Znają się od dziecka, pochodzą z jednego podwórka. Później każdy poszedł własną drogą. Pieśniak skończył studia inżynierskie i pracował w branży motoryzacyjnej. Sakowicz handlował z bratem na targowisku w Białymstoku. Sprowadzał z Turcji damskie tuniki, choć zielonego pojęcia o modzie nie miał. Interesowało go co innego: ruch między stoiskami, zachowanie kupujących i to, przy czym ludzie zatrzymują się na dłużej. W końcu zauważył stoisko z torbami i walizkami. Postawił na ten towar, a sprzedaż ruszyła tak dobrze, że razem z bratem rozwinął siedem sklepów z galanterią. Wtedy jego droga ponownie przecięła się z drogą przyjaciela z dzieciństwa. Szybko uznali, że spróbują zbudować markę od podstaw. Ruszyli do Chin. Obejrzeli fabryki, wybrali producenta, a walizki zaczęli projektować sami. Nie chcieli, by neseser był przypadkowym dodatkiem do oferty. Miał stać się przedmiotem, który nadąża za stylem życia właściciela.
– Trochę działamy na pograniczu turystyki i branży modowej – mówi Pieśniak. Dlatego wspólnicy śledzą nie tylko podróżnicze zwyczaje, lecz także kolory pojawiające się w sieciówkach. Zamiast czerni i srebra proponowali pistację, czekoladę czy odcienie szarości. Uczyli się też na błędach. Pierwszy model nie miałby dziś racji bytu, bo klienci oczekują trwalszych materiałów i lepszego wykonania. Najważniejsze pozostało jednak myślenie o człowieku stojącym przy lotniskowej wadze. Wings opisuje w informacjach o produktach wymagania linii lotniczych, a internetowy asystent śledzi regulaminy około 150 przewoźników. Klient ma wiedzieć przed wylotem, czy bagaż zmieści się w limicie. Firma daje też dożywotnią gwarancję na flagowe modele. – Gdyby po jakimś czasie walizka jednak pękła, wymieniamy ją na nową – zapewnia Pieśniak.
Dziś firma ma około 2 tys. produktów, wynajmuje w Białymstoku magazyn o powierzchni 7 tys. mkw. i rocznie sprzedaje około pół miliona artykułów. W 2025 r. osiągnęła 44 mln zł przychodów, a w tym roku zakłada 20-procentowy wzrost. Walizki Wings są dostępne w 20 krajach Europy. Eksport daje około 30 proc. sprzedaży, a docelowo ma odpowiadać za połowę. Sakowicz mierzy jeszcze wyżej: w ciągu pięciu lat firma ma urosnąć co najmniej pięciokrotnie. Pieśniak mówi o celu numer jeden w Europie. Pomóc mają sprzedaż internetowa i personalizacja. Za tymi planami nadal stoją jednak… dwaj koledzy z podwórka.