Od charakterystycznego kliknięcia w momencie, kiedy igła opada na wirujący na talerzu gramofonu winyl, po przeglądanie tekturowych obwolut ze wsuniętymi w nie płaskimi krążkami, muzyka na analogowych płytach dostarcza wielu wrażeń. Do tego brzmi ciekawiej niż ta złożona z zero-jedynkowych plików. Dlatego melomani chętnie poddają się jej urokowi.
W efekcie światowa sprzedaż nagrań
na czarnych krążkach od kilku lat wzrasta i w ubiegłym roku przyniosła 2,1 miliarda dolarów. Przewiduje się, że ten trend się utrzyma i – przy założonym rocznym wzroście rzędu 6,5 proc. – doprowadzi do wyniku blisko 3,6 miliarda dol. w 2034 roku. Aktualnie liderem w sprzedaży winyli są Stany Zjednoczone, gdzie jej wartość rośnie od 19 lat i po raz pierwszy od 1983 roku przekroczyła miliard dolarów (wyniosła dokładnie 1,04 mld dol. – dane magazynu „Forbes”).
Winyle kupują przedstawiciele starszego pokolenia melomanów pamiętający czasy, kiedy płyt CD jeszcze nie było. Lubili wyciągać z kolorowych obwolut okrągłe czarne cuda, z których słuchali ulubionej muzyki. Tylko dzięki winylom mogli poznać, co nowego skomponowali i nagrali ich idole. Pojedyncze nagrania nadawano w radiu. Nawet w czasach komuny. ALE całe longplaye rzadko gościły na antenie. Zwłaszcza od kiedy ograniczono lub skasowano audycje podobne do trójkowego „Mojego magnetofonu”.
W dobie streamingu
całe płyty są ponownie dostępne – tym razem nie z radia, lecz z internetu – i to już w dniu premiery. Nawet bez reklam, jeśli wykupi się subskrypcję. Mimo to zainteresowanie winylami nie zmalało i nie tylko starsi słuchacze po nie sięgają. Zainteresowało się nimi również pokolenie dorastające w czasach internetu. W 1996 roku TP SA umożliwiła do niego dostęp za pomocą modemu telefonicznego, a Neostrada zaczęła być popularna na początku XXI wieku.
To głównie dla młodych odbiorców firmy fonograficzne prześcigają się w coraz atrakcyjniejszych formach prezentowania muzyki na winylach, jak choćby poprzez tłoczenie krążków w różnych kolorach i wymyślanie atrakcyjnych opraw graficznych. Nierzadko te same longplaye publikowane są w różnych okładkach, jak było m.in. z albumami „Brat” (autorka Charli XCX), „Man’s Best Friend” (Sabrina Carpenter) czy „The Life of a Showgirl” (Taylor Swift). Ten ostatni longplay był w 2025 roku najlepiej sprzedającym się winylowym krążkiem w USA (1,6 miliona egzemplarzy). Liderował również w Wielkiej Brytanii z nakładem 147 tys. sztuk. Na drugim miejscu w ojczyźnie Beatlesów był Sam Fender z longplayem „People Watching”, a pierwszą trójkę zamknęła grupa Oasis ze wznowioną płytą „(What’s The Story) Morning Glory?”.
Podstawą do produkcji płyt winylowych jest taśma matka, z której elektryczny sygnał nagrania – poprzez zespół cewek i magnesów – wprawia w drgania rylec (diamentowy/szafirowy), który żłobi rowek w acetatowej płycie transkrypcyjnej. Dwie takie płyty – odpowiadające stronom A i B finalnego krążka – zostają pokryte azotanem srebra, po czym wędrują do kąpieli galwanicznej, w której naniesiona zostaje na nie warstwa niklu. Tworzy się metalowa negatywowa warstwa, zwana płytą ojcem. Kolejnym etapem jest wykonanie dwóch płyt matek do produkcji matryc służących do tłoczenia. Te matryce umieszczane są w formach, między które wkłada się tworzywo obłożone z dwóch stron naklejkami, które zdobią centralny punkt longplayów, płyt EP i singli. Na koniec prasa, do której wpuszczana jest gorąca para, tłoczy płytę dwustronnie pod ciśnieniem 150 barów w czasie 20 sekund.
Jeśli wyjściowa taśma matka dostarcza płycie transkrypcyjnej sygnał analogowy (bo czasami jest on cyfrowy), to winyl brzmi w pełni analogowo. Dźwięk nie jest korygowany, jak to się zdarza w przypadku kompaktów, przy których produkcji – na etapie masteringu – sygnał bywa poddawany kompresji, przez co ulega zmianie natężenie różnych częstotliwości. Stosowanie kompresji rozwinęło się w latach 90. XX stulecia, bo artyści szukali metod wyróżniania swoich piosenek, kierując się założeniem, że głośniej znaczy lepiej. Niektóre firmy fonograficzne, zwłaszcza tzw. audiofilskie, nie stosują kompresji, przez co ich wydawnictwa – mimo że na nośnikach CD – emitują dźwięk w miarę bliski naturalnemu.
Winyle dodatkowo brzmią „cieplej” niż nagrania cyfrowe. Ponadto z ich dużych obwolut łatwiej przeczytać informacje o wykonawcach oraz teksty piosenek niż z małych okładek CD. Starszym słuchaczom przypominają dawne lata, a młodzież – mająca przesyt cyfrowego przekazu – szuka w nich nowych wrażeń.
Fanom
winyli najwyraźniej nie przeszkadza, że zakres dynamiki nagrań z czarnej płyty jest węższy niż z kompaktu i że z analogowego nośnika trzaski mogą być przenoszone do głośników. Zdarza się też, że dźwięk faluje, bo płyta nie jest idealnie płaska lub prędkość obrotu talerza się waha. Niektórzy lubią delikatne trzaski, bo muzyka wydaje im się bardziej „swojska”. Te wady winyli – choć dla niektórych zalety – dotyczą zdartych płyt lub ich odtwarzania na słabej klasy gramofonach. W przypadku fabrycznie nowego analogu nie ma zakłóceń od wad krążka lub są one minimalne. Inne negatywne kwestie redukuje lub eliminuje klasa gramofonu. A ta może być różna. Rynek oferuje urządzenia w cenach od tysiąca do nawet kilkuset tysięcy złotych. Przykładem topowe modele Esoteric Grandioso T1 za – bagatela! – ponad 350 000 zł, Transrotor Metropolis FMD za niecałe 850 000 zł i Thorens New Reference za blisko milion. Dostawa gratis.