Obawy mniejszych browarów
Nowe przepisy budzą sprzeciw nie tylko części parlamentarzystów, lecz także właścicieli niewielkich browarów rzemieślniczych. Przedstawiciele branży obawiają się, że ograniczenia osłabią konkurencję i przyniosą korzyści przede wszystkim dużym producentom.
Właściciele Browaru Bednary w mediach społecznościowych wyrazili obawy, że nowe regulacje mogą doprowadzić do zamykania polskich zakładów rzemieślniczych. Ich zdaniem zagrożone są nie tylko autorskie receptury, ale również mniej popularne gatunki piwa i różnorodność, którą branża budowała przez lata. Podkreślają przy tym, że produkcja kraftowa nie opiera się na promowaniu nadmiernego spożycia alkoholu.
Z kolei Browar Zakładowy nie sprzeciwia się inicjatywom ograniczającym konsumpcję alkoholu, a nawet popiera skrócenie godzin jego sprzedaży w sklepach. Wątpliwości budzi natomiast całkowity zakaz reklamy i promocji piwa, który zdaniem producentów może szczególnie mocno uderzyć w małe browary rzemieślnicze.
Warszawski Browar Palatum zwraca uwagę na podejście twórców ustawy do piwa bezalkoholowego, którzy mieli potraktować je jako produkt mogący zachęcać do sięgania po napoje alkoholowe. Przedstawiciele browaru wskazują jednak, że popularność piw bezalkoholowych systematycznie rośnie, a ich wybór może ograniczać sprzedaż tradycyjnych wariantów. W efekcie większe zainteresowanie takimi produktami może przyczyniać się do zmniejszenia konsumpcji alkoholu.
Puby zyskają?
W centrum Gdańska nocne ograniczenia sprzedaży alkoholu w sklepach obowiązywały już od ponad trzech lat. Od 1 września 2025 r. zakaz sprzedaży alkoholu w sklepach i innych punktach handlu detalicznego w godz. 22–6 objął całe miasto.
Ryszard Kozan z pubu Labeerynt przyznaje w rozmowie z Onetem, że wprowadzenie nocnej prohibicji nie przełożyło się na większą liczbę klientów. Nie przewiduje też, by rozszerzenie zakazu zwiększyło obroty lokali. Jak zauważa, osoby przyzwyczajone do kupowania alkoholu w sklepach mogą nie chcieć płacić więcej za napoje w pubach.
Podobne opinie wyrażają inni właściciele lokali w Śródmieściu. Zwracają uwagę, że klienci kupujący piwo za 4–5 zł w sklepach raczej nie zdecydują się na zakup tego samego napoju w pubie, gdzie kosztuje on nawet trzy–cztery razy więcej. Istotne znaczenie mają zarówno różnice cenowe, jak i przyzwyczajenia konsumentów. Wiele osób zaopatruje się w alkohol przed wieczornym spotkaniem, dlatego niekoniecznie stanie się klientami lokali po zamknięciu sklepów.
Znaczenie mają również przepisy regulujące działalność gastronomiczną. Zezwolenia na sprzedaż alkoholu do spożycia na miejscu nie umożliwiają lokalom zastąpienia sklepów i sprzedaży napojów na wynos. Przedsiębiorcy podkreślają, że skoro dotychczasowe ograniczenia nie przyciągnęły większej liczby gości, trudno oczekiwać, by nowe regulacje przyniosły odwrócenie tego trendu.
O co chodzi w regulacji?
W czwartek, 8 października, Sejm przyjął ustawę przewidującą wprowadzenie ogólnokrajowego zakazu nocnej sprzedaży alkoholu, ograniczenie jego reklamy oraz podwyższenie opłat związanych z jego sprzedażą. Za nowymi przepisami opowiedziało się 400 posłów, 29 było przeciw, a czterech wstrzymało się od głosu.
Nowe regulacje zakładają m.in. całkowity zakaz reklamowania i promowania napojów alkoholowych, również piwa. Za naruszenie przepisów grozić będzie grzywna w wysokości od 30 tys. zł do 1 mln zł lub kara ograniczenia wolności.