R E K L A M A
R E K L A M A

Jaszczurze serce z bypassami Cooka i szkaradnicy

Huk spienionych fal. Z furią rozbijają się o koralową barierę broniącą wyspę przed naporem żywiołu. Te odgłosy bezradności oceanu już za nami. Udało się. Zakotwiczyliśmy w lagunie Moorei, turkusowo-krystalicznej jak naturalne akwarium. Powitały nas płaszczki, rozdymki, łagodne rekiny rafowe; w oddali – popisy surferów. I ten spektakularny zachód słońca jak z hollywoodzkiego studia lub immersyjnej przestrzeni. Piękno, spokój, magia. Polinezyjskie tarehu? (ułuda). Może i ułuda po tysiącach mil morskich przebytych pod żaglami Pluskatej.

Fot. Wikimedia

Ułuda, nie ułuda, rano schodzimy na wyspę, która nazwę Moorea zawdzięcza legendzie o żółtej jaszczurce. Mo‘o – jaszczurka, rea – żółta; wykluta z jaja zrodzonego przez jej ludzkich rodziców, którzy porzucili swe nietypowe dziecko, udając się na Tahiti. Jaszczurka wyrosła na urokliwą wyspę w kształcie serca o 65-kilometrowej linii brzegowej z miękkim białym piaskiem. Serce ma dzikie z tropikalnym lasem i bujną roślinnością wewnątrz, z którego promieniście rozchodzi się osiem pasm górskich. Stąd nazywano ją Ośmiornicą, ale w jej konturze malowniczych gór dostrzegano też zarys katedry. Najwyższa to Mount Tohivea (1207 m), najtrudniej dostępna: Magic Mountain (Góra Magiczna), a najbardziej majestatyczna: Mont Rotui, która rozdziela dwie główne zatoki. Pierwsza, Opunohu, „brzuch szkaradnicy” w lokalnym języku, drapieżnej jadowitej ryby, wszystko pożerającej, zasadzającej się w rafach i atakującej z ukrycia. Druga, Cooka, angielskiego żeglarza odkrywcy, który podczas swej trzeciej podróży na Pacyfik tutaj zakotwiczył, tyle że nie w zatoce, później swego imienia, a w Opunohu.

 

Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.


Już od
22,00 zł/mies




2026-06-18

Leszek Turkiewicz