Pochodzący ze Stanów Zjednoczonych 267. następca św. Piotra pielgrzymował do kraju „najstarszej córy Kościoła”, gdzie już w II wieku wprowadzono chrześcijaństwo. I choć francuskie kościoły pustoszeją i niszczeją, a katolicyzm dryfuje ku religii mniejszościowej – jego liczba wyznawców zbliża się do liczby muzułmanów razem z żydami i buddystami – to papieża przyjęto entuzjastycznie, ba, takiego religijnego uniesienia nie widziano tu od lat.
On ne le connaît pas encore tres bien, mais on l’aime déja (jeszcze go dobrze nie znamy, ale już go kochamy) – słychać było podczas półtoradniowych wizyt papieża w Paryżu i Lourdes oraz jednodniowej w Metzu. Ten paradoks tłumaczy się marginalizacją francuskich katolików, także tych, którzy nigdy nie postawili nogi w kościele lub uczestniczyli tylko w pogrzebie. Stając się mniejszością, potrzebują identyfikacji wspólnotowej, choćby jedynie symboliczno-kulturowej, jaką może być instytucja Kościoła i jego papież; stąd pomimo dystansu do Kościoła aż 76 proc. Francuzów ma o nim dobrą opinię.
Subskrybuj