– Przez szesnaście lat był pan sekretarzem Wisławy Szymborskiej i znał ją pan jak mało kto. Gdyby zobaczyła dzisiejszy poziom czytelnictwa w Polsce, załamałaby się?
– Myślę, że nie, bo za jej życia był bardzo podobny. A ona miała dobrą zasadę, o której staram się pamiętać, choć ze stosowaniem bywa różnie: należy dbać o swoich czytelników. Mniej istotne jest walczenie o nowych, ważniejsza troska o tych, którzy już nas czytają. Nawet jeśli to niewielka grupka, dobrze, żeby czuli się w niej dobrze. Może powiedzą sąsiadom, że fajnie jest do niej należeć.
– Jak o nich dbała? Dziś zakłada się fanpage i pokazuje kulisy pracy nad książką.
– Korespondowała z nimi. Nawet po Noblu starała się odpowiadać niemal na wszystkie listy, a było ich podobno początkowo kilkaset, potem kilkadziesiąt. Dbała też o to, żeby co jakiś czas dostawali od niej nową książkę. Uważała jednak, że czytelników trzeba od czasu do czasu wygłodzić. Prosiła wydawców, żeby przez jakiś czas nie wznawiali jej tomów, bo literatura najlepiej smakuje, kiedy jesteśmy lekko głodni. Niech chwilę poczekają na kolejną książkę Szymborskiej. To był bardzo sprytny zabieg: nie zasypywać czytelników.
Przyjemność zamiast obowiązku
– Tłumaczymy, że czytelnictwo jest w Polsce niskie, bo gonimy za pracą i nie mamy wolnego czasu. Tymczasem w Czechach, jeśli dobrze pamiętam, ponad 70 procent ludzi deklaruje przeczytanie przynajmniej jednej książki w roku, a u nas około 40 procent. Nie sądzę, żeby życie w Czechach było aż tak odmienne. Skąd ten kryzys?
– Często mówi się, że winna jest szkoła. Ale Czesi też, do cholery, chodzą do szkoły i czytają. Inni obwiniają Kościół Katolicki: w przeciwieństwie do protestantów nie mamy tradycji samodzielnego czytania Biblii, bo ksiądz nam ją streszcza. To jednak wygodnickie uproszczenie. Myślę, że po prostu nie umiemy korzystać z kultury. Śmieszy mnie, kiedy instytucje proszą, żebym przekonywał do czytania. To tak, jakby przekonywać kogoś do przyjemności. Jeśli przełożymy książkę z przegródki „obowiązek” do przegródki „przyjemność”, może będzie lepiej. Może po prostu mamy źle poukładane przegródki.
Subskrybuj