– Mam tego serdecznie dość – wzdycha Marie, stojąc w wejściu do swojej kamienicy na Montmartrze, w 18. dzielnicy Paryża. 47-latka jest zirytowana nieustannym potokiem turystów, który od rana do wieczora zalewa chodniki jej ukochanej dzielnicy. Uliczki wokół słynnego wzgórza są zatłoczone, walizki stukają o bruk, niektórzy odwiedzający zatrzymują się gwałtownie przed krzykliwymi witrynami sklepów, inni fotografują wszystko, co wpadnie im w oko. Ten zgiełk uprzykrza codzienne życie mieszkańcom, którzy muszą dosłownie przepychać się, by zrobić zakupy, wsiąść do metra czy po prostu wyjść z domu. Wzgórze, będące niegdyś siedzibą artystycznej bohemy, dziś stało się symbolem nadmiernej turystyki. Ale gniew narasta także w innych częściach miasta. – Stolica zamieniła się w gigantyczny Disneyland – ubolewa Patrick Aboukrat, przewodniczący Komitetu Marais Paris, prestiżowej dzielnicy w centrum.
Subskrybuj