobnienie się i ujednolicenie nastrojów politycznych w całej byłej „Demokratycznej”, a co zatem idzie – także w landach zachodnich, czyli w RFN. Po trzecie wreszcie dla Polski, jeśli miałaby się odrodzić pruska polityka Fryderyka Wilhelma II i kanclerza Bismarcka w stosunku do ich wschodniego sąsiada, z którym Niemcy mogą żyć jedynie po całkowitym jego zniszczeniu.

Alice Weidel, współprzewodnicząca AfD /Źródło: YouTube

Zanim rozważymy szanse każdego z tych wariantów – a każdy jest mało prawdopodobny, co nie znaczy, że można je ignorować – zajrzyjmy za kurtynę z namalowanym słowem: Alternatywa. Alternatywą może być tylko coś, co jest drugą możliwością, ambitnie ścigającą się ze stanem już istniejącym. Alter – nativa to drugie narodzenie. Jeśli taka metryka odnosi się do Niemiec, to jakimi Niemcami ich rodzice chrzestni chcą zastąpić już istniejące? O odrodzeniu Niemiec mowy być nie może, bo oznaczałoby to dwie wojny z Polską, pięć z Francją, dwie obecności militarne USA w Europie, ostateczny upadek Anglii jako wielkiego mocarstwa, rozkwit Rosji jako supermocarstwa, upadek Japonii, eksplozja komunistycznych Chin etc. Alternatywa dla Niemiec musi szukać innej drogi, zapominając o traktacie wersalskim i układach z Poczdamu. A zatem jest niemożliwością.

Jeśli program Alternatywy ma w swoim haśle tytułowym wskazywać tradycje kulturalne i polityczne, to nie może tam być miejsca na przeszłość Prus. Opisał ją wybitny historyk Józef Feldman w monografii „Bismarck a Polska” wydanej w roku 1947, a więc tuż po wojnie, przez Spółdzielnię Czytelnik w Warszawie. Na pierwszych stu stronach mamy niespotykany nigdzie w świecie zbiór inwektyw opisujących zdaniem historyków i historiografów niemieckich charakter narodowy Polaków. W słownikach nie ma tylu terminów co w księgach i dokumentach obraźliwych, jeśli idzie o Polskę, a napisanych przez autorów niemieckich. Arogancja, buta, anarchia, megalomania, przeniewierstwo, złodziejstwo, zbydlęcenie, hipokryzja, cwaniactwo, bandytyzm. Wybitny polityk niemiecki Helmuth von Moltke pozostawił coś dla nas cennego jako dowód współpracy Prus z Rosją na rzecz całkowitego wymazania Polski z mapy świata: „Dziełem Mikołaja będzie zrobienie z niej (z Polski – przypis K.M.) tego, czym ma być w przyszłości. Dzieje Polski cechował zawsze splot niedających się uzgodnić przeciwieństw: republika w związku z monarchią, blask tronu w połączeniu z bezsilnością panującego. Urzędnicy państwa byli bogaci, a Rzeczpospolita biedna, hetmani potężni, a wojsko słabe, przesadny zbytek występował obok najbardziej jaskrawego ubóstwa… Przedajność, zdrada i oszukaństwo przeciwstawiały się świetnemu męstwu i miłości ojczyzny oraz niewzruszonemu poświęceniu… Nadmiar wolności i niewolnictwa zniszczyły samodzielną Polskę, ale obrócona w gruzy pozostaje nadal mieszaniną przeciwieństw. Państwo konstytucyjne, którego król jest nieograniczonym samowładcą 40 milionów Rosjan – niezmierzone bogactwa i przygniatające ubóstwo – żyzna gleba i nieuprawiane pola, wspaniałe pałace w otoczeniu najnędzniejszych chat, jakie kiedykolwiek zamieszkiwali ludzie – tak przedstawia się nam Polska, państwo, które zbudowane na całkowitej równości wszystkich dziś jeszcze pozostało krajem nierówności, wszystkich kontrastów i sprzeczności”.

Alternatywą nie może być współpraca z Putinem, a jest. Socjaldemokracja udawała się tak sobie. Chadecja rządziła najdłużej, liberalizm bywał języczkiem u wagi. Przywódcy wymarzonych Niemiec nie chcą Unii, bo jest ona przeciwniemiecka nawet wtedy, kiedy rządzi w i z Brukseli. Nie chcą euro, a program gospodarczy to uruchomienie Nord Stream 2. Nie chcą imigracji, bo mieli i mają u siebie Włochów, Jugosłowian, Polaków, a także Turków. Klimatu się nie boją, a ekologię nazywają terroryzmem o ludzkiej twarzy. Czasy definiują za swoim niesławnej niekiedy pamięci filozofem Heideggerem. Upraszczając przemyślenia Alternatywy – a wielkich myślicieli ona się na razie nie dochowała – powiemy parafrazą: Dobrze już było (i to jest konserwatyzm), dobrze jest jak jest, nie trzeba się wtrącać (tu mamy liberalizm) i w końcu będzie dobrze. 

2026-10-09

Krzysztof Różycki